The words you are searching are inside this book. To get more targeted content, please make full-text search by clicking here.
Discover the best professional documents and content resources in AnyFlip Document Base.
Search
Published by Bartek Maciejewski, 2016-05-02 03:22:04

Ludzie w świecie przedmiotów

Ludzie w świecie przedmiotów

1. Czy rzecz może być sprawcą? Perspektywa humanistyki... 51

drugiej fali, następuje wzajemne tłumienie i na ekranie pojawiają się
ciemne, nieoświetlone paski. Podsumowując – efektem przepuszczenia
materii przez dwie szczeliny są dwa rzędy „uderzeń” na umieszczo-
nym za przegrodą ekranie. Efektem przepuszczenia fali jest wzór inter-
ferencyjny – składający się z kilku pionowych rzędów. Eksperymentowi
z dwiema szczelinami poddano elektrony. Myślimy o nich jako o cząst-
kach, więc spodziewanym wynikiem eksperymentu jest uzyskanie na
ekranie wzoru cząstkowego – dwóch rzędów „uderzeń”. Tymczasem to,
co otrzymujemy, to wzór interferencyjny, charakterystyczny dla fal. Po-
jawia się pytanie, dlaczego elektrony-cząstki zachowują się jak fale? Za-
chowanie elektronów próbowano wyjaśnić, uznając, że prawdopodob-
nie elektrony odbijają się od siebie nawzajem, co pozwala na stworzenie
wzoru interferencyjnego. Jednak gdy elektrony wyrzucano pojedynczo,
w odstępie minutowym, stworzyły taki sam wzór. Kolejnym etapem wy-
jaśnień była próba sprawdzenia, przez którą szczelinę faktycznie prze-
chodzi elektron. Przy jednej ze szczelin umieszczono aparat pomiarowy
i następnie wystrzelono elektrony. Okazało się, że obserwowane z pomo-
cą detektora elektrony zaczęły zachowywać się jak cząstki, zostawiając na
ekranie charakterystyczny dla nich wzór dwóch rzędów, a nie jak wcześ-
niej – charakterystyczny dla fal wielorzędowy wzór interferencyjny.

Przebieg eksperymentu wywoływał wrażenie, jakby elektrony pod
wpływem obserwacji zmieniły wzór swojego zachowania. W istocie, jak
przebieg eksperymentu podsumowuje Barad, to, co daje się w nim zaob-
serwować, jest zmianą ontologicznych właściwości elektronu, uzależnio-
nych od sposobu jego pomiaru i obserwacji. Opierając się na koncepcjach
Nielsa Bohra, jednego z twórców fizyki kwantowej, Karen Barad wyjaś-
nia, że właściwości, które staramy się zmierzyć w naukowych ekspery-
mentach, nie są atrybutami niezależnie istniejących obiektów. Te bowiem
nie istnieją przed aktem badania – pomiaru i obserwacji. Bohr stwierdził,
że mitem jest charakterystyczne dla metafizyki atomistycznej przekona-
nie o „wrodzonych”, nieodłącznych właściwościach bytów, a co za tym
idzie – granicach pomiędzy obiektami-bytami, poprzedzających akt po-
miaru i obserwacji. Jak pokazuje przykład eksperymentu, pomiar nie od-
nosi się do istniejących niezależnie od niego stanów bytu. Akt pomiaru
nadaje obiektom własności (Barad 2009).

52 Agata Rybus

Praktyki poznawania i stawania się są ze sobą nierozerwalnie sple-
cione. W wyniku procesu pomiaru powstają fenomeny, które, korzy-
stając z zestawu pojęć charakterystycznych dla klasycznej relacji epi-
stemologicznej, rozumieć można jako nierozerwalne sploty różnych
form istnienia – tego, co zwykle stawiamy po stronie przedmiotu
poznania, podmiotu poznania, aparatury pomiarowej, reprezentacji,
materii i znaczenia. Wszystkie te elementy w ramach fenomenu kon-
stytuują się nawzajem w nieustającym procesie intra-akcji. Barad
wprowadza ten neologizm w zastępstwie związanego z metafizyką in-
dywidualistyczną pojęcia „interakcja”. Interakcja zakłada, że wszelka
relacja jest poprzedzona przez istnienie samodzielnych obiektów –
relatorum – które w nią wchodzą. Natomiast intra-akcja zakłada, że re-
lacja poprzedza relata, że te ostatnie powstają wewnątrz fenomenów
w wyniku konstytuującej je wzajemnie nieustającej intra-akcji. Barad
za Bohrem odrzuca atomistyczne przekonanie o ontologicznej pry-
marności „zastanych” bytów o nieodłącznych właściwościach. Ekspe-
ryment z elektronami, zachowującymi się w zależności od charak-
teru aparatury pomiarowej jak fala lub jak cząstka, pokazuje, że to
fenomeny – najmniejsze pola intra-akcji – splatające obserwowany
obiekt z instancją obserwującą są podstawowymi jednostkami budu-
jącymi naszą rzeczywistość, postrzeganą jako system nieustających
intra-akcji (Barad 2009). Rzeczywistość, zdaniem Barad, „nie składa
się z rzeczy-w-sobie ani z rzeczy-poza-fenomenami, ale z rzeczy-w-
-fenomenach” (Barad 2012, s. 315). A zatem fenomen zawiera w sobie
wiele „składników”, które w toku intra-akcji zyskują właściwości i gra-
nice. W ramach intra-akcji dochodzi do tzw. cięcia sprawczego, które
lokalnie, wewnątrz danego fenomenu, rozwiązuje problem onto-
logicznej nieoznaczoności. Najpierw mamy fenomen – skłębienie
intra-akcji, w ramach którego dochodzi do lokalnego zakreślenia gra-
nic i wytwarzania właściwości (elektron jako fala i elektron jako cząst-
ka to rozwiązania lokalne, w ramach dwóch różnych fenomenów). Ba-
rad sugeruje, że obraz granic i właściwości „obiektu” wyłaniających się
z pierwotnego, wewnętrznie nieokreślonego fenomenu możemy od-
nieść nie tylko do wyjaśniania praktyk naukowych, ale też wszelkich
praktyk konstytuowania rzeczywistości: „W istocie to poprzez tego

1. Czy rzecz może być sprawcą? Perspektywa humanistyki... 53

rodzaju praktyki konstytuują się ważne społecznie różnicujące granice
pomiędzy „ludźmi” i „nie-ludźmi”, „kulturą” i „naturą”, tym, co „spo-
łeczne” i tym, co „naukowe” (Barad 2012, s. 315). Każde z tych roz-
różnień jest pewnym rozwiązaniem, które na poziomie określonych
fenomenów, w wyniku określonych aktów pomiarowych, postrzeże-
niowych czy generalnie poznawczych przybiera swoją partykularną
formę. Granica pomiędzy „ludzkim” i „nie-ludzkim”, „kobiecym”
i „męskim”, „zdrowym” i „chorym”, „moralnym” i „niemoralnym”,
„wartościowym” i „niewartościowym”, „świętym” i „profanicznym”
na poziomie konkretnych fenomenów poprowadzona jest inaczej. Te
wszystkie rozróżnienia stanowią ponadto pewną możliwość, nie są ko-
niecznym efektem intra-akcji wewnątrz fenomenu. Mogą przybrać in-
ne formy – „sprawcze cięcie” może dokonać się w innym miejscu.
W zaproponowanym idiomie posthumanistycznym człowiek nie jest
niezależnym bytem posiadającym swoje raz na zawsze zakreślone gra-
nice, istotowe właściwości. Jest bytem „w różnicującym stawaniu się,
konkretną materialną (re)konfiguracją świata o ruchomych granicach
i własnościach stabilizujących się i destabilizujących wraz z poszcze-
gólnymi materialnymi zmianami określającymi, co to znaczy być czło-
wiekiem” (Barad 2012, s. 316).

Sprawczy realizm to stanowisko, w którym odrzuca się charaktery-
styczne dla reprezentacjonizmu przekonanie, że przywołane podziały są
językową reprezentacją określonego stanu rzeczy – obiektywnego świa-
ta (realizm) lub konstruktów społeczno-kulturowych (konstruktywizm).
Podziały te nie są po prostu słowami, które coś reprezentują. Powstają
jako lokalne rozwiązania w ramach konkretnych fenomenów, które, jak
już wiemy, są kłębowiskiem wielopoziomowych intra-akcji różnych sił
– zarówno materialnych, jak i dyskursywnych. Radykalnie biologiczne
wyjaśnienie płci, w kontekście etnograficznych danych pokazujących
kulturowo-społeczne zróżnicowanie odczytań ciała, jest raczej niepełne.
Radykalnie konstruktywistyczne wyjaśnienie płci nasuwa skojarzenia
z science fiction. Obdarzone określoną płcią ciało nie jest ani czymś
z „natury”, czymś z góry danym, ani nie jest społecznym konstruktem.
Powstaje w wyniku intra-akcji różnych sił i zawiera komponenty zarów-
no materialne, jak i dyskursywne.

54 Agata Rybus

Przyjrzyjmy się teraz bliżej kwestii znaczenia. Wraz z przekonaniem
o rzeczach zaopatrzonych w nieodzowne właściwości Barad odrzuciła
przekonanie o posiadaniu przez słowa naturalnych znaczeń. Nieozna-
czoności ontologicznej towarzyszy nieoznaczoność semantyczna, która,
podobnie jak ta pierwsza, rozwiązywana jest lokalnie na poziomie kon-
kretnych fenomenów poprzez poszczególne intra-akcje. Znaczenia, tak
jak rzeczy, nie istnieją niezależnie, ale we wspólnym uwikłaniu wraz
z tym, co materialne. Językowość i materialność wplątane są w jeden
system intra-akcji, w ramach którego dochodzi do zakreślenia granic
oraz określania i rozdysponowywania znaczeń. Zachodzące w intra-akcji
zaznaczanie lokalnych, chciałoby się powiedzieć tymczasowych, granic,
właściwości i znaczeń to u Barad wspólny rodzaj praktyk materialno-
-dyskursywnych. Praktyki dyskursywne nie odnoszą się więc według niej
do praktyk mowy i budowania wypowiedzi, ale są to ściśle związane
z materialnością świata praktyki konstytuowania materii i siebie pod jej
wpływem. Jak pisze Barad:

Praktyki dyskursywne i fenomeny materialne nie pozostają w stosunku wza-
jemnej zewnętrzności; to, co materialne i to, co dyskursywne pozostają
raczej wzajemnie uwikłane w dynamikę intra-aktywności. Nie są jednak
redukowalne do siebie nawzajem. Relacja między materialnością i dyskur-
sywnością to relacja wzajemnej implikacji. Żadne z nich nie jest artykułowa-
ne/artykułowalne pod nieobecność tego drugiego; materia i znaczenie moż-
na artykułować tylko razem (Barad 2012, s. 349–350).

W sprawczym realizmie nie ma więc rozróżnienia na rzecz i jej
reprezentację – tutaj podstawowe ontologicznie fenomeny mają na-
turę dyskursywno-materialną. Nie możemy powiedzieć, że istnieją
czynniki materialne i obok nich czynniki dyskursywne. Rzeczywi-
stość jest nierozerwalnym połączeniem obydwu – nie istnieją od sie-
bie niezależnie.

