Jean de La Fontaine
Bajki
Spis bajek:
Księga pierwsza.................................................................6Księga czwarta.................................................................57
Konik polny i mrówka..................................................6 Pasterz i morze...........................................................57
Kruk i lis.......................................................................7 Mucha i mrówka.........................................................59
Żaba i wół.....................................................................8 Pan i ogrodnik.............................................................62
Pies i wilk.....................................................................9 Walka łasic ze szczurami............................................66
Jowisz, ludzie i zwierzęta...........................................12 Delfin i małpa.............................................................69
Wilk i baranek............................................................14 Człowiek i bożek drewniany......................................71
Człowiek, zwierciadła i potok....................................16 Szczur i żaba...............................................................73
Smok o stu głowach i smok o stu ogonach................18 Haracz zwierząt dla Aleksandra.................................75
Złodzieje i osioł..........................................................19 Lis i popiersie.............................................................78
Człek niemłody i jego dwie panie..............................20 Koza, kózka i wilk......................................................79
Kogut i perła...............................................................22 Starzec i jego synowie................................................81
Szerszenie i pszczoły..................................................23 Skąpiec.......................................................................83
Dąb i trzcina...............................................................24Księga piąta.....................................................................85
Księga druga....................................................................26 Drwal i Merkury.........................................................85
Krytycy.......................................................................26 Garnek żelazny i garnek gliniany...............................88
Rada szczurów............................................................28 Uszy zająca.................................................................90
Wilk, lis i małpa.........................................................30 Lis kusy......................................................................92
Lew i mucha...............................................................32 Starucha i służki.........................................................94
Człowiek i dwa osły...................................................34 Satyr i przechodzień...................................................96
Astrolog, co wpadł do studni......................................36 Koń i wilk...................................................................98
Zając i żaba.................................................................38 Rolnik i jego synowie...............................................100
Kogut i lis...................................................................40 Góra i mysz...............................................................101
Kruk udający orła.......................................................42 Lekarze.....................................................................102
Księga trzecia..................................................................44 Jeleń w winnicy........................................................103
Młynarz, syn jego i osieł............................................44 Niedźwiedź i dwaj strzelcy.......................................104
Lis i kozieł..................................................................47Księga szósta.................................................................106
Pijak i jego żona.........................................................49 Pasterz i lew..............................................................106
Lew przez człowieka powalony.................................51 Lew i strzelec............................................................108
Lis i winogrona...........................................................52 Myszka, kot i kogut..................................................109
Wilki i owce...............................................................53 Lis, małpa i zwierzęta...............................................111
Żona uparta.................................................................54 Starzec i osioł...........................................................114
Kot i szczur stary........................................................55 Jeleń przeglądający się.............................................115
-2-
Żółw i zając..............................................................116 Uczeń, nauczyciel i ogrodnik...................................199
Słońce i żaby............................................................118 Rzeźbiarz i posąg Jowisza........................................201
Chłop i żmija............................................................119 Ostryga i pieniacze...................................................203
Król chory i lisy........................................................121 Świeca woskowa......................................................204
Ptasznik, jastrząb i skowronek.................................123 Kot i lis.....................................................................205
Koń i osioł................................................................124 Skarb i dwaj ludzie...................................................207
Pies i cień jego w wodzie.........................................125 Kot i małpa...............................................................209
Wóz w błocie............................................................126 Do Pani de La Sabliere.............................................211
Szarlatan...................................................................128 Dwa szczury, lis i jajo..............................................220
Niezgoda...................................................................131Księga dziesiąta.............................................................223
Młoda wdowa...........................................................133 Człowiek i wąż.........................................................223
Księga siódma...............................................................136 Żółw i dwie kaczki...................................................227
Rada zwierząt...........................................................136 Czapla, ryby i rak.....................................................229
Szczur anachoreta.....................................................139 Skąpiec i złodziej......................................................231
Na dworze lwa..........................................................141 Wilk i pasterze..........................................................233
Dyliżans i mucha......................................................143 Pająk i jaskółka.........................................................235
Dzban z mlekiem......................................................145 Król i pasterz............................................................236
Wróżki......................................................................147 Pasterz i ryby............................................................239
Kot, królik i łasica....................................................149 Lwica i niedźwiedzica..............................................241
Zwierzę na księżycu.................................................152 Talizman i dwaj wędrowcy......................................243
Księga ósma..................................................................155 Królewicz, magnat, kupiec i pasterz.........................246
Śmierć i starzec........................................................155Księga jedenasta............................................................249
Szewc i bankier........................................................158 Chłop, lis i pies.........................................................249
Lew, wilk i lis...........................................................161 Sen Mongoła.............................................................253
Władza bajek............................................................164 Wilk i lis...................................................................255
Kobieta i sekret.........................................................167 Wieśniak znad Dunaju..............................................257
Szczur i ostryga........................................................169 Starzec i trzej młodzieńcy........................................261
Ogrodnik i niedźwiedź.............................................171 Mysz i sowa..............................................................263
Przyjaciele................................................................174Księga dwunasta............................................................265
Osieł i pies................................................................176 Kot i wróble..............................................................265
Basza i kupiec...........................................................178 Dwie kozy.................................................................268
Korzyść z nauki........................................................181 Stary kot i młoda myszka.........................................270
Potok i rzeka.............................................................183 Jeleń chory................................................................271
Wychowanie.............................................................184 Wilk i lis...................................................................273
Demokryt i Abderyci................................................185 Król, strzelec i kania.................................................275
Strzelec i wilk...........................................................187 Lis, muchy i jeż........................................................277
Księga dziewiąta............................................................189 Lis, wilk i koń...........................................................278
Niewierny depozytariusz..........................................189 Małpa........................................................................280
Gołąbki.....................................................................193 Scytyjski filozof.......................................................281
Lampart i małpa........................................................197
-3-
Księga pierwsza.