Na koniec przejdźmy do kwestii o zasadniczym znaczeniu dla te-
matu prezentowanego tekstu – sprawczości rzeczy. Zgodnie ze zdro-
wym rozsądkiem materię traktujemy zwykle w kategoriach statycz-
nego budulca przedmiotów. W koncepcji sprawczego realizmu traci
ona swój pasywny charakter. Nie jest izolowanym statycznym bytem,

1. Czy rzecz może być sprawcą? Perspektywa humanistyki... 55

kawałkiem natury, chłonącą kulturowe znaczenia tabula rasa, bezspor-
ną podstawą nauki, gruntem czy umiejscowieniem dyskursu. Mate-
ria nie występuje w izolacji, nie jest trwałą substancją, ale raczej by-
tem w ciągłym intra-aktywnym stawaniu się wewnątrz fenomenów,
zawsze w relacji wzajemnych twórczych oddziaływań z czynnikami
dyskursywnymi (Barad 2012, s. 320–321). Jej granice fizyczne i se-
mantyczne różnicują się wewnątrz konkretnych fenomenów. Materia
powstaje i przetwarza się w wyniku iteracyjnych intra-akcji. Konkret-
ne przedmioty, obiekty funkcjonujące w życiu człowieka, siłą nawyku
określane przez nas materialnymi, to fenomeny splecionych, powsta-
jących we wzajemnym twórczym oddziaływaniu materialności i dys-
kursywności. Są lokalnym utrwaleniem ciągłego stawania się, powsta-
jącym w wyniku miejscowo przeprowadzanych „cięć sprawczych”,
a więc związanych z intra-akcją aktów zakreślania granic, nadawania
właściwości, przypisywania znaczeń. Tak rozumiane rzeczy są lokal-
nie ustanawianymi częściami świata, który jest ciągłym stawaniem
się, dynamicznym rekonfigurowaniem, ciągłą transformacją, a które-
go „przyszłość zostaje radykalnie otwarta na każdym kroku” (Barad
2012, s. 324).

Dająca się wyprowadzić z teorii sprawczego realizmu koncepcja
przedmiotu radykalnie różni się zarówno od koncepcji leżących
u podstaw teorii prezentowanych wyżej, jak i wyobrażeń zdroworoz-
sądkowych. Czy tak rozumiany przedmiot może być sprawczy? Ba-
rad, podobnie jak Latour, zrywa więź między sprawczością i przy-
pisywaną jej zwykle domeną humanistyczną. Sprawczość nie jest tu
kategorią odnoszącą się do ludzkiej intencjonalności i podmiotowości.
W sprawczym realizmie wiąże się ona z procesem intra-akcji: „jest
aktem stanowienia, nie czymś, co ktoś lub coś może posiadać […]
to wywoływanie iteracyjnych zmian w konkretnych praktykach w to-
ku dynamiki intra-aktywności” (Barad 2012, s. 324–325). Związana
z intra-aktywnością sprawczość rodzi lokalne rozdzielenia w ramach
fenomenów. Nie może być traktowana jako atrybut „podmiotu” lub
„przedmiotu”, bo nie istnieją one uprzednio, lecz raczej miejscowo
powstają w jej wyniku. Nie mówimy tu już o sprawczości rzeczy, któ-
ra ma możliwość działania w swoim otoczeniu i wywoływania w nim

56 Agata Rybus

zmian. Sprawczość nie jest atrybutem, ale jest stanem rzeczywistości.
Rzeczywistość jest ciągłym stawaniem się, sprawczość to ciągłe rekon-
figurowanie się świata.

Teoria sprawczego realizmu znalazła się w prezentowanym zesta-
wieniu koncepcji sprawczości rzeczy z dwóch powodów: ze względu
na proponowaną w jej ramach koncepcję materii oraz ze względu na
charakterystyczne dla niej, radykalnie odmienne w stosunku do wyżej
prezentowanych rozważań pojęcie sprawczości. Teoria sprawczego re-
alizmu, jakkolwiek ciężka do przyswojenia przez umysł wytrenowany
do myślenia według innych schematów, pokazuje, że tytułowe pytanie
o sprawczość przedmiotów daje się postawić tylko w kontekście okreś-
lonego obrazu świata, w którym byty mają granice, stałe właściwości –
atrybuty. Okazuje się, że możliwa jest wizja rzeczywistości, w której po
pierwsze – sprawczość jest stanem, a nie atrybutem, po drugie – rzeczy
jako chwilowe, lokalne „utrwalenia”, zrodzone w wyniku sprawczości ja-
ko permanentnego stanu świata, nie posiadają stałych atrybutów, a tylko
właściwości określone lokalnie w ramach konkretnego fenomenu i za-
chodzących w nim procesów intra-akcji. Rozważania nad tym, czy rze-
czy, które, zgodnie z koncepcją sprawczego realizmu, w każdej swojej
odsłonie są innym fenomenem, mogą en general dysponować czymś lub
nie, w kontekście podkreślającego jednostkowość fenomenów sprawcze-
go realizmu tracą rację bytu.

W tekście zaprezentowano wybrane koncepcje sprawczości mające
zastosowanie w refleksji nad przedmiotami. Zawarte w artykule zesta-
wienie celowo pozbawiono wartościującego komentarza. Zarówno ujęcia
antropocentryczne (Alfred Gell i Andrew Jones), jak i te, które próbują
antropocentryzm przekroczyć (Bruno Latour i Karen Barad), mogą zna-
leźć efektywne zastosowanie w pracy badawczej i pisarskiej – obydwa pa-
radygmaty spotykają się równocześnie z krytyką i uznaniem. Artykuł nie
jest przewodnikiem, ale czymś w rodzaju mapy – pokazuje możliwe kie-
runki, ale nie sugeruje, w którym należy podążyć. Tak właśnie należy go
odczytać.

1. Czy rzecz może być sprawcą? Perspektywa humanistyki... 57

Bibliografia

Abriszewski Krzysztof
2008 Poznanie, zbiorowość, polityka. Analiza Teorii Aktora-Sieci Bruno Latoura, Kraków: Universitas.

Ahearn Laura
2001 Language and Agency, „Annual Review of Anthropology”, vol. 30, s. 109–137.

Anders Günter
2001 Staroświeckość człowieka, [w:] Kultura techniki, red. Erhard Schütz, przeł. Izabela i Sven

Sellmer, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, s. 412–453.

Appadurai Arjun
1986 Introduction: commodities and the politics of value, [w:] The Social Life of Things: Commodities in

Cultural Perspective, red. A. Appadurai, Cambridge: Cambridge University Press, s. 3–63.

Barad Karen
2007 Meeting the Universe Halfway. Quantum physics and the entanglement of matter and meaning,

Durham: Duke University Press.
2012 Poshumanistyczna performatywność: ku zrozumieniu, jak materia zaczyna mieć znaczenie, przeł.

Joanna Bednarek, [w:] Teorie wywrotowe. Antologia przekładów, red. Agnieszka Gajewska,
Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, s. 323–362.

Barański Janusz
2007 Świat rzeczy. Zarys antropologiczny, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Burzyńska Anna, Markowski Michał Paweł
2006 Teorie literatury XX wieku. Podręcznik, Kraków: Znak.

Davey Bill, Tatnall Arthur
2012 Using ANT to Guide Technological Adoption: the Case of School Management Software, „International

Journal of Actor-Network Theory and Technological Innovations”, vol. 4(4), s. 47–61.

Domańska Ewa
2006a The return to things, „Archaeologia Polona”, t. 44, s. 171–185.
2006b Historie niekonwencjonalne. Refleksja o przeszłości w nowej humanistyce, Poznań: Wydawnictwo

Poznańskie.
2007 „Zwrot performatywny” we współczesnej humanistyce, „Teksty Drugie”, nr 5, s. 48–61.
2008a Problem rzeczy we współczesnej archeologii, [w:] Rzeczy i ludzie. Humanistyka wobec mate-

rialności, red. Jacek Kowalewski, Wojciech Piasek, Marta Śliwa, Olsztyn: Instytut Filo-
zofii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, s. 27–60 .
2008b Humanistyka nie-antropocentryczna a studia nad rzeczami, „Kultura Współczesna”, nr 3(57),
s. 9–21.

58 Agata Rybus

Franklin Adrian
2003 Tourist object, touris ritual, [w:] tegoż, Tourism: an introduction, London: Sage Publications,

s. 97–135.

Fukuyama Francis
2004 Koniec człowieka: konsekwencje rewolucji biotechnologicznej, przeł. Bartłomiej Pietrzyk,

Kraków: Znak.

Gdula Maciej
2009 Natura umarła, niech żyje polityka!, [wstęp], [w:] Bruno Latour, Polityka natury: nauki

wkraczają do demokracji, przeł. Agata Czarnacka, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki
Politycznej, s. 5–12.

Gell Alfred
1998 Art and Agency. An Anthropological Theory, Oxford, New York: Clarendon Press.

Haraway Donna
2003 Manifest cyborgów, przeł. Sławomir Królak, Ewa Majewska, „Przegląd Filozoficzno-

-Literacki”, nr 1, s. 49–87.

Hayles Katherine
1999 How We Became Posthuman: Virtual Bodies in Cybernetics, Literature and Informatics, Chicago:

University of Chicago Press.

Hoskins Janet
2006 Agency, Biography and Objects, [w:] Handbook of Material Culture, red. Christopher Tilley

et al., London: Sage Publications, s. 74–84.

Jones Andrew
2002 Archaeological Theory and Scientific Practice, Cambridge: Cambridge University Press.

Knapett Carl, Malafouris Lambros
2008 Material and Nonhuman Agency: An Introduction, [w:] Material Agency – Towards a Non-

-Anthropocentric Approach, New York: Springer, s. ix–xix.

Kwiatkowska Olga, Kola Adam F.
2006 O przywróceniu zachwianej równowagi w refleksji antropologicznej: głos podwójny w sprawie przed-

miotów, [w:] Kultura profesjonalna etnologów w Polsce, red. Marcin Brocki, Konrad Górny,
Waldemar Kuligowski, Wrocław: Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersy-
tetu Wrocławskiego, s. 127–146.

Kopytoff Igor
2003 Kulturowa biografia rzeczy – utowarowienie jako proces, przeł. Ewa Klekot, [w:] Badanie

kultury. Elementy teorii antropologicznej, red. Marian Kempny, Ewa Nowicka, Warszawa:
Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 249–274.

1. Czy rzecz może być sprawcą? Perspektywa humanistyki... 59

Krajewski Marek
2008 Ludzie i przedmioty – relacje i motywy przewodnie, [w:] Rzeczy i ludzie. Humanistyka wobec ma-

terialności, red. Jacek Kowalewski, Wojciech Piasek, Marta Śliwa, Olsztyn: Instytut Filozofii
Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, s. 131–152.

Latour Bruno
1999 Pandora’s Hope. Essays on the Reality of Science Studies, Cambridge, London: Harvard University Press.
2009a Polityka natury: nauki wkraczają do demokracji, przeł. Agata Czarnacka, Warszawa:

Wydawnictwo Krytyki Politycznej.
2009b Czy nie-ludzie zostaną zbawieni? Argument ekoteologiczny, [w:] Ekologia. Przewodnik Krytyki

Politycznej, red. Michał Sutowski, Joanna Tokarz, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Poli-
tycznej, s. 18–52.
2010 Splatając na nowo to, co społeczne. Wprowadzenie do teorii aktora-sieci, przeł. Aleksandra Derra,
Krzysztof Abriszewski, Kraków: Universitas.
2011 Nigdy nie byliśmy nowocześni: studium z antropologii symetrycznej, przeł. Maciej Gdula,
Warszawa: Oficyna Naukowa.

McBride Neil
2003 Actor-network theory and the adoption of mobile communications, „Geography”, vol. 88(4), s. 266–276.

Rapport Nigel, Overing Joanna
2000 Social and Cultural Anthropology. The Key Concepts, London, New York: Routledge.

Rybus Agata
2012 Antropologiczne spojrzenie na chorobę jako sprawcę, praca magisterska napisana pod kierunkiem

prof. dr hab. Anny Malewskiej-Szałygin, złożona w archiwum Instytutu Etnologii i Antro-
pologii Kulturowej UW.

Schechner Richard
2006 Performatyka. Wstęp, przeł. Tomasz Kubikowski, Wrocław: Ośrodek Badań Twórczości

Jerzego Grotowskiego i Poszukiwań Teatralno-Kulturowych.

Wolfe Cary
2010 What is Posthumanism?, Minneapolis: University of Minnesota Press.

Wróblewski Michał
2011 Choroba jako hybryda. ADHD w sẃ ietle Teorii Aktora-Sieci i asocjologii, „Studia Socjologiczne”,

nr 4(203), s. 121–153.

Źródła internetowe

Abriszewski Krzysztof
2011 Jak nowe media tworzą nowe środowisko: przypadek USOS-a,

https://repozytorium.umk.pl/bitstream/handle/item/1014/K.%20Abriszewski,%20Jak%20
nowe%20media%20tworzą%20nowe%20środowisko.%20Przypadek%20USOS-
a.pdf?sequence=1 (data dostępu: 15 kwietnia 2014 r.).

60 Agata Rybus

Barad Karen
2009 „Matter feels, converses, suffers, desires, yearns and remembers” – interview with Karen Barad,

http://quod.lib.umich.edu/o/ohp/11515701.0001.001/1:4.3/--new-materialism-interviews-
cartographies?rgn=div2;view=fulltext (data dostępu: 25 kwietnia 2014 r.).

Lasander Mika, Ingman Peik
2012 Exploring the social without a separate domain for religion: on Actor-Network Theory and religion,

http://ojs.abo.fi/index.php/scripta/article/view/289 (data dostępu: 15 kwietnia 2014 r.).

2 . Synu, weź ten obraz na pamiątkę...

Elżbieta Skokowska

Weszłam za panem Tadeuszem do salonu. Usiadłam w wygodnym fotelu i rozejrzałam się
wokół. Tuż obok mnie, na półce, stało oprawione w srebrną ramkę czarno-białe zdjęcie nader
urodziwej młodej kobiety, ubranej i uczesanej, jak mi się wydawało, według mody z lat 70.
E: Kto to jest, ta piękna pani?
T: To moja żona. Ona i teraz ładnie wygląda. Chociaż ja to tam się nie zachwycałem.
E: Żoną się pan nie zachwycał?!
T: No, może tam za narzeczeństwa…

Pytanie w pierwszej kolejności o otaczające mnie przedmioty było
nie tylko najłatwiejszym sposobem rozpoczynania rozmowy, ale też naj-
prostszą drogą dotarcia do rzeczy. To właśnie one stanowiły obiekt mojego
zainteresowania podczas badań w Braniewie, prowadzonych w latach
2006–2008. Braniewo to miejscowość położona na północno-wschodnim
krańcu Polski na tzw. Ziemiach Odzyskanych, licząca ponad 18 tysięcy
mieszkańców. Oni sami określają się mianem „przyjezdnych”. W czasie
II wojny światowej mieszkający tam Niemcy zostali zmuszeni do uciecz-
ki, a po wojnie ich domy i mieszkania zajęli repatrianci z Kresów Wschod-
nich, poszukujący lepszego życia ludzie z centralnej Polski, a wkrótce po-
tem także Ukraińcy przesiedleni w wyniku Akcji „Wisła”.

Niemieccy uciekinierzy, repatrianci i przesiedleńcy nie byli w stanie za-
brać ze sobą całego dobytku, dlatego jeszcze teraz w braniewskich domach
i mieszkaniach można natknąć się na poniemieckie sprzęty. Najczęściej spo-
tyka się porcelanę, rzadziej meble, a według jednej z legend, w podziemiach

62 Elżbieta Skokowska

Collegium Hosianum znaleziono nawet Biblię Gutenberga. Niestety, coraz
częściej takie starocie znaleźć można na śmietnikach – niektóre z nich trafia-
ją stamtąd do specjalnego „muzeum” w braniewskiej baszcie, o którym pisa-
łam już w innym miejscu (Skokowska 2011).

W Braniewie zajmowałam się poszukiwaniem rzeczy. Odbywało się
to w dużej mierze przypadkowo, chociaż raz zdarzyło mi się przyjąć bar-
dziej aktywną postawę. Odwiedzałam pewną panią, by pożyczyć od niej
książkę. Czekając, aż mi ją przyniesie, zauważyłam piękny porcelanowy
serwis w kredensie stojącym w rogu pokoju. Nie miałam wątpliwości co
do jego niemieckiego pochodzenia – wiedziałam już, jak wyglądały takie
serwisy, zdarzało mi się spotkać pojedyncze filiżanki czy talerzyki, jednak
u nikogo nie widziałam całego kompletu. Chcąc dowiedzieć się o nim jak
najwięcej, umówiłam się z jego właścicielką na wywiad.

Gdy odwiedziłam ją po raz kolejny, zaprowadziła mnie do pokoju,
w którym przechowywała serwis, lecz usadziła plecami do niego. Odpadał
więc najprostszy i zwykle niezawodny sposób na zadanie pytania „a co to
za piękny serwis?”, ponieważ by go „mimochodem” zauważyć, musiałabym
wykonać przedziwne akrobacje. Gdy skierowałam rozmowę na poniemiec-
ką porcelanę, rozmówczyni opowiedziała mi historię swojego serwisu. Oka-
zało się, że to nie on ma dla niej największą wartość. Prawdziwym skarbem
był przedwojenny kubeczek, stojący w zupełnie innym miejscu.

Kiedy zdecydowałam się na badania dotyczące rzeczy, powstało nad-
zwyczaj istotne pytanie: czym właściwie się zajmuję? Czym właściwie
jest rzecz? Definiuję przedmiot za Markiem Krajewskim jako „rzecz wy-
konaną przez człowieka, a wykonywanie oznacza tu wytwarzanie przed-
miotu, jego niszczenie, posługiwanie się nim, myślenie o nim i przypa-
trywanie się mu, a więc wszystkie działania i aktywności nakierowane na
rzecz i wprowadzające ją w obręb ludzkiego świata obiektywnego” (Kra-
jewski 2008, s. 43). Terminy „rzecz”, „przedmiot” czy „obiekt” będą prze-
ze mnie używane wymiennie zgodnie z powyższym znaczeniem.

Rzecz jest stworzoną kulturowo całością, każdy przedmiot, który nas
otacza, ma swoje znaczenie, choćby tylko funkcjonalne (Bajburin 1998).
Składa się nie tylko z części materialnej, którą widzimy, lecz także ze zna-
czeń. Znaczeniem najbardziej oczywistym jest funkcja przedmiotu, której
czasem łatwo się domyślić po formie rzeczy – oczywiście dotyczy to

2. Synu, weź ten obraz na pamiątkę... 63

przedmiotów, które nie są obce kulturze osoby interpretującej. Jednak ist-
nieją również inne znaczenia, bardziej rozbudowane niż sama funkcja
(Czaja 1999). Wartości tego rodzaju często opierają się na historii danej rze-
czy, wydarzeniach, w których brała udział, i emocjach, jakie budzi w swoim
właścicielu. Znaczenia są ściśle związane z danym przedmiotem, co oczy-
wiście nie znaczy, że nie mogą się zmieniać. Nadawać i zmieniać znacze-
nie przedmiotu może jego użytkownik. Rzecz stanowi bowiem konstrukt,
którego twórcą jest człowiek – wytwórca i użytkownik rzeczy.

Dlaczego niektóre rzeczy znaczą więcej niż inne? Mam szczególnie
na myśli te, które są pamiątkami, a ich wartość dla rozmówcy określa się
mianem sentymentalnej1. Proces nadawania takiego znaczenia przebie-
ga niekiedy poza intencją danej osoby, aczkolwiek nadane już znaczenie
jest dla niej czytelne. Moim zdaniem można wskazać konkretne czynniki
(mogą to być na przykład wydarzenia, osoby, miejsca), które miały udział
w tworzeniu szczególnej wartości przedmiotu.

Wydaje się, że przedmioty są w stanie zmagazynować w sobie pewne
wydarzenia czy emocje, jakie były udziałem ich właścicieli, i że w jakiś
nieuchwytny sposób możemy to odczuć. Walter Benjamin wyczuwał
w przedmiotach aurę, związaną z ich autentycznością, „esencję, istotę te-
go, co przedmiot z sobą niesie – namacalne efekty oddziaływania czasu
na materię, zapisaną w nim historię” (Brzozowska 2005, s. 100). Moi roz-
mówcy wspominali czasem, że w jakimś przedmiocie jest część kogoś lub
czegoś, na przykład „kawałek mamy”. Posądzali także rzeczy o posiadanie
duszy, energii czy, jakby to określili antropolodzy, „mana”.

Z jednej strony los przedmiotów związany jest z losem ich właścicie-
li, z drugiej zaś, rzeczy mogą się od nich uniezależniać. Właśnie o tym
pisze Stefan Chwin w swoich Kartkach z dziennika:

Przechodzenie przedmiotów z rąk do rąk, dziedziczenie z pokolenia na po-
kolenie, cyrkulacje rzeczy podczas wojen i kataklizmów, wywożenie, prze-
wożenie, pojawianie się i znikanie – w takim spojrzeniu cała ta ruchoma
kosmologia przedmiotów niespostrzeżenie odrywa się od człowieka. Obser-
wujemy tylko ruch, a nie jego sprawcę (Chwin 2004, s. 262–263).

1 „Jeżeli Rozum i technika przyzwyczaiły nas do myślenia o rzeczach, ich związkach
i człowieku w kategoriach funkcji, to czucie i wiara każą nam szukać istoty rzeczy w mo-
wie zjawisk” (Rutkowski 1997, s. 49).

64 Elżbieta Skokowska

Rzeczy chłoną emocje i historię i choć czasami nie zauważamy ich
istnienia, bywa, że tylko pozornie są one biernymi świadkami zdarzeń.
W tym tekście chciałabym pokazać, jak rzecz potrafi w realny sposób
oddziaływać na życie właściciela. Wróćmy więc do salonu pana Tadeusza.