Konik polny i mrówka
Niepomny jutra, płochy i swawolny,
Przez całe lato śpiewał konik polny.
Lecz przyszła zima, śniegi, zawieruchy -
Gorzko zapłakał biedaczek.
„Gdybyż choć jaki robaczek.
Gdyby choć skrzydełko muchy
Wpadło mi w łapki... miałbym bal nie lada!”
To myśląc, głodny, zbiera sił ostatki,
Idzie do mrówki sąsiadki
I tak powiada:
„Pożycz mi, proszę, kilka ziarn żyta;
Da Bóg doczekać przyszłego zbioru,
Oddam z procentem - słowo honoru!”
Lecz mrówka skąpa i nieużyta
(Jest to najmniejsza jej wada)
Pyta sąsiada:
„Cóżeś porabiał przez lato,
Gdy żebrzesz w zimowej porze?
„Śpiewałem sobie” . - Więc za to
Tańcujże teraz, nieboże!”
-4-
Kruk i lis
Bywa często zwiedzionym,
Kto lubi być chwalonym.
Kruk miał w pysku ser ogromny;
Lis, niby skromny,
Przyszedł do niego i rzekł: „Miły bracie,
Nie mogę się nacieszyć, kiedy patrzę na cię!
Cóż to za oczy!
Ich blask aż mroczy!
Czyż można dostać
Takową postać?
A pióra jakie!
Szklniące, jednakie.
A jeśli nie jestem w błędzie,
Pewnie i głos śliczny będzie.”
Więc kruk w kantaty; skoro pysk rozdziawił,
Ser wypadł, lis go porwał i kruka zostawił.
-5-
Żaba i wół
Żaba ujrzała wołu,
Co wzrostem sięgał olbrzyma.
Mogąc co do wielkości z jajem iść pospołu,
Zazdrością podniecona, pręży się, nadyma,
By dorównać zwierzęciu, męczy się usilnie.
„Siostro - mówi - zważaj pilnie:
Czy dosyć? Mówże! Czym mu dorównała?”
„Nie.”-„A teraz?”-„Bynajmniej.”-„Czym dość już nabrzękła?”
„O, jeszcze ci daleko!” I gadzina mała
Tak się nadęła, że pękła.
Wielu ludzi winno się dojrzeć w tym obrazie.
Mieszczuch wznosi pałace na wzór pańskich dworów,
Każde książątko ma ambasadorów,
Każdy markiz chce mieć pazie.
-6-
Pies i wilk
Jeden bardzo mizerny wilk - skóra a kości,
Myszkując po zamrozkach, kiedy w łapy dmucha,
Zdybie przypadkiem brysia Jegomości,
Bernardyńskiego karku, sędziowskiego brzucha:
Sierść na nim błyszczy gdyby szmelcowana,
Podgardle tłuste, zwisłe do kolana.
„A witaj, panie kumie!! Witaj, panie brychu!
Już od lat kopy o was ni widu, ni słychu,
Wtedyś był mały kondlik - ale kto nie z postem,
Prędko zmienia figurę!
Jakże służy zdrowie?”
„Niczego” - brysio odpowie,
I za grzeczność kiwnął chwostem.
„Oj! Oj!...niczego! - widać ze wzrostu i tuszy! -
Co to za łeb - mój Boże! Choć walić obuchem -
A kark jaki! A brzuch jaki!
Brzuch! Niech mnie porwą sobaki,
Jeżeli, uczciwszy uszy,
Wieprza widziałem kiedy z takim brzuchem!”
„Żartuj zdrów, kumie wilku; lecz mówiąc bez żartu,
Jeśli chcesz, możesz sobie równie wypchać boki.”
„A to jak, kiedyś łaskaw?”
„Ot tak - bez odwłoki
Bory i nory oddawszy czartu
-7-
I łajdackich po polu wyrzekłszy się świstań,
Idź między ludzi - i na służbę przystań!”
„Lecz w tej służbie co robić?” - wilk znowu zapyta.
„Co robić? - dziecko jesteś - służba wyśmienita -
Ot jedno z drugim nic a nic!
Dziedzińca pilnować granic,
Przybycie gości szczekaniem głosić,
Na dziada warknąć, Żyda potarmosić,
Panom pochlebiać ukłonem,
Sługom wachlować ogonem.
A za toż, bracie, niczego nie braknie:
Od panów, paniątek, dziewek,
Okruszyn, kostek, poliwek,
Słowem, czego dusza łaknie.”
Pies mówił, a wilk słuchał: uchem, gębą, nosem,
Nie stracił słówka; połknął dyskurs cały
I nad smacznej przyszłości medytując losem,
Już obiecane wietrzył specyjały!
Wtem patrzy „A to co?” - „Gdzie?” - „Ot tu na karku”.
„Eh, błazeństwo!...” - „Cóż przecie?” - „Oto, widzisz, troszkę
Przyczesano - bo na noc kładą mi obróżkę,
Ażebym lepiej pilnował folwarku!”
„Czyż tak? Pięknąś wiadomość schował na ostatku.”
„I cóż, wilku, nie idziesz?”
„Co nie, to nie, bratku:
-8-
Lepszy w wolności kęsek lada jaki
Niźli w niewoli przysmaki” -
Rzekł - i drapnąwszy, co miał skoku w łapie
Aż dotąd drapie!
-9-
Jowisz, ludzie i zwierzęta
Niegdyś Jowisz obwieścił taki rozkaz światu:
„Niech u podnóża mego majestatu
Stanie wszelakie stworzenie,
Kto by z jakowej pobudki
Upośledzonym czuł się na postaci,
Niechaj śmiało, bez ogródki
Wyjawi swe żądanie, a błąd wnet odmienię.
Przystąp, małpo, mów pierwsza: ze zwierzęcej braci
Komu zazdrościsz urody?”
„Ja - rzecze małpa - alboż mam powody
Narzekać na swoje losy?