Po chwilowym zaskoczeniu jego wypowiedzią na temat żony, za-
częłam szukać wzrokiem innego przedmiotu, o który mogłabym zapy-
tać i – jak miałam nadzieję – odkryć w nim skarb. Na przeciwległej
ścianie wisiał oprawiony w owalną ramę oleodruk, przedstawiający ko-
bietę z dwojgiem dzieci w pokoju. W tle za nimi dostrzegłam metalowe
łóżko, część komody, podobny kolisty obraz wiszący na ścianie, inny
obrazek poniżej. Mój rozmówca, zapytany o obraz, odrzekł:

A to to trzymam jako pamiątkę […]. To jest takie rodzinne, naprawdę. No taki na-
turalny, taki blady troszeczkę on jest, ale to widocznie taki musiał być. Żeby się nie
rzucał w oczy. Ja nie lubię, jak ma coś takie ostre kolory. A to to naprawdę coś piękne-
go. Tu jest szkło, a to pod spodem to nie jest papier…

Pan Tadeusz jest emerytowanym nauczycielem, gdy rozmawialiśmy,
miał około siedemdziesięciu lat. Przybył do Braniewa w wieku dwunastu
lat i mieszkał tam przez resztę życia. Skąd wziął ten obraz?

T: Nie, tam [do Braniewa – ES] jak kuzynka przyszła, to [dom – ES] zastała
w dosyć niezłym stanie, tam między innymi był też ten obraz. […] Jak ta kuzynka
przyjechała, to zastała go na ścianie […].
E: A to wisiało tam na górze, gdzie mieszkaliście?
T: Tak, tak, na górze w pokoju. […] Kuzynka jak wyjeżdżała, to myśmy się wpro-
wadzili po niej, to ten obraz był i ja pytałem ją, to ona mówi, że on już wisiał, jak
ona przyjechała. Czyli był poniemiecki. […] U mamy w pokoju zawsze wisiał. Cały
czas w jednym miejscu wisiał.

Potem rozmówca ożenił się, wyprowadził do mieszkania w bloku,
a parę lat później zamieszkał w przytulnym dwurodzinnym domu.
Obraz nadal wisi na ścianie nad kanapą – widać go już od drzwi pokoju.
Zarówno pan Tadeusz, jak i jego żona darzą go sympatią i traktują jak
ważną pamiątkę, choć on twierdzi, że „nie lubi chomikować takich rze-
czy”. Dlaczego więc zatrzymał akurat ten obraz?

2. Synu, weź ten obraz na pamiątkę... 65

T: [Kuzynka] go zostawiła mamie. Dla mamy go zostawiła, jak wyjeżdżała. A ma-
ma, umierając, mówi: synu, weź ten obraz na pamiątkę.

Bez wątpienia tak ważne wydarzenie jak przekazanie jakiejś rzeczy
przez umierającą matkę można uznać za rytuał, o którym pisze Maja
Brzozowska (2005) w swoim tekście Talizman – magiczny przedmiot osobis-
tego użytku. Autorka przywołuje w nim różne grupy przedmiotów posia-
dających moc – talizmany, amulety, maskotki i fetysze.

Talizmany są rozumiane jako „klasa przedmiotów, których wspólnym
mianownikiem i swoistym przynależnościowym minimum jest wielopo-
ziomowa i rozmaicie rozumiana ambiwalencja” (Brzozowska 2005, s. 98).
Żeby jakaś rzecz stała się talizmanem, należy ją konsekrować. Istnieją na
to dwa sposoby. Pierwszy to przeprowadzenie rytuału nadającego moc
przedmiotowi, który od tej chwili będzie talizmanem. Uważa się, że w ten
sposób można stworzyć talizman spersonalizowany, przeznaczony dla
konkretnej osoby i będący ochroną dostosowaną do jej stylu życia i nie-
bezpieczeństw, które mogą jej grozić. Drugi sposób to udzielenie mocy ta-
lizmanowi poprzez kontakt z sacrum. W tym miejscu skupię się jedynie na
pierwszym sposobie, dotyczącym bezpośrednio omawianego obrazu.

Nie mam wątpliwości, że takie przekazanie obrazu synowi stanowi
rytuał lokujący przedmiot w sferze przedmiotów wyjątkowych – tali-
zmanów. Nadano mu specjalne znaczenie – stał się on dzięki temu se-
mioforem, o jakim pisze Krzysztof Pomian (2006) w zbiorze esejów pod
tytułem Historia. Nauka wobec pamięci. Dzieli on przedmioty widzialne
na pięć klas funkcjonalnych: ciała, odpady, rzeczy, semiofory i media.
W tym miejscu najwięcej uwagi chciałabym poświęcić grupie semiofo-
rów. Są to „przedmioty przeznaczone do zastępowania, uzupełniania lub
przedłużania wymiany słów bądź do zachowania jej śladów, czyniąc wi-
dzialnym i stabilnym coś, co inaczej pozostałoby ulotne i dostępne tylko
dla słuchu” (Pomian 2006, s. 123–124).

Ważną właściwością semioforów jest to, że są one złożone z nośnika
i znaków, pełniących funkcję języka. Ponadto semiofor jest włączony
w wymianę między dwoma lub wieloma partnerami oraz pomiędzy
tym, co widzialne, i tym, co niewidzialne. Semiofor „odsyła przede
wszystkim do czegoś aktualnie niewidzialnego, czego nie można przeto

66 Elżbieta Skokowska

wskazać gestem; można to tylko nazwać lub omówić słowami. Jeśli zda-
rza się semioforom odsyłać do czegoś obecnego tu i teraz, to tylko
w sposób pochodny i wtórny” (Pomian 2006, s. 124). Pomian przywo-
łuje przykład książki. Składa się ona z nośnika, jakim jest sama forma,
i ze znaków pisma, znajdujących się na jej stronach, odwołujących się
do tego, co niewidzialne. Za pomocą książki możemy przekazywać coś,
czego nie bylibyśmy w stanie pokazać. Podobnie jak wszystkie semiofo-
ry, książki zostały wytworzone, by mogły być oglądane i czytane.

W jaki sposób powstają semiofory? Jednym z ważnych zabiegów jest
poddanie rzeczy dekontekstualizacji. Należy wyłączyć ją z grupy przed-
miotów używanych, a więc zmienić jej funkcję. Kolejnym warunkiem
jest ekspozycja, czyli umieszczenie danego przedmiotu w gablocie, albu-
mie, zielniku, na postumencie, na ścianie, odgrodzenie go, wyznaczenie
odległości, na jaką można się do niego zbliżać, czy też zakazanie dotyka-
nia go. Sprawia to, że przedmiot staje się eksponatem, a osobom znajdu-
jącym się w jego pobliżu narzucana jest postawa widzów. Całe otoczenie,
w jakim znajduje się semiofor, komentarze, jakie go dotyczą, i opieka, ja-
ką jest otoczony, pokazują jego wysoką wartość, podkreślają, że „obcowa-
nie z nim zmienia tego, kto się weń wpatruje, gdyż wzbogaca go o coś,
czego inaczej byłby pozbawiony” (Pomian 2006, s. 129).

Zatem obraz został zdekontekstualizowany poprzez wzięcie go w po-
siadanie przez rodzinę pana Tadeusza (spośród innych rzeczy pozosta-
łych po poprzednich właścicielach tylko ta jedna zyskała takie znaczenie)
oraz wyeksponowany w centralnym miejscu salonu. Obrazowi nadano
status rzeczy znaczącej także w wyniku symbolicznego wyłączenia go
z klasy przedmiotów-towarów, do której w czasie wojny i zaraz po niej
należało praktycznie wszystko, co nadawało się do sprzedaży czy wymia-
ny. Odtowarowiony przedmiot w koncepcji Igora Kopytoffa zostaje za
to włączony do klasy przedmiotów posiadających niewielką wartość ma-
terialną – takimi są na przykład śmieci (Kopytoff 2003). Niska wartość
materialna to także właściwość rzeczy, których wartość wymienna czy
transakcyjna jest obojętna właścicielom. Dokonali oni bowiem ich ujed-
nostkowienia. Posiadanie rzeczy ujednostkowionych jest stanem pozy-
tywnie waloryzowanym przez członków społeczności, ponieważ chro-
ni ich przez homogenizacją i byciem otoczonym jednorodną klasą

2. Synu, weź ten obraz na pamiątkę... 67

przedmiotów-towarów. Dzięki posiadaniu rzeczy wyjątkowych postrze-
gają także swój status jako szczególny. Przedmioty ujednostkowione są
istotne dla posiadaczy ze względu na swoje walory przedmiotu znaczące-
go – pamiątki, zabytku czy skarbu.

Kobieta z obrazu przypomina panu Tadeuszowi jego matkę:

T: Ja wiem, no przecież ja… z mamą, może trochę tam można coś upodobnić. Dwie
córki miała i dwie córki są. Ale w tym samym wieku, a tam różnica między nimi jest
3 lata. […]
E: Pan myślał już o tym, żeby to tak upodobnić?
T: Ja wiem… hehe. Żeby upodobnić. Ja żebym stał z tyłu, jakiś mężczyzna żeby był.
Tylko jeszcze mi tu ojca brakuje moim zdaniem.

Na obrazie nie ma ojca, którego brakowało również mojemu roz-
mówcy – jego ojciec zginął jeszcze na początku wojny. Obraz jest na-
zywany rodzinnym nie tylko dlatego, że przedstawia rodzinę, a przynaj-
mniej jej część, ale także dlatego, że znajdował się w domu uznawanym
przez rozmówcę za rodzinny. Kiedy przyjechali po wojnie do obcego
Braniewa, obraz, podobnie jak inne przedmioty, meble, znajdował się
w tym domu. Nowi mieszkańcy musieli oswoić wszystkie te rzeczy. Pan
Tadeusz opowiadał, że chodząc po strychu, znajdywał na nim resztki
lekarstw i strzykawki. Według niego poprzedni mieszkaniec domu za-
pewne był lekarzem. Moim zdaniem snucie takich domysłów ma swoje
ukryte znaczenie – oswajanie „obcego Niemca” wiązało się z oswajaniem
„odziedziczonego” po nim domu.

Matka pana Tadeusza otrzymała opisywany obraz od wyjeżdżającej
kuzynki, która wcześniej pomogła ich rodzinie w trudnej sytuacji życio-
wej i sprowadziła ich do swojego domu w Braniewie. To także odegrało
dużą rolę, bo przecież przekazujemy tylko to, co do nas należy. Zatem
przekazanie obrazu może oznaczać ostateczne wzięcie go w posiadanie
przez kuzynkę. Jest to przykład dekontekstualizacji, czyli jednego z pro-
cesów zmieniających rzecz w semiofor. Dzięki dekontekstualizacji obraz
stał się czymś zupełnie innym niż był przed jej przeprowadzeniem. Obraz
był jednym z pozostałych po Niemcach przedmiotów i z pewnością po-
czątkowo obcość i „niemieckość” stanowiła jedną z jego głównych wła-
ściwości. Kuzynka przez owo przekazanie wyłączyła go z tego kontekstu,

68 Elżbieta Skokowska

włączyła zaś w nieliczną grupę przedmiotów „swoich”, co więcej – odzie-
dziczonych. Mama pana Tadeusza mogła mówić, że obraz dostała do ku-
zynki – o żadnych Niemcach właściwie nic już nie wiedziała.

Jeszcze ważniejszym rytuałem było przekazanie obrazu-semioforu
synowi. Moc nadana za jego sprawą przekształciła obraz w talizman. Od
tego momentu możemy mówić o przekazywaniu z pokolenia na poko-
lenie. Obraz zaczyna stanowić schedę po matce i nabiera wyjątkowego
znaczenia. Z każdym kolejnym przekazaniem będzie następowała legity-
mizacja jego statusu jako rodzinnej pamiątki.

E: Ten obraz to pan też przekaże rodzinie dalej?
T: No jeszcze nie, jeszcze ja żyję.
E: No pewnie, ale uważa pan, że to powinno zostać w rodzinie?
T: Powinno zostać. To się oddaje z dziada pradziada i przekazuje dalej. […]
E: A pan myśli, że to ma jakieś znaczenie, że to jest jakby poniemieckie? […] Czy
się nie mówi o tym?
T: Ja już tam nie mówię, że to jest niemieckie, mówię, że dostałem od mamy. A to nie
jest żaden spadek czy pamiątka po Niemcach. Jakie pamiątki po Niemcach!
E: A to jest ważniejsze, jak się coś dostało od mamy, niż jakby się kupiło gdzieś?
T: Mnie się zdaje, że ważniejsze. Ważniejsze! […] To jest rodzina, rodzina to jest
swoja. Kupić to można wszystko, ale słowo, samo przekazanie, to żadne słowo tego
nie zastąpi. Żadne kupno tam. […]
E: Jak coś jest przekazywane tak to ma chyba większą wartość niż taką materialną,
prawda?
T: No pewnie, że tak. Materialna to co to tam. Przecież materialna to nikt by
tego w rodzinie nie sprzedał i ja bym nie kupił. A przekazujesz, no to przekazu-
jesz. Słownie, a nie tam materialnie. […] Bo ja wiem, jak się przekazuje trady-
cję z dziada pradziada, to wchodzi w krew. A teraz ta młodzież obecna to kupi,
sprzeda. […] Ale mi się wydaje, ale takie przekazywanie… Coraz mniej się tego
przekazuje. Już się nie mówi, to trzeba mówić. […] No, żeby tłumaczyć, że to
jest mama czy babcia, znowu też nie można za dużo mówić, że to cenny obraz, bo
weźmie i sprzeda. A tak przekaże się.

Jak widać, obraz nie jest już niemiecki, ale rodzinny, swój. Choć
rozmówca jest sceptycznie nastawiony do potomków i wątpi w ich
szacunek do tradycji rodzinnej, obraz został przekazany i jego prze-
kazywanie będzie odbywało się nadal. Początkowe znaczenie obrazu

2. Synu, weź ten obraz na pamiątkę... 69

– związane z faktem znalezienia go w opuszczonym domu – jest już
nieistotne. Nabrał on wyjątkowej wartości wskutek siły rytuału wyko-
nanego przez matkę rozmówcy i sposobu, w jaki wpłynął on na sy-
na. Jednocześnie używany przez rozmówcę zwrot „z dziada pradzia-
da” sytuuje przedmiot w kategorii bardzo starych pamiątek rodowych
i odwraca uwagę od faktu jego stosunkowo niedawnego pojawienia się
w rodzinie.

Status przedmiotu ujednostkowionego może stale rosnąć, dopóki je-
go właściciele będą traktować go jak rzecz wyjątkową, wyłączoną ze sfe-
ry towarów. W przeciwnym razie obraz może zostać sprzedany lub zali-
czony do klasy odpadów. Przynależność przedmiotu do określonej klasy
może się zmieniać wraz ze zmianą stosunku posiadacza do danej rzeczy.
Przy przekazaniu obrazu istotne jest, czy nowy właściciel podziela opi-
nię przekazującego o szczególnej wartości obiektu. Jeżeli stanie się tak
w przypadku opisanego przeze mnie obrazu, to być może wraz z upły-
wem czasu jego wyjątkowe znaczenie jako symbolu związanego z rodzin-
ną historią będzie nadal wzrastać.

Bibliografia

Bajburin Albert
1998 Semiotyczne aspekty funkcjonowania rzeczy, przeł. B. Żyłko, „Polska Sztuka Ludowa.

Konteksty”, R. 52, nr 3–4, s. 109–118.

Brzozowska Maja
2005 Talizman – magiczny przedmiot osobistego użytku, [w:] W stronę socjologii przedmiotów,

red. Marek Krajewski, Maja Brzozowska, Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM,
s. 93–106.

Chwin Stefan
2004 Kartki z dziennika, Gdańsk: Tytuł.

Czaja Dariusz
1999 Krzesło. Szkic do portretu, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, R. 53, nr 1–2, s. 103–112.

Kopytoff Igor
2003 Kulturowa biografia rzeczy – utowarowienie jako proces, przeł. Ewa Klekot, [w:] Badanie

kultury. Elementy teorii antropologicznej, red. Marian Kempny, Ewa Nowicka, Warszawa:
Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 249–274.

70 Elżbieta Skokowska

Krajewski Marek
2008 Przedmiot, który uczłowiecza…, „Kultura Współczesna”, nr 3(57), s. 43–54.

Pomian Krzysztof
2006 Historia. Nauka wobec pamięci, przeł. Hanna Abramowicz, Joanna Pietrzak-Thebault,

Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

Rutkowski Krzysztof
1997 Raptularz końca wieku, Gdańsk: Słowo/obraz Terytoria.

Źródła internetowe

Skokowska Elżbieta
2011 Braniewscy poszukiwacze skarbów,

http://www.odkrywca.pl/braniewscy-poszukiwacze-skarbow,684557.html (data dostępu:
13 maja 2014 r.).

3 . Rzeczy nostalgiczne. O powrotach do krainy

dzieciństwa

Ewa Nizińska

Od pewnego czasu obserwujemy w naukach humanistycznych wzmożone
zainteresowanie rzeczami, technologiami czy zwierzętami, funkcjonujące
niekiedy w kontekście prób przekroczenia antropocentryzmu. Jak piszą Olga
Kwiatkowska i Adam Kola, „Podkreśla się, iż inne formy istnienia, takie jak
zwierzęta, rośliny, rzeczy, mają nie tylko takie same prawa by istnieć, jak ludzie
[…], ale także wpływają na nasze życie, współtworzą relację między czynni-
kami ludzkimi oraz poza-ludzkimi” (Kwiatkowska, Kola 2006, s. 140). No-
we podejście stawia szczególne wyzwania przed antropologami, którzy jak
dotąd stawiali człowieka w centrum swojej uwagi, traktując przedmioty jako
mu podporządkowane i całkowicie od niego zależne lub zupełnie wyklucza-
jąc je ze swoich rozważań. Co zaskakujące, powszechny w antropologii lek-
ceważący stosunek do rzeczy idzie w parze z charakteryzującym ją dążeniem
do współdoświadczania, w którym przecież przedmioty odgrywają niebagatelną
rolę. O wadze współdoświadczania wspomina Joanna Tokarska-Bakir:

Chcemy włączyć się, dołączyć, dostać tam, gdzie nie sposób dotrzeć w po-
jedynkę, o własnych siłach. Poznawcze cele rozmowy, o ile zasługuje ona na
swoje miano, bledną wobec uczestnictwa w czymś, co nas odmienia. Każ-
da prawdziwa rozmowa kusi obietnicą doświadczenia, szansą na wewnętrz-
ną przemianę (Tokarska-Bakir 1995, s. 14).

Ja również przekonałam się, że przedmioty mogą być ważnymi pośred-
nikami w drodze ku doświadczeniu podczas badań terenowych, w rozmo-
wach z szeroko rozumianym Innym, w poznawaniu jego rzeczywistości.

72 Ewa Nizińska

Rzeczy są często wspornikami pamięci. Dawniej to na niej spoczywała
główna odpowiedzialność łączenia przeszłości z teraźniejszością i przyszło-
ścią: ta pierwsza była dobrze znana, druga – przewidywalna1. Współcześnie
w coraz większym zakresie wspomagają ją lieux de memoire – miejsca pamięci,
które wbrew nazwie nie muszą być miejscami sensu stricto. Istnieją w formie
materialnej i symbolicznej, zatrzymują czas, przede wszystkim jednak mają
zdolność porządkowania przeszłości za pomocą kategorii znanych z co-
dziennego doświadczenia2. Ich funkcje mogą pełnić spotkania z ludźmi,
budynki czy właśnie przedmioty – pochodzące z dawnych czasów, przywo-
dzące na myśl krainę dzieciństwa, trzymane w domach lub na strychach:

Były właśnie tam małe okienka, pełno kurzu, bo nie było żadnych podłóg, tylko wy-
lepione czymś. I tam nikt nie chodził, tylko oczywiście dzieci i ja z jakimiś kuzynami
i bawiliśmy się tam. Jak to na strychu, zawsze skarby. [1]3

Tego typu obiektom został poświęcony niniejszy artykuł. Stając się
czymś w rodzaju miejsc pamięci, dostają one nowe, drugie „życie”, chociaż
ich pierwotna funkcja niekoniecznie musi zostać zatarta. Świat rzeczy ota-
czających człowieka, także tych pełniących funkcję miejsc pamięci, trafnie
opisują słowa Janusza Barańskiego: „rzeczy są aktorami społecznymi, wy-
kraczają poza ludzkie działanie oraz służą wymianie znaczeń pomiędzy jed-
nostkami i nie można postrzegać ich jedynie jako produktów, towarów czy
elementów techniki, lecz jako istotne składniki kontekstu naszego społecz-
nego bytowania” (Barański 2007, s. 11). Za chwilę przyjrzę się bliżej przed-
miotom – wspornikom pamięci, zanim to jednak nastąpi, zanim przejdę „do
rzeczy”, winna jestem czytelnikom kilka słów niezbędnego wprowadzenia.

Materiał stanowiący bazę dla niniejszych rozważań pochodzi ze spotkań
i rozmów z dawnymi mieszkańcami Borysławia (dziś Ukraina), przepro-
wadzonych w ramach projektu badawczego „Kresy w pamięci zbiorowej”4.

1 Pamięci, będącej łącznikiem pomiędzy przeszłością i teraźniejszością, wiele miejsca po-
święca Ricoeur (1996) oraz w początkowych rozdziałach swej książki Kaźmierska (2008).

2 Miejscom pamięci wiele uwagi poświęca w swoim artykule Pierre Nora (1989).
3 Liczba w nawiasie kwadratowym oznacza numer wywiadu. Spis użytych w artykule
materiałów terenowych zamieszczam po bibliografii.
4 Projekt badawczy „Kresy w pamięci zbiorowej” (prowadzony w 2010 r.) był skierowany
do studentów kierunków humanistycznych i społecznych Uniwersytetu Warszawskiego.