Niech raczej słoń długonosy
Albo osioł długouchy
Rozwodzą skargi; bowiem moją postać
Niejeden człowiek pewnie chciałby dostać.”
Wtem osioł, ciężkie słonia przedrwiwając ruchy:
„Cóż to za łapy! - rzecze - co za uszy!
A cielsko jakie! Nazwałbym się osłem,
Gdybym zapragnął takim być potworem.”
Już myślał Jowisz, że słoń się obruszy;
Bynajmniej. „Jam jest pięknych kształtów wzorem -
Rzecze - bo choć to niby zanadto wyrosłem,
Jednak przecie wieloryb większy jest ode mnie.”
- 10 -
Przyszła kolej na ludzi. Gdy jęli wzajemnie
Bliźnich odkrywać brzydoty,
A własne wychwalać cnoty,
Dopieroż śmiał się Jowisz!... „Przestańcie! - zawoła-
Bo nikt was już od zwierząt rozróżnić nie zdoła,
Skoro każdy, jak widzę, umie być w potrzebie
Ostrowidzem dla drugich, a kretem dla siebie.”
- 11 -
Wilk i baranek
Racyja mocniejszego zawsze lepsza bywa.
Zaraz wam tego dowiodę.
Gdzie bieży krynica żywa,
Poszło jagniątko chlipać sobie wodę.
Wilk tam na czczo nadszedłszy, szukając napaści,
Rzekł do baraniego syna:
„I któż to zaśmielił waści,
Że się tak ważysz mącić mój napitek?
Nie ujdzie ci bez kary tak bezecna wina.”
Baranek odpowiada, drżąc z bojazni wszytek:
„Ach, panie dobrodzieju, racz sądzić w tej sprawie
Łaskawie.
Obacz, że niżej ciebie, niżej stojąc zdroju
Nie mogę mącić pańskiego napoju.”
„Cóż? Jeszcze mi zadajesz kłamstwo w żywe oczy?!
Poczekaj no, języku smoczy,
I tak rok-eś mię zelżył paskudnymi słowy.”
„Cysiam jeszcze, i na tom poprzysiąc gotowy,
Że mnie przeszłego roku nie było na świecie.”
„Czy ty, czy twój brat, czy który twój krewny,
Dość, że tego jestem pewny,
Że wy mi honor szarpiecie:
Psy, pasterze i z waszą archandyją całą
Szczekacie na mnie, gdzie tylko możecie.
Muszę tedy wziąć zemstę okazałą.”
- 12 -
Po tej skończonej perorze
Łapes jak swego i zębami porze.
- 13 -
Człowiek, zwierciadła i potok
Człek szpetny, lecz jak narcyz w sobie zakochany,
Winił zwierciadła, że wskazują krzywo;
I żyjąc w ciągłym obłędzie,
Twierdził, że nawet ulubieniec Diany
Miał postać mniej urodziwą.
By go wyleczyć, los usłużny wszędzie
Stawiał przed jego oczy, próżnością zamglone,
Niemych doradców kobiecego wdzięku.
W którąkolwiek spojrzał stronę,
W każdym miejscu, w każdym ręku,
Na ścianach, stołach, stolikach,
W szczotkach, wachlarzach, grzebykach,
Nawet na dnie tabakierek -
Pełno luster i lusterek.
Więc srodze dotknięty w pysze
I niemiłego pragnąc ujść widoku,
Ukrył się w leśne zacisze.
Lecz raz, stanąwszy nad brzegiem potoku,
Znów twarz swą zoczył w przezroczystej fali,
Jeszcze bardziej niż w lustrach szpetną i obrzydłą.
Dąsa się zatem i żali,
Że go czcze zwodzi mamidło,
Ucieka... lecz powraca; bo potok uroczy
Więzi mu serce i oczy.
Co to znaczy? - spytacie. W dwóch słowach wymienię:
- 14 -
Zwierciadłami są ludzie: nie chcemy dać wiary
Widząc w nich własne przywary,
Dopóki nie przekona nas potok-sumienie.
- 15 -
Smok o stu głowach i smok o stu ogonach
Nad cesarskich wynosił Turcji wojowników
Wysłaniec padyszacha przy niemieckim dworze.
„Nasz cesarz - przerwał Niemiec - takich ma lenników,
Że każdy wielką armię utrzymywać może.”
„Wiem, liczne wojska wasze i liczni wodzowie -
Rozsądny Turek odpowie -
Lecz gdzie większa potęga, wnet tego dowiodę,
Gdy powiem, jak szczególną miałem raz przygodę.
Błądząc samotny w ustroni,
Spojrzę, aliści za mną smok stugłowy goni.
Krew zastyga mi w żyłach, wylękły, uchodzę
Gdy wtem płotek mizerny wstrzymał smoka w drodze,
Próżno przejść usiłował: każdy łeb potworu
Do osobnego cisnąć się otworu
Utknął pośród gałęzi. Ledwiem pozbył trwogi,
Alić niebezpieczeństwo zagraża mi nowe.
Przyczołgał się smok drugi: jednę tylko głowę,
Ale sto miał ogonów: ten nie zmylił drogi:
Przeszła głowa przez otwór, przeszło cielsko całe,
A za cielskiem ogony przemknęły się snadnie.
Dlatego to nad wasze hufce okazałe
Wojsko sułtana wolę, bo jeden nim władnie.”
- 16 -
Złodzieje i osioł
Skradłszy osła, złodzieje dwa przyszli do zwady:
Jeden chować, a drugi zamyślał go sprzedać.
Gdy sobie gęste pięścią dawali okłady
I każdy myślał, jakby drugiemu się nie dać,
Nadbiega trzeci złodziej
I z osłem precz uchodzi.
Osłem biedna prowincja czasem się nazywa,
Złodziejem wtedy tamten i ten książę bywa,
Jak Transylwańczyk , Turczyn, Węgier trzeci.
Miast dwóch złodziei trzech już burdę nieci:
Dosyć się tego towaru nabrało.