3. Rzeczy nostalgiczne. O powrotach do krainy dzieciństwa 73

W artykule cytować będę fragmenty trzech spośród kilkunastu zarejestrowa-
nych wówczas opowieści autobiograficznych, zaprezentowanych mi przez
ponadosiemdziesięcioletnich rozmówców. Wszyscy oni po 1945 roku wy-
emigrowali z Borysławia do pojałtańskiej Polski w ramach pierwszej fali
„repatriacji”. Należą do Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Drohobyckiej, co
pozwoliło im odnowić kontakty ze znajomymi sprzed lat, ale też poznać in-
ne osoby pochodzące z „kresowego trójmiasta”5. Często się spotykają, znają
swoje poglądy, biografie, można powiedzieć, że angażują się zarówno w ini-
cjatywy mające na celu zachowanie pamięci jednostkowych, jak i przedsię-
wzięcia typowe dla kultywowania pamięci zbiorowej.

Jak wiadomo, autobiografia nie jest bezpośrednim odbiciem rzeczy-
wistości, a pewnym konstruktem, sposobem na przedstawienie swojego
życia w pożądanej formie. Proces opowiadania autobiografii pełni waż-
ne funkcje: jest metodą na „przepracowanie” swojego życia, uporządko-
wanie przeszłych wydarzeń, ponowną ich analizę i interpretację. Tym sa-
mym pozwala na powrót do przeszłości i spotkanie z należącym do niej,
nieistniejącym już światem:

Opowiadanie o kresach mojego życia, o krajobrazach, o spotkaniach, zmusza
mnie do sytuowania tego, czym jestem, w perspektywie tego, czym byłem.
[…] Autobiografia nie jest prostym powtórzeniem przeszłości takiej, jaka
była, ponieważ przywołanie jej pozwala jedynie na powstanie w umyśle
świata, który na zawsze zniknął (Gusdorf 2009, s. 32–33).

Budowanie przez rozmówców wypowiedzi w formie procesu po-
rządkowania wspomnień sprawia, że możemy mówić o narracyjnym

Umożliwiał realizowanie w niewielkich grupach własnych projektów badawczych związanych
z tematyką kresową pod opieką doświadczonych pracowników Instytutu Stosowanych Nauk
Społecznych UW. Grupa, w której prócz mnie znaleźli się Iwona Świtaj, Anna Maculewicz
oraz Remigiusz Hanaj-Mazur, skupiała się na problemie pamięci i waloryzowania przestrzeni
ziemi borysławskiej przez jej dawnych mieszkańców, repatriowanych do pojałtańskiej Polski
w latach 40. XX w. Efektem prowadzonych metodą biograficzną badań były nie tylko wywiady,
których nagrania trafiły do ośrodka „Karta”, ale również poster podsumowujący nasze rozwa-
żania, prezentowany w ISNS UW w czerwcu 2010 r.

5 Określenie to dotyczy Drohobycza, Borysławia i Truskawca, miast położonych nieda-
leko siebie, połączonych wspólną historią. Wprowadził je Stanisław Nicieja w książce Kresowe
Trójmiasto. Truskawiec–Drohobycz–Borysław (2009).

74 Ewa Nizińska

charakterze otrzymanego przekazu. Ustny profil sytuacji komunikacyj-
nej pociąga za sobą określone konsekwencje: narrator (a zarazem główny
bohater) chce, abyśmy zaakceptowali jego opowieść, zarazem jednak sta-
ra się ją „uniezwyklić”, by utrzymać naszą uwagę. W tym celu sięga po
różnorodne zabiegi językowe, ale także przedmioty, będące z jednej stro-
ny rekwizytami pojawiającymi się w autobiografii, z drugiej natomiast
w pełni zmaterializowanymi w rzeczywistości niemymi świadkami hi-
storii. W przypadku niektórych rozmówców trudno mówić o utrzymy-
waniu uwagi. Za pomocą przedmiotów dochodziło raczej do aktu „po-
rwania” słuchacza do prezentowanej mu krainy dzieciństwa – Borysław
urealniał się, przestawał być jedynie miejscem z fotografii.

Bardzo ważne dla moich rozważań jest uwzględnienie innej cechy cha-
rakterystycznej dla narracji, przez Jerome’a Brunera opisanej następująco:

Narracja dzieli czas na odcinki nie za pomocą zegara lub metronomu, ale
poprzez odsłanianie rozstrzygających zdarzeń – przynajmniej na początki,
rozwinięcia i zakończenia. […] Czas narracyjny to czas ludzki, którego zna-
czenie określają sensy przypisywane zdarzeniom przez bohaterów narracji
(Bruner 2010, s. 185).

W opowieściach rozmówców cytowanych w artykule wyraźnie zazna-
cza się wydarzenie kluczowe, decydujące o całokształcie autobiografii, nie-
jednokrotnie do dziś „nieprzepracowane”. W przypadku Tadeusza Wróbla
[2] jest nim wyjazd z Borysławia. Każdorazowo dzieli on biografię na dwie
wyraźne części: po przyjeździe do pojałtańskiej Polski, kiedy osoby repa-
triowane budowały nowe życie we wcześniej nieznanym miejscu, w odcię-
ciu od dawnego świata, oraz wcześniejszą – krainę dzieciństwa, do której
nie było już powrotu. To z niej wywodzą się tytułowe rzeczy nostalgiczne,
owe ślady przeszłości „które zresztą stały się tajemnicze i którym musimy
zadawać pytania, ponieważ przechowują one właśnie tajemnicę tego, czym
jesteśmy, tajemnicę naszej «tożsamości»” (Nora 2001, s. 40).

Czym jest nostalgia? Zgodnie ze swoim źródłosłowem (z jęz. gr.
notos – powrót, algia – tęsknota) dotychczas była rozumiana przede
wszystkim jako tęsknota za miejscem pochodzenia. Od pewnego czasu
dominuje jednak inne rozumienie nostalgii, staje się ona sentymentem
za dawnym czasem, stawianym w opozycji do teraźniejszości. Svetlana

3. Rzeczy nostalgiczne. O powrotach do krainy dzieciństwa 75

Boym określa ją mianem swoistego buntu przeciwko czasowi linearne-
mu, powodującego potrzebę ciągłego przywoływania przeszłości: „no-
stalgia to poczucie wykorzenienia, ale także romans z własną fantazją
[…]. Analogią jest dwukrotne naświetlenie kliszy albo jednoczesne na-
łożenie dwóch ujęć, domu i tego, co poza domem, przeszłości i teraź-
niejszości” (Boym 2002, s. 273).

O poczuciu wykorzenienia mogą zadecydować trudne doświadcze-
nia wczesnej dorosłości. Nostalgia szczególnie silna jest u osób, które
nie miały możliwości powrotu do miejsca, w którym spędziły dzieciń-
stwo. Przedmioty pamiątki pozwalają na częściowe zatrzymanie tego, co
minęło dla aktualnej codzienności, dlatego też nazwa „rzeczy nostalgicz-
ne” zdaje się uzasadniona. Nostalgia członków Stowarzyszenia Przyjaciół
Ziemi Drohobyckiej ma charakter twórczy. Nie poprzestają oni bowiem
na wspominaniu czasów borysławskiej młodości we własnej grupie, ale
przekazują je dalej w swoich działaniach oraz przygotowywanych publi-
kacjach6. Źródłem a zarazem przedmiotem tęsknoty jest Borysław – ro-
zumiany jako przestrzeń, ale również jako konkretny czas.

By lepiej zrozumieć, czym są przedmioty nostalgiczne, niezbędne jest
poznanie związanego z nimi źródła tęsknoty – zapisanej we wspomnie-
niach krainy dzieciństwa, w omawianym przypadku – miasta Borysław.

Borysław to miasto na Ukrainie, w obwodzie lwowskim. Aż do XIX wie-
ku, kiedy odkryto złoża ropy naftowej, teren, na którym leży, uznawano za
zacofany i gospodarczo bezwartościowy. Odkrycie złóż spowodowało szybki
rozwój całego „kresowego trójmiasta”, szczególnie pobliskiego Drohobycza,
do którego chętnie przeprowadzali się ci, którym udało się dorobić. Pod ko-
niec lat 20. XX wieku połączono kilka okolicznych wsi, tworząc tzw. Wielki
Borysław i nadając mu prawa miejskie. O jego wyglądzie decydowały nie
piękne kamienice i place, ale gęsto rozstawione, budowane w pośpiechu
„przemysłowej gorączki” szyby naftowe. Opis Martina Pollacka jednoznacz-
nie wskazuje na ponury, przemysłowy charakter okolicy: „W Borysławiu

6 O podobnej sytuacji wspomina artystka Kristina Robb-Narbutt, dla której nostalgia jest
„twórczym fermentem” (Wójcińska 2003) i sprzyja tworzeniu dzieł malarskich. Dawni miesz-
kańcy Borysławia dają jej wyraz, pisząc (między innymi książki Borysław nie śmieje się i Borysław
płacze autorstwa Tadeusza Wróbla czy Borysław w okruchach wspomnień będący zapisem rozmów
członków Stowarzyszenia) oraz organizując spotkania i wspólne wyjazdy do miejsca urodzenia.

76 Ewa Nizińska

znajdowało się galicyjskie piekło. Lokalna kolejka jechała do Borysławia stale
pod górę doliną Tyśmienicy, mijała ciemne drewniane rusztowania wież
wiertniczych, mniejsze i większe rafinerie, czekające na bocznicach wagony-
-cysterny […]. W powietrzu wisiała ciężka woń nafty i parafiny” (Pollack
2007, s. 41). Obraz zaprezentowany przez Pollacka znajduje potwierdzenie
we wspomnieniach jednego z moich rozmówców:

Gdy mowa o urodzie Borysławia, to może ja zacznę od piosenki: „Tyśmienica piękna
rzeka, najpiękniejsza z naszych rzek, kto ją widzi, to ucieka, tak cuchnący jest jej
brzeg”. Borysław nie był miastem pięknym. Był chaotyczny. Chaotycznie rozrzucone
budynki. Nawet ulica Słowackiego: z jednej strony były kamienice, a z drugiej strony
warsztaty pana Dawidowicza i szyb naftowy. Od ulicy chyba nie dalej jak 100 m był
szyb naftowy. Staram się intensywnie myśleć, ale trudno mi przypomnieć sobie piękne
miejsce w Borysławiu. […]
No, nazwa ulica to brzmi dumnie, ale to była droga gruntowa. […] Na początku,
kiedy było wielkie błoto w Borysławiu, chodniki były wykonywane z drewna,
wzdłużnie ułożone bale, a na nich przybite deszczułki. To nazywano dowcipnie kla-
wiaturą. Pamiętam klawiaturę z autopsji. [2]

Wielokrotnie w zebranych narracjach podkreślana jest wielkość mia-
sta (niezaprzeczalnie było ono duże – trzecie co do wielkości w II Rze-
czypospolitej po Warszawie i Łodzi), a także znajdujących się w nim bu-
dynków, szybów itd., co wiązać się może z faktem, że oglądane były
oczyma dziecka. Na tle innych, widzianych później miejscowości szcze-
gólnie wyróżniały Borysław szyby naftowe, choć stosunek do ich wyglą-
du uznać należy za ambiwalentny.