Ale często zdobywca kraju nie dostanie,
Bo oto czwarty złodziej godzi szajkę całą,
Biorąc osła w posiadanie.
- 17 -
Człek niemłody i jego dwie panie
Opowiem o pewnym człeku,
Co będąc już w średnim wieku
(Włos siwizną przyprószony)
Umyślił, że szukać żony
Pora.
A że grosza miał pełno, to i każda skora
Była z nim pójść do ołtarza.
Lecz choć mu się wciąż nowa okazja nadarza,
Nasz kawaler grymasi, każdy krok oblicza
Wiedząc, że trafny wybór to rzecz zasadnicza.
W sercu jego dwie wdowy władzę sprawowały,
Władza to była niż innych pań większa,
Jedna młoda, a druga jak owoc przejrzały.
Ta jednak sztuką łata i upiększa
To, co zepsuje natura.
Nasze wdowy to żartując,
To śmiejąc się, lusztykując
Dbały, aby koafiura
Ich lubego dla obu z nich się nadawała.
Starsza więc w każdym sposobnym momencie
Kawalerowi wyrywa zawzięcie
Czarne włosy,
Choć już ich mało,
A młodsza siwe pustoszy,
Tak że w końcu nic nie zostało:
- 18 -
Łysiną głowa, ongi siwa, zaświeciła
I fortelu pań obu wnet się domyśliła.
„Moje lube - powiada - z wdzięczności się cały
Rozpływam, żeście każdy włos mi wyskubały,
Gdyż mam z tego nie stratę, a korzyść jedynie.
Z mariażu nic nie będzie,
Boście, me boginie,
Chciały, bym zawsze i wszędzie
Spełniał tylko wasze kaprysy.
Na to za mądry jest łysy,
By wziął się na taką sztukę.
Pięknotki me, dziękuję ślicznie za naukę.”
- 19 -
Kogut i perła
Kogut znalazł na śmietniku
Perłę o cudnym połysku.
Zapiał, zdobycz w dziób zabiera
I niesie do jubilera.
„Patrz, błyszczy jak ranna rosa,
Lecz nad tę perłę wspaniałą
Jedno drobne ziarnko prosa
Bardziej by mi się przydało.
Człowiek, jakich wiele znacie,
Wziął w spadku po literacie
Rękopism. Długo rozważa,
W końcu idzie do księgarza.
„Patrz, wszak dzieło znakomite,
Lecz nad mądre te szpargały
Dwa lub trzy talarki bite
Bardziej by mi się przydały.”
- 20 -
Szerszenie i pszczoły
Dzieło świadczy o twórcy. Słuchajcie bajeczki:
Do miodu w pustym ulu rościł sobie prawa
Rój pszczół i rój szerszeni. Stąd swary i sprzeczki.
W końcu na wyrok osy zgodziły się strony.
Lecz jak osądzić? Zawikłana sprawa:
Świadkowie zeznawali, że ul opuszczony
Był lat kilka siedzibą istotek skrzydlatych,
Brzęczących, podługowatych -
Słowem, do pszczół podobnych. Adwokat szerszeni
Dowiódł, że jego klienci
W też same cechy są uposażeni
Od najdawniejszej pamięci.
Osa w kłopocie przyzywa do śledztwa
Mrówki z sąsiedztwa.
Te rzekły, że rój dawnych ula posiadaczy
Cały był czarno-żółtawy.
Lecz adwokat szerszeni dowiódł, że dla sprawy
To zeznanie nic nie znaczy,
Bo klient jego każdy z dziada i pradziada.
- 21 -
Dąb i trzcina
„Żal mi ciebie, niebogo - mówił dąb do trzciny -
Wszakżeć to lada ciężar drobniutkiej ptaszyny,
Lada wietrzyk, co muśnie stawu gładkie wody,
Źdźbła twoje chyli ku ziemi.
Mnie wiąz i buk zazdroszczą siły i urody,
Bo prawie chmur dosięgam konary swojemi
I stawiąc wichrom nieugięte czoło,
Jako opoka stoję niewzruszony.
Więc też bezpiecznie wśród mojego cienia,
Krzewy i kwiaty rosną naokoło.
Nie skąpiłbym i tobie ojcowskiej ochrony,
Lecz sadowisz się zwykle w pobliżu strumienia,
Na stawach, gdzie swą władzę wicher rozpościera,
A moje nie sięgną dłonie.”
„Twa litość - rzecze trzcina - jak widzę, jest szczera,
Bądź jednak bez obawy. Gdy wicher zawieje,
Równie jak ty, a może lepiej, się obronię:
Burza mnie zegnie, ale nie połamie.
Wiem, że złych losów koleje
Zwalczało dotąd twe potężne ramię,
Ale czekajmy końca.” Wtem wicher się zrywa,
Ze stref północnych burza nadciąga straszliwa.
Dąb stoi niezachwiany, trzcina się kołysze.
Uszła zguby; a olbrzym, co mniemał w swej pysze,
- 22 -
Że stopą sięga piekieł, a głową niebiosów,
Padł wkrótce od zdwojonych huraganu ciosów.
- 23 -
Księga druga.
Krytycy
Gdyby do mojej kolebki boska Kaliopa
Złożyła wieszczy zapał, natchnień dar proroczy,
Nie zaniechałbym przeto wielbić kłamstw Ezopa -
Ze zmyśleniem poezja chętnie się jednoczy.
Lecz mój polot w skromniejszym obrębie się mieści:
W nową szatę oblekam mędrców przypowieści,
Szczęśliwy, gdy mój przykład wśród poetów grona
Zbudzi pióro, co lepiej pracy tej dokona.
Mogę jednakże z własną wystąpić pochwałą:
Na mój rozkaz zwierzęta pozyskały mowę.
Jak czarodziej w przyrodę tchnąłem życie nowe.
„Bajarzu - powie krytyk - rozprawiasz zbyt śmiało
O kilku baśniach skleconych dla dzieci.”
„Znawco, więc może prawda zyska twoje względy?
Może podniosły styl oklaski wznieci?
Posłuchaj: „Przez lat dziesięć Achiwów zapędy
Wstrzymywali Trojanie nużąc swoich wrogów,
Którzy, mimo stu zwycięstw i pomocy bogów,
Pomimo Hektora zgonu,
Nie mogli zdobyć murów Ilionu.
Aż, wreszcie, zbudowany z Minerwy porady,
Koń drewniany dokonał Trojanów zagłady
I srogą zakończył wojnę
- 24 -
Ukrywszy w swym olbrzymim wnętrzu Diomeda,
Ulissesa, Ajaksa, Greków roty zbrojne...”
„Już dosyć! - woła chórem krytyków czereda -
Ten koń ciosany z drzewa, ci pogromcy Troi
To są bajki wierutne, kłamliwsze sto razy
Od urojeń Ezopa: przy tym, bez urazy,
Styl bohaterski tobie wcale nie przystoi.”
Więc zniżmy nastrój lutni. „Zazdrością dręczona,
Amarylla tęskniła do swego Filona;
U nóg jej legł pies wierny, łez świadek jedyny,
A opodal na błoniu pasły się owieczki.
Zoczył ją Kleant błądząc nad brzegami rzeczki
I z cicha odchyliwszy gałązki olszyny,
Przybliżył się i słuchał. Lekkie wiatru tchnienia
Do Niebios unosiły pasterki westchnienia...”
„Stój! - woła krytyk - stój, mości poeto!
Popraw te rymy, przerób wiersze oba.
Pomnij, że pierwszą poezji zaletą
Jest piękna forma, niezbędna ozdoba,
Co zręcznie kryje wszelkie wady treści.”
„Nieznośny znawco, przestańże raz przecie!
Czyliż mi nie dasz dokończyć powieści?
Nie sądź, żem próżny i zarozumiały,
Ale co widzę, że nikt w całym świecie
Twojej nie zyska pochwały.”
Czyńmy swoje pomimo nagon i przytyków,
Bo nic nie zadowolni wybrednych krytyków.
- 25 -
Rada szczurów
Attyla kotów, Gryzosław krwiożerczy,
Straszne wśród szczurów czynił spustoszenia.
Gdzie spojrzeć, stoją mary lub mogiła sterczy,
A niedobitki szczurzego plemienia
Siedząc jak trusie w norach, aby ujść przed zgubą,
Marły z głodu i ze strachu.
Lecz raz, gdy z Minetką lubą
Kot zakochany igrał gdzieś na dachu,
Szczury przeciwko wspólnemu wrogowi
Walną naradę zwołały.
Prezes sejmu, Myszomir w bojach posiwiały,
Radził dzwonek do szyi uwiązać kotowi,
Ażeby szczury, dźwiękiem ostrzeżone,
Miały czas zmykać, każdy w swoją stronę.
Sejm, tak dowcipnym zdumion wynalazkiem,
Mowę prezesa nagrodził oklaskiem.
Lecz wnet ostygły zapały,
Skoro Myszomir spytał, kto dzwonek przywiąże.
„Jam stary - rzecze jeden - za kotem nie zdążę.”
„Ja w męstwie nie szukam chwały” -
Rzekł drugi. „Ja za wszystkich mam nadstawiać skóry?
Nie głupim!” - rzecze trzeci. Słowem, mądre szczury,
Sejm zakończywszy na próżnej gawędzie,
Z kwitkiem do nor wróciły.
- 26 -
Chciejcie przyznać sami,
Czy tak nie dzieje się wszędzie,
Nie tylko między szczurami?
- 27 -
Wilk, lis i małpa
Żwawy napastnik obrotnego łgarza,
Wilk niegdyś lisa o kradzież pomówił.
„Łebskiego - rzecze - mam z ciebie szafarza:
Całą zwierzynę, com tylko nałowił,
Ty mi wywlokłeś, złodzieju! Znam ja cię,
Mój bracie!
Wiesz ty, czym u nas pachnie?”
Zgrzytnie pan szary i ogonem machnie.
Lis jemu na to: „W tej kniei, o wilku,
Nie byłem - rzecze - już od niedziel kilku.
Nie byłem, jak jestem żywy,
Jakem poczciwy!”
„Poczciwyś! Tak jest: widziałem-ci nieraz,
Jakeś kradł na poczciwość! Ukradłeś i teraz.”
Na tę ich sprzeczkę małpa nadchodzi.
„Niechże nas ona pogodzi -
Lis rzecze - niech nam pozwoli ucha.”
Stało się: małpa usiądzie i słucha.”
Wilk tedy najprzód induktę wywodzi:
„Wiadomo całemu światu,
Jakiego lis jest warsztatu;
Jak się układa, jak liże,
Jak chytrze oczyma strzyże,
Jak łże, a gdzie jeno wpadnie,
Kradnie.
- 28 -
Co tylko miałem zwierzyny,
Zginęła; któż złodziej inny?
On tu przebywał w lesie.
On ukradł, on niech odniesie.”
Za czym lis, rudym zwijając ogonem,
Replikę dawać jął cygańskim tonem,
„Potwarz i żywa napaść!
Niech promień słońca nie świeci
Na mnie i na moje dzieci!
Gotówem wskroś ziemi zapaść,
Jeśli wiem, jeśli w tym lesie
Od trzech tygodni bez mała
Noga ma czasem postała!
Skóry mej łotrowi chce się!
Chce być nade mną podobnie tyranem,
Jako nad owym niewinnym baranem!”
Gdy swą skończyli wymowę,
Małpa im zdanie takowe
Dała: „Ty, wilku, zda mi się,
Wpierasz i szukasz napaści;
A ty, jak widzę, łżesz, lisie,
Złodziej jest z waści.”
- 29 -
Lew i mucha
„Idzże precz, ty śmierdziucho, urodzona z kału!”