Jak się dojeżdżało, to zwłaszcza w tym okresie przedkryzysowym były góry oświetlone
jak gwiazdami zupełnie lampami z szybów. Szyby stały jeden koło drugiego i każdy szyb
miał jedną silna lampę i to dawało zupełnie niesłychanie jakiś czarodziejski efekt. [1]

Dawni mieszańcy Borysławia nie mają już możliwości powrotu do
krajobrazu ze wspomnień. W latach 50. powoli zaprzestawano wydobycia
ropy naftowej i ozokerytu (wosku ziemnego), w związku z czym platformy
wiertnicze i inne obiekty związane z przemysłem naftowym były stop-
niowo wyburzane. Przyjeżdżając dziś do Borysławia, odczuwają dysonans

3. Rzeczy nostalgiczne. O powrotach do krainy dzieciństwa 77

wywołany nieprzekładalnością zapamiętanych i zastanych obrazów. Mimo
to silnie identyfikują się z tym miastem. Bardziej niż znane z dzieciństwa,
uwiecznione na fotografiach obiekty7, czy nawet dom rodzinny, pomagają
im w tym związane z krainą dzieciństwa przedmioty.

W dalszej części artykułu zajmę się wybranymi przedmiotami poka-
zanymi mi przez rozmówców. Przedmioty te pojawiały się w ich nar-
racjach nierzadko w roli „osi konstrukcyjnych” porządkujących kolejne
wątki opowieści. Za Markiem Krajewskim definiuję przedmioty jako
rzeczy wykonane, gdzie „wykonanie należy rozumieć w sposób bardzo
szeroki: jako wykonywanie przedmiotu w sensie materialnym, jako jego
myślenie i interpretowanie” (Krajewski 2004, s. 45). Skupię się na książ-
kach, maszynie do pisania oraz niewielkim kawałku wosku ziemnego.
Wspomnę również o przechowywanych niczym największe skarby fo-
tografiach. Zastanowię się nad tym, jak zmieniała się funkcja wymie-
nionych przedmiotów, co przypominają, a przede wszystkim, jaki jest
charakter wywoływanej przez nie nostalgii. Muszę zaznaczyć, że tak jak
„żadna opowieść nie ma jedynej, niepowtarzalnej interpretacji, jej do-
mniemane znaczenia są zasadniczo wielorakie” (Bruner 2010, s. 191), tak
zaprezentowane obiekty nie wyczerpują udostępnianych przez rozmów-
ców możliwości. W domach borysławian jest ich znacznie więcej i opo-
wiadają bardzo wiele odmiennych historii. Te wybrane były dla mnie ni-
czym punctum z Barthesowskiej koncepcji analizy fotografii: „nie ja go
szukam […], to on wybiega ze sceny jak strzała i przeszywa mnie” (Bar-
thes 2008, s. 51). Jedną z właściwości wszystkich wybranych przedmio-
tów jest zdolność przywoływania wspomnień. Można je zatem uznać za
pamiątki w rozumieniu Hansa-Georga Gadamera:

[Pamiątka] oznacza wprawdzie coś minionego, ale też ma dla nas dużą war-
tość, gdyż uobecnia nam coś minionego i o tyle jest rzeczywiście znakiem,
jako fragment tego, co nie minęło. […] Pamiątka ma wartość jako pamiątka
tylko dla kogoś, kto już – tzn. jeszcze – wspomina przeszłość. Pamiątki tracą

7 Podobną sytuację opisuje Kaja Kaźmierska, przywołując słowa Aharona Appelfelda:
„do niedawna myślałem, że istnieją dwa domy dzieciństwa, jeden daleko ode mnie i drugi we
mnie. Teraz wiem, że to, co było, istnieje tylko we mnie. Tam jest obcy świat”, które także
w kontekście wspomnień borysławian są wyjątkowo trafne (Kaźmierska 2008, s. 241).

78 Ewa Nizińska

wartość, gdy przeszłość, którą przypominają, nie ma już żadnego znaczenia
(Gadamer 1993, cyt. za: Wieczorkiewicz 1996, s. 44).

Nie ulega wątpliwości, że w zdolności do przywracania przeszłości
dopatrywać się można sprawstwa przedmiotów tak szeroko dyskutowa-
nego przez poszukiwaczy nie-antropocentrycznej humanistyki (Domań-
ska 2008, s. 12, 18–19). Przytoczone poniżej przykłady pokażą znaczenie
przywracania przeszłości jako nieodłączonego elementu w procesie bu-
dowania tożsamości.

Pierwszy z przedmiotów, maszyna do pisania, stał w salonie Tadeusza
Wróbla. Trudno go było dostrzec – w celu ochrony przed kurzem nakryto
go kawałkiem tkaniny. Spod materiału wyłaniał się charakterystyczny
kształt maszyny biurowej, dość rozpowszechnionej w dwudziestoleciu
międzywojennym. Prawdopodobnie nie zapytałabym o ów przedmiot,
gdyby sam nie pojawił się w wysłuchiwanej przeze mnie autobiografii:

Najbardziej lubiłem przebywać w pokoju zwanym kancelarią. Tam był duży stół
i tam była maszyna do pisania. Ojciec nauczył nas obu pisać. Sąsiad wypożyczył nam
książkę szachisty Jeana Diffrena i na maszynie przepisywałem tę książkę. [2]

Okazało się, że maszyna pochodzi z rodzinnego domu rozmówcy i na-
leżała niegdyś do jego ojca – żołnierza, ale również udziałowca w odlewni
metali „Etna”. Mężczyzna wykorzystywał ją do wypełniania codziennych
obowiązków. Pisania na maszynie nauczył swoich synów, co okazało się cen-
ną umiejętnością w trudnych latach II wojny światowej, pozwalającą znaleźć
zatrudnienie. Jedno spojrzenie na maszynę ewokowało w rozmówcy liczne
wspomnienia związane przede wszystkim z rodzinnym domem. Pojawiło
się miejsce urodzenia, szczegółowy opis domu, a wraz z nim kancelaria oj-
ca – ukochane miejsce wabiące tajemnicą, uprzywilejowane [2]. Od tego mo-
mentu miałam wrażenie, że, podobnie jak u Draaismy, „pamięć wybuchła na
zewnątrz […]. Stwarza to obraz osobliwego, zróżnicowanego, lecz również
w pełni osobistego archiwum; to wspomnienia nadawały obiektom znacze-
nie, bez pamięci stałyby się go pozbawione” (Draaisma 2010, s. 50).

Dość niepozorna maszyna do pisania, rzecz o przysłoniętej kawałkiem
tkaniny materialności, przywoływała kolejne, biegnące dwutorowo skojarze-
nia. Z jednej strony profesor powracał do lat dzieciństwa i ważnej dla niego

3. Rzeczy nostalgiczne. O powrotach do krainy dzieciństwa 79

postaci ojca, po którym przedmiot ten był jedynym materialnym śladem (oj-
ciec zmarł w latach 50. i został pochowany na miejscowym cmentarzu w Bo-
rysławiu, Tadeusz Wróbel nie wracał do miejsca zamieszkania, nie mógł więc
odwiedzać jego grobu). Każdy z niewielkich elementów maszyny kojarzony
był przez profesora z ojcem i związanym z nim dawnym światem młodości.
Związek ojca z wojskiem otwierał inny ważny wątek narracji: od najmłod-
szych lat rozmówca interesował się armią, co zaowocowało późniejszym
wstąpieniem do niej oraz pracą w Wojskowej Akademii Technicznej w War-
szawie, gdzie zdobywał kolejne stopnie naukowe.

Drugi nurt skojarzeń odwoływał się do zdarzeń niemalże współczes-
nych. Maszyna do pisania przywoływała wspomnienia związane z rodzin-
ną tradycją literacką: postać brata – znanego literata z Torunia, ale też
własną literacką działalność Tadeusza Wróbla. Jego pierwsza sentymen-
talna i nostalgiczna książka Borysławskie retrospekcje została napisana właś-
nie na tej maszynie. Z każdym napisanym słowem tamten świat powracał [2]
– zapewne po części dzięki nowo nadanej funkcji przedmiotu, który był
nie tylko „pośrednikiem” przy pisaniu, ale także „miejscem pamięci”. Za
sprawą używanego w opowiadaniu języka – naukowego, ścisłego, pełne-
go określeń dążących do obiektywności – ale również ze względu na pro-
fil przywoływanych rzeczy nostalgicznych – maszyny do pisania, szachów,
książek, map i fotografii – nostalgia miała charakter przede wszystkim in-
telektualny, narracja utkana ze wspomnień zdawała się w pełni kontrolo-
wana przez rozmówcę, który jakby pilnował, by nie powiedzieć za dużo
lub za mało. Kolejne książki (m.in. Borysław płacze i Ludzie Borysławia) były
już pisane na komputerze, co niewątpliwie dawało pisarzowi dużą wygo-
dę. Niemniej maszyna jest wciąż sprawna, gotowa do użycia. Wygląda tak
samo jak osiemdziesiąt lat temu i potwierdza słowa Janusza Barańskiego,
twierdzącego, że: „kondycja ludzka to przecież także trwanie i przemijanie
w czasie, co jest również cechą rzeczy. Bywają one przy tym dużo bardziej
trwałe niż ludzie i w tym wymiarze są w posiadaniu władzy przenoszenia
przeszłości w teraźniejszość” (Barański 2007, s. 19).

Przedstawiony obiekt, za sprawą wiążącego się z nim aktu pisania,
przywodzi na myśl inne przedmioty pamiątki po dawnym Borysławiu –
książki. Pojawiały się one w każdej narracji, stanowiły też ważny element
przestrzennego tła rozmowy. Wszyscy rozmówcy posiadali ich znaczną

80 Ewa Nizińska

liczbę – wśród nowych woluminów, pozbawionych interesujących nas zna-
czeń, na półkach można było odnaleźć te stare – szczególnie bliskie właś-
cicielowi za sprawą ujednostkowienia, nadania indywidualnego znaczenia,
będące za sprawą długoletniego związku z właścicielem de facto znakiem je-
go tożsamości. Ich treść nie miała większego znaczenia, istotna była forma
materialna, sam fakt bycia książką – przedmiotem pamiątką, o określonej
dacie i miejscu wydania, co miało przywoływać przeszłość, wywoływać no-
stalgię. Aspekt treści nabierał znaczenia w przypadku innych, równie popu-
larnych na półkach borysławian wydawnictw: przewodników, biuletynów
i innych tekstów wydawanych przez Stowarzyszenie. Mimo iż wywołują
w moich rozmówcach tęsknotę za miejscem, do którego się odnoszą, po-
zostaną na marginesie prezentowanych tu rozważań.

W ich głównym nurcie znajdują się książki, które towarzyszyły roz-
mówcom podczas repatriacji, przyjechały z nimi w walizce do nowego
miejsca zamieszkania, a każda z ich kart umożliwiała „emigrantom czasu”
powrót do Borysławia. O jednej z nich wspomniałam już, cytując Tade-
usza Wróbla. Powróćmy raz jeszcze do jego wypowiedzi:

Sąsiad wypożyczył nam książkę szachisty Jeana Diffrena i na maszynie przepisywa-
łem tę książkę. Zabrałem ten przepisany fragment ze sobą, gdy się ewakuowałem. To
była moja jedyna literatura, gdy siadałem do swojego pierwszego turnieju o mistrzostwo
Politechniki Śląskiej w Gliwicach. [2]

Przepisany fragment stoi na półce pomiędzy setkami innych książek
dotyczących gry w szachy – nie można się temu dziwić, rozmówca jest
mistrzem szachowym. Dziś jednak korzysta z nowych prac, pisanych
przez współczesnych graczy. Przepisany na maszynie fragment tej pierw-
szej, najdawniejszej stracił już swoją podstawową funkcję. Nie jest dziś
lekturą, ale przedmiotem umożliwiającym zatrzymanie dawnych chwil
we współczesności – rzeczą nostalgiczną, przypominającą partie szachów
rozgrywanych przez ojca, którym rozmówca przyglądał się ukradkiem ja-
ko mały chłopiec. Jest przedmiotem głęboko osobistym i ujednostkowio-
nym wobec pozostałych podręczników gry stojących na półce.