Tymi słowy lew zburczał muchę niepomału,
Co koło niego brzęczała.
Ta mu też wojnę wydała:
„A cóż to? Że więc jesteś królewska osoba,
Przez to już ma godzić
Każdemu po głowie chodzić?
Wiedz, że ja żubra pędzę, gdzie mi się podoba,
Choć jest silniejszy od ciebie.”
Rzekłszy, bziknęła, niby trąbiąc ku potrzebie,
A potem, podleciawszy dla rozpędu w górę,
Paf go w szyję między kłaki!
Lwisko się rzuca jak szaleniec jaki,
Drapie, szarpie własną skórę,
Z ciężkiej złości piany toczy,
Ryczy, iskrzą mu się oczy.
Słysząc ten ryk, truchleją po dolinach trzody,
Drżą nawet leśne narody;
A te powszechne rozruchy
Były sprawą biednej muchy,
Która to w grzbiet, to go w pysk, to go coraz liźnie
Po uszach i po słabiźnie,
Na koniec mu w nozdrze włazi,
Czym go najstrożej obrazi.
Już się też lew natedy rozjadł bez pamięci,
- 30 -
Ledwie się jadem nie spalił,
Ogonem się w żebra wali,
Pazurami w nozdrzu kręci,
Zmordował się, zjuszył, spocił,
Aż się na resztę wywrócił.
Mucha rada, że wieczna okryła ją sława,
Jak do potyczki grała, cofanie przygrawa;
A gdy chwałą zwycięstwa zaślepiona leci,
Wpada do pajęczej sieci.
Ta rzecz nas może tej prawdy nauczyć:
Że czasem nieprzyjaciel, co się słabym zdaje,
Może nam wiele dokuczyć.
I to także poznać daje:
Że ten, komu się morze zdarzyło przepłynąć,
Może na Dunajcu zginąć.
- 31 -
Człowiek i dwa osły
Przez lasy, błonia, piaski, góry i wądoły
Człowiek dwa długouche prowadził rumaki.
Jeden niósł lekkie gąbki, więc kroczył wesoły;
Drugi na bat nie zważał i wlókł się powoli,
Bowiem dźwigał ciężkie paki,
Pełne soli.
Tak we trzech idąc o słońca zachodzie
Nad brzegiem rzeki u brodu stanęli.
Bród był płytki, lecz człowiek, nieżądny kąpieli,
Dosiadł osła z gąbkami i zmierzył ku wodzie,
A osła z ładunkiem soli
Pognał przodem. Aliści, czy to ze swawoli,
Czy z jakiej innej przyczyny,
Osioł w bok skoczył, w sam środek głębiny
Wpadł i zniknął pod wodą. Lecz nie zginął wcale:
Wszystką sól wkrótce roztopiły fale.
Więc, od ciężaru zwolniony,
Raźno łeb wychylił z wody
I bez przeszkody
Dopłynął przeciwnej strony.
Tym zachęconym przykładem,
Osioł z gąbkami poszedł jego śladem:
Skoczył w toń i po samą zanurzył się szyję.
Wnet pije gąbka wodę, człek i osioł pije -
Obadwaj mieli za dość. Lecz gąbka pęcznieje,
- 32 -
Chciwie połyka ciecz zdradną
I ciążąc coraz bardziej, obu ciągnie na dno.
Już człowiek traci ratunku nadzieję,
Oburącz za kark dzierży głupie zwierzę
I widząc bliską śmierć, szepce pacierze.
Wyciągnął go ktoś z wody. Kto? - nie mówi powieść;
Lecz ów człowiek zobaczył, że nie wszyscy mogą
Z równym skutkiem jednaką postępować drogą.
Tego właśnie chciałem dowieść.
- 33 -
Astrolog, co wpadł do studni
Pewien astrolog raz w studnię głęboką
Spuścić się kazał. Rzekli mu: „Głuptasie,
Gdy ledwie, co u stóp masz, dostrzega twe oko,
Myślisz, że i nad głową także czytać da się?”
Przygoda sama, nie chybiąc celu,
Może być pouczeniem dla większości ludzi,
Bowiem pośród żyjących na tej ziemskiej grudzie
Bywa na ogół wielu
Tych, którym słyszeć jest błogo,
Że śmiertelni w przeznaczeń księdze czytać mogą.
W tej księdze, co ją Homer oraz homerydzki
Śpiewali, starożytność li przypadek widzi,
My Opatrznością ją mienim.
Nie może być przypadek wiedzy zagadnieniem;
Gdyby było inaczej, wierę, w błędzie trwałby,
Kto przypadkiem, fortuną czy losem go zwałby,
Więc mianem rzeczy tak zmiennych.
Zaś co do chceń suwerennych
Tego, co wszystko stwarza, wszystko działa z planem,
Któż je zna oprócz Niego? Jak czytać w Nim samym?
Czyżby On był wypisał na gwiazd złotych skroniach,
Co czasów noc głęboka kryje w swoich toniach?
W jakim celu? By dowcip ostrzyc mogli sobie
Ci wszyscy, co o sferze pisują i globie?
By dać nam gładko z klęsk nieuniknionych wynijść,
- 34 -
Wśród dóbr nas do rozkoszy niezdolnymi czynić,
I czyniąc nam wstrętnymi dobra przewidziane,
Zmieniać je wszystkie w klęski, wpierw nim nam są dane?
Błędem, a raczej zbrodnią są takie wierzenia.
Firmament torem swoim krąży w gwiazd zamieci,
Słońce codziennie nam świeci
I co dnia jasność jego wstaje z nocy cienia;
My zaś stąd wywnioskować nic więcej nie możem,
Jak to, że świecić musi, każdej roku porze
Czas jej znacząc, owoce darzyć krasą źrałą
I wpływy swe na wszelkie wciąż wywierać ciało.
A zresztą, w czymże z losów różnością się splata
Ten zawsze nieodmiennie równy chód wszechświata?
Szalbierze umiejący stawiać horoskopy,
Opuśćcie dwory władców Europy,
Wraz z wami alchemików zgrają precz niech pójdzie:
Nie więcej wyście wiary warci jak ci ludzie.
Zanadto się uniosłem. Czas nam wrócić ponoć
Do powiastki o mędrcu, co musiał utonąć.
Poza wiedzą kłamliwie zdradną w swej próżności
Dusz to obraz chimerom otwartych na oścież,
A tymczasem na wszelki zagrożonych sposób,
W bezpieczeństwie spraw swoich, jak i własnych osób.
- 35 -
Zając i żaba
Szarak, co nieraz bywał w kłopotach i trwogach,
Nie tracąc serca, póki czuł się rączy,
Teraz podupadł na nogach,
Poczuł, że się zle z nim skończy.
Więc jęknął z głębi serca: „Ach, nie masz pod słońcem
Lichszego powołania jak zostać zającem!
Co mię w dzień pies, lis, kruk, kania
I wrona,
Nawet i ona,
Jak chce tak gania.
A w noc, gdy drzemię, oko się nie zmruża,
Bo lada komar bzyknie przez siatki pajęcze,
Wnet drży me serce zajęcze,
Tchórząc tchórzliwiej od tchórza.
Zbrzydło mi życie, co jest wiecznym niepokojem,
Postanowiłem dziś je skończyć samobojem.
Żegnając więc, miedzo, lat mych wiośnianych kolebko!
Wy, kochanki młodości, kapusto i rzepko,
Pożegnalnymi łzami dozwólcie się skropić!
Oznajmuję wszem wobec, że idę się topić!
Tak z płaczem gdy do stawu zwraca skoki słabe,
Po drodze stąpił na żabę.
Ta mu, jak raca, drgnąwszy spod nóg szusła
I z góry na łeb w staw plusła.
- 36 -
A zając rzekł do siebie: „Niech nikt nie narzeka,
Że jest tchórzem, bo cały świat na tchórzu stoi;
Każdy ma swoją żabę, co przed nim ucieka,
I swojego zająca, którego się boi.”
- 37 -
Kogut i lis
Kogut, bywalec i wyjadacz stary,
Siedział na drzewie. Chytry lis nadchodzi;
„Braciszku - rzecze - skończmy nasze swary,
Niech się raz przecie kogut z lisem zgodzi.”
„Chcesz zgody? Szczerze?” - „Ach! szczerze:
Wieczne ślubuję przymierze
Z tobą i całym narodem kogucim.
Krwiożerczy tchórzów zuchwalstwo ukrócim,
Ja od was kanie i sępy odstraszę,
Niecne jastrzębie w ścisłe wezmę kluby,
Ale tymczasem, o kogucie luby,
Znijdź z drzewa: niechaj pojednanie nasze
Uścisk braterski uwieńczy,
A za twą całość lis honorem ręczy.”
„Ach, lisie! - odparł kogut - jakaż dla mnie radość,
Że mogę nazwać ciebie bratem i kolegą!
Twemu żądaniu wnet uczynię zadość,
Bo oto, widzę, charty tutaj biegną.
Założę się, że tak spieszą,
Aby nam hasło pokoju zwiastować.
Zejdę więc i będziemy mogli całą rzeszą
Serdecznie się wycałować.”
„Bywaj zdrów - lis mu na to - mam daleką drogę
I dłużej czekać nie mogę,
Więc kiedy indziej, mój braciszku miły,
- 38 -
Dokończę tej ważnej sprawy.”
Rzekłszy wziął nogi za pas, czmychnął, co miał siły,
I znikł w tumanie kurzawy.
A kogut śmiał się z lisa.
Nie lada to sztuka,
Gdy kto oszusta oszuka.
- 39 -
Kruk udający orła
Widząc, jak orzeł porywał barany,
Kruk, choć mniej silny, ale rabuś znany,
Chciał królewskiego ptaka naśladować.
Nuż krążyć dokoła stada,
Nuż podglądać i myszkować.
A był tam baran nie lada,
Z rodu tych, co szły niegdyś bogom na daniny:
Wielki jak ciołak półroczny,
Tłusty jak połeć słoniny.
Więc kruk żarłoczny,
Chciwe zwróciwszy nań oko:
„Nie wiem - rzecze - skąd wziąłeś tak wspaniałą tuszę,
Lecz to wiem, że dziś jeszcze schrustać ciebie muszę.”
I na wzór orła wzbiwszy się wysoko,
Jak kamień z góry spada na barana.
Ale baran to nie ser; łapami obiema
Szarpie, dźwiga - ani rusz! A wełna splątana
Jakby broda Polifema
Tak mu uwikłała szpony,
Że uwiązł w runie, jako ryba w sieci.
Przybiegł pasterz, wziął kruka. Srodze zawstydzony,
Poszedł rabuś do klatki na zabawkę dzieci.
I między ludźmi nie inaczej bywa,
Skoro łotrzyk chce łotra oceniać się miarą -
- 40 -
Bąk pajęczynę przerywa,
A mucha pada ofiarą.
- 41 -
Księga trzecia.
Młynarz, syn jego i osieł
Nie wiem, gdzie ja to czytał, ale mniejsza o to.
Miał jeden młynarz osła; tak zmęczył robotą,
Iż nie wiedząc, co robić,
Wolał sprzedać niż dobić.
Woła syna-wyrostka, co go w domu chował,
I rzecze: „Żeby się nasz osieł nie zmordował
W długiej drogi przeciągu,
Zanieśmy go na drągu.”
Dźwiga stary i stęka, chłopiec jeszcze gorzej.
Im szli dalej, im szli sporzej,
Tym srożej trud uciemiężał,
Tym bardziej im osieł ciężał.
Gdy to postrzegli,
Ludzie się zbiegli.
Śmiechy się wzniosły:
„Wzdyć to trzy osły!
A ten najmniej co na drągu.”
Niekontent młynarz z zaciągu,
Rozumu się poradził,
Syna na osła wsadził.
Aż pierwsi, co napotkał, nuż się gniewać o to:
„Ty na ośle niecnoto! -
Rzekli do chłopca - a stary pieszo!”
- 42 -
Więc do kijów gdy się spieszą,
Aby ich złość nie uniosła,
Zsadził syna, siadł na osła.
Przechodziły dziewczęta, mówi jedna do drugiej:
„Patrz, biedny chłopiec, jak do wysługi
Ten stary go używa!
Dziecię z pracy omdlewa,
A dziad niemiłosierny,
W taki upał niezmierny
Pieszo go iść przymusza.”
To starego gdy wzrusza,
Wsadził chłopca za siebie.
Że dogodził potrzebie,
Jedzie kontent z wynalazku.
Ledwo co wyjechał z lasku,
Znowu krzyk: „Jacy to głupi!
A kto od nich osła kupi?
Podróżą go udręczą,
Ciężarem go zamęczą;
Chyba skórę przedadzą!”
„Nieźle oni coś radzą -
Rzekł młynarz - chociaż i łają.”
Więc z synem z osła zsiadają,
Aż znowu mówią przechodnie:
„A któż to widział, aby wygodnie
Osieł szedł wolno, a młynarz za nim.
Wybacz bracie, że cię ganim;
- 43 -
Każdy z ciebie śmiać się będzie,
Jak się nie poprawisz w błędzie.”
„Nie poprawie - rzekł młynarz - dość przymówek zniosłem;
Chciałem wszystkim dogodzić, i w tym byłem osłem.
Odtąd, czy kto pochwali, czy mnie będzie winił,
Nie będę dbał nic o to; co chcę, będę czynił.”
Co rzekł, to się ziściło
I dobrze mu z tym było.
- 44 -
Lis i kozieł
Już był w ogródku, już witał się z gąską:
Kiedy skok robiąc wpadł w beczkę wkopaną,
Gdzie wodę zbierano;
Ani pomyśleć o wyskoczeniu.
Chociaż wody nie było i nawet nie grząsko:
Studnia na półczwarta łokcia,
Za wysokie progi
Na lisie nogi;
Zrąb tak gładki, że nigdzie nie wścibić paznokcia,
Postaw się teraz w tego lisa położeniu!
Inny zwierz pewno załamałby łapy
I bił się w chrapy,
Wołając gromu, ażeby go dobili:
Nasz lis takich głupstw nie robił;
Wie, że rozpaczać jest to zło przydawać do zła.
Za czym maca wkoło zębem,
A patrzy w górą. Jakoż wkrótce ujrzał kozła,
Stojącego tuż nad zrębem
I patrzącego z ciekawością w studnię.
Lis wnet spuścił pysk na dno, udając, że pije;
Cmoka mocno, głośno chłepce
I tak sam do siebie szepce:
„Oto mi woda, takiej nie piłem jak żyję!
Smak lodu, a czysta cudnie!
Chce mi się całemu spłukać,
- 45 -
Ale mi ją szkoda zbrukać,
Szkoda!
Bo co też to za woda!”
Kozieł, który tam właśnie przyszedł wody szukać:
„Ej! - krzyknął z góry - ej, ty ryży kudła,
Warta od źródła!”
I hop w dół. Lis mu na kark, a z karku na rogi,
A z rogów na zrąb i w nogi.
- 46 -
Pijak i jego żona
Gdy zdrożna wada nałogiem się stanie,
Wstyd ani postrach jej nie wykorzeni.
Przykładem stwierdzę to zdanie.
Człek pewien, z krzywdą zdrowia i kieszeni,
Czci bachusowej składając dowody,
Codziennie topił swój rozum w butelce;
Więc raz, gdy wrócił z gospody,
Spity jak nieboszczyk Bela,
Żona, sfrasowana wielce,
Trumnę w piwnicy całunem zaściela
I na dwa spusty zamyka opoja.
Skoro wytrzeźwiał, patrzy wkoło siebie:
Mary, gromnice, kir... jak na pogrzebie.
„Cóż to? - zawoła - czyżby żona moja
Została wdową?”
Wtedy kobieta w milczeniu głębokiem,
Udając postać grobową,
Powolnym zbliża się krokiem
I mężulkowi podaje śniadanie,
Samego chyba godne Lucypera.
Osłupiał, oczy przeciera
I wierząc, że w piekielne dostał się otchłanie,
„Kto jesteś?” - pyta żony.
„Jam sługą szatana.
Jeść daję tym, co piekłu przypadli w udziale.”
- 47 -
A mąż jej na to: „Ach, moja kochana,
A pić nie dajesz mi wcale?”
- 48 -
Lew przez człowieka powalony
Stał w oknie obraz, na którym
Przedstawił artysta pewien,
Jak lwa olbrzymiej statury
Powalił człowiek sam jeden.
Tłum gapiów stąd urastał w pychę niesłychaną.
Lew, przechodząc, uciszył samochwalcze pienia.
„Toż widzę - rzekł - bez wątpienia
Zwycięstwo wam tu przyznano.
Lecz was oszukał artysta;
Nie dziw, że zmyślać się śmieli.
My słuszniej wzięlibyśmy góry - oczywista,
Gdyby tak bracia moi malować umieli.”
- 49 -
Lis i winogrona
Lis pewien, łgarz i filut, wychudły, zgłodniały,
Zobaczył winogrona rosnące wysoko.
Owoc, przejrzystą okryty powłoką,
Zdał się lisowi dojrzały.
Więc rad z uczty, wytężył swoją chudą postać,
Skoczył, sięgnął, lecz nie mógł do jagód się dostać.
Wprędce przeto zaniechał daremnych podskoków
I rzekł: „Kwaśne, zielone, dobre dla żarłoków.”
- 50 -