Książki, z którymi rozmówcy czują niemalże osobistą więź, są jedny-
mi z wielu posiadanych przez nich woluminów. Literatura otaczała ich od

3. Rzeczy nostalgiczne. O powrotach do krainy dzieciństwa 81

dzieciństwa, chęć czytania i posiadania książek wynieśli z domów rodzin-
nych – zaszczepione przez wykształconych rodziców, czasem nauczycie-
li, jak w przypadku pani Ewy Bieleckiej:

U nas była wielka kultura książek, proszę pana. Zeszyty i jakakolwiek książka
musiała być oprawiona, nie można było wziąć książki do ręki, która nie byłaby
oprawiona. I mam te okładki z dziecięcych lat do dzisiaj, wszystko jest nowiutkie,
niewyszmalcowane. [3]

Wspomniane artefakty są zatem nie tylko nośnikami pamięci indywi-
dualnej, ale też jednym ze środków zdolnych do reprodukowania prze-
strzeni społecznej (por. Krajewski 2008, s. 50–52). Potwierdzają istnienie
konkretnego habitusu8, w ramach którego powielana jest świadomość za-
let płynących z czytania, a także przekonanie, że o książki trzeba dbać.
To z kolei poświadczać może relatywnie wysoki status społeczny rodzin,
z jakich pochodzą poznani przeze mnie członkowie Stowarzyszenia.

Analizowane do tej pory przedmioty, choć wywoływały nostalgię
u swoich posiadaczy, w znikomym stopniu podobnie oddziaływały na
osoby „postronne”. Tak stworzona opowieść o Borysławiu w największym
stopniu przypomina obraz nieposiadający głębi (chciałoby się rzec „dwu-
wymiarowy”), zatrzymany na fotograficznej kliszy i podobnie jak fotogra-
fia odbierany głównie za pomocą wzroku. W takich okolicznościach trud-
no o akt „porwania” – miasto, którego obraz stworzony ze wspomnień
dawnych mieszkańców przedstawiłam, pozostawało niedostępne dla ni-
kogo prócz posiadacza pamiątek, nie można było go doświadczyć. Myś-
lę, że jeśli w ogóle można w tym miejscu posługiwać się terminem do-
świadczenia (co nie jest oczywiste, bo przecież przedwojenny Borysław
nie istnieje, a współczesny, do którego można pojechać, w niczym go nie
przypomina), to tylko za sprawą przedmiotu – ekofaktu9, którego posia-
daczem jest pani Ewa Bielecka. Tworzona przez nią narracja „porywała”
słuchacza za sprawą uruchamiania wszystkich jego zmysłów. Przykładem

8 Pojęcia habitusu używam w rozumieniu Pierre’a Bourdieu.
9 Pojęcia ekofakt używam w znaczeniu takim, jak archeolodzy: źródła archeologiczne
podzielili oni na artefakty (wykonane ręką ludzką) oraz ekofakty (ślady wpływu człowieka na
środowisko biologiczne). Trudno dociec, kto pierwszy posługiwał się tym pojęciem, do nauk
humanistycznych trafiło właśnie z archeologii za sprawą między innymi Bjornara Olsena.

82 Ewa Nizińska

niech będzie zdanie: nawet chciałam napisać kiedyś książkę pod tytułem „Po-
ziomki pachnące naftą” [3], w którym wyobrażenie czerwonych poziomek
– być może smaku zapamiętanego z dzieciństwa – spotyka się ze zmysłem
węchu i zapachem nafty, a ich wzajemna nieprzystawalność tworzy miej-
sce dla zmysłowej i bardzo osobistej nostalgii, podobnie zresztą jak sam
ekofakt – kawałek ozokerytu potocznie nazywanego woskiem ziemnym.

Od połowy XIX wieku, kiedy odkryto w okolicy Borysławia złoża
ozokerytu oraz ropy naftowej, surowce te zaczęły decydować o tożsamości
miejsca. Eksportowano je na cały świat, co przyczyniło się do międzynaro-
dowej rozpoznawalności całego „kresowego trójmiasta”. Zgodnie z przed-
stawionym wcześniej opisem, w Borysławiu znajdowała się ogromna licz-
ba szybów naftowych. Na wydobyciu surowców bogacili się jego
mieszkańcy. Liczne zastosowania wosku czy ropy powodują, że to właśnie
na nich skupia się wiele ważnych wspomnień dawnych Borysławian:

Była też w Borysławiu, tak oczywiście na nadbrzeżach, kopalnia wosku, unikatowa
chyba w ogóle w skali Europy, jeśli nie świata. Bo to jest rzadkość… pamiętam kostki
wosku, które się kupowało. Takie oczywiście obrobione odpowiednio, ale naturalne, nie
jakoś tam przerabiane. Być może, że tylko formowane na gorąco, czyli jakoś tam to-
pione. No i tymi kostkami się froterowało podłogi, parkiety oczywiście. Bardzo pięknie
błyszczały, ze szczotkami na dwóch nogach się tańczyło. [1]

Powyższy cytat jest dobrym przyczynkiem do zastanowienia się nad
biografią kawałka wosku, zmianą jego tożsamości w czasie i w zależności
od kontekstu. Podobną praktykę w swoim artykule proponuje Ewa Do-
mańska10. Przytoczony opis poświadcza utylitarny charakter surowca
w dwudziestoleciu międzywojennym – w okresie szczytowym dla jego
wydobycia. W przypadku pani Ewy Bieleckiej ozokeryt dodatkowo był
stale obecny w kontaktach rodzinnych. Jej ojciec, kierownik jednej z firm
działających w przemyśle naftowym, najbliższa dla niej postać, często
zabierał ją ze sobą do szybów, dzięki czemu wielokrotnie oglądała

10 Autorka rozważa biograficzne podejście do rzeczy, konstytuujące pole badawcze
w tzw. nowej kulturze materialnej. W tym ujęciu rzeczy mają materialną tożsamość (niekoniecz-
nie tylko jedną), która pozostaje zmienna w zależności od kontekstu. Ewa Domańska pokazu-
je konsekwencje takiego podejścia (przedmiot staje się równoprawnym twórcą rzeczywistości),
a nawet, idąc o krok dalej, rozpatruje przykłady personifikacji rzeczy (Domańska 2008, s. 14–17).

3. Rzeczy nostalgiczne. O powrotach do krainy dzieciństwa 83

poszczególne etapy prac wydobywczych. Być może właśnie wtedy, wśród
przemysłowych hałasów i kopalnianych woni, wyostrzyły jej się zmysły
słuchu i węchu, które dziś, jak sama zaznacza, decydują o jej tożsamości,
a także sposobie, w jaki odbiera przestrzeń. Wspominając dzieciństwo,
skupia się nie na domu czy szkole, ale na szybach naftowych. Przywołu-
jąc je, sięga po określenia odnoszące się do jej własnych wrażeń senso-
rycznych, jak na przykład: ja się w tym stuku, huku wychowałam [3] czy cała
przesiąkłam naftą [3]. Biografia ozokerytu podlega w ten sposób ujednost-
kowieniu – zostaje powiązana z osobą narratorki, Ewy Bieleckiej, a sam
surowiec zaczyna przynależeć do historii rodziny.

Nie można jednak zapomnieć, że wosk ziemny został też doceniony
poza Borysławiem:

Tym woskiem borysławskim był izolowany kabel, który połączył Amerykę z Europą.
Jak jeździliśmy tam z synem, bo jest geologiem, to chciał mieć koniecznie urobek tego
wosku, co wywożą. No i przywiózł sobie to, ale ja się okropnie bałam na granicy, że
oni będą sobie myśleli, że tam jakie brylanty, złoto zakopałam. [3]

Przytoczony fragment pokazuje, w jaki sposób urobek wosku stał się
rodzinną pamiątką. Niczym skarb rodowy (np. biżuteria po prababci) ma
dziś przypominać małą ojczyznę, wyrażać „pragnienie innego czasu – czasu
dzieciństwa, wolniejszego rytmu marzeń” (Boym 2002, s. 270). Dla syna
najważniejszy jest jego wymiar materialny oraz historia zastosowań. Dla
matki – jednostkowe związane z nim wspomnienia ewokowane nie tylko
za sprawą formy materialnej, ale także zapachu. To właśnie zaangażowanie
innych zmysłów, prócz wzroku, ułatwia stałą aktualizację przeszłości w te-
raźniejszości – wspomniane przeze mnie wcześniej „podwójne naświetla-
nie kliszy” – bo jak się okazuje, pani Ewa Bielecka także w przestrzeni
Warszawy potrafi odnaleźć „klimat” Borysławia z dwudziestolecia między-
wojennego:

I ta ropa czasem jak się wylała, czy pan wie, jaki to miało zapach w lecie? Była glina i jak
słońce zaświeciło, to po tych ścieżkach ta ropa z tą gliną…, to można było się narkotyzo-
wać. Ja do dziś, wie pan, jak podjeżdżam na stację benzynową, to się czuje jak w niebie.
Tutaj mam obok Siekierki [przemysłowa dzielnica Warszawy z elektrociepłownią
– przyp. aut.] i tam bucha taka para, Boże jak mi jest wtedy dobrze. [3]

84 Ewa Nizińska

Po akcji repatriacyjnej, kiedy rodzina Bieleckich zaczynała nowe ży-
cie w Sanoku, a później w Warszawie, stacje benzynowe, miejsca z co-
dziennej rzeczywistości, ułatwiały oswajanie świata i nieznanej dotąd
przestrzeni. Dość często sentymentalnie mówi się o smakach lub zapa-
chach dzieciństwa. To również jest ten przypadek, aczkolwiek sam za-
pach raczej nie pasuje do znanych nam kategorii – wyziewy nafty dla
większości osób są nie do zniesienia. Dla odbiorców tej opowieści woń
urobku wosku ziemnego połączona z poruszającą narracją oraz możliwo-
ścią obejrzenia kilku fotografii (np. gabinetu ojca, który przypomina ra-
czej pracownię alchemiczną) tworzy swoiste doświadczenie – dodaje do
wyobrażonego Borysławia trzeci wymiar, pozwalający na mentalną po-
dróż wraz z rozmówcą do miejsca jego urodzenia.

Ostatnim z przedmiotów, który podobnie jak poprzednie, towarzyszy
członkom Stowarzyszenia od dziecka, przez migrację, aż do dnia dzisiejsze-
go, a któremu chciałabym poświęcić nieco miejsca, jest fotografia. Każdy
z rozmówców ma liczne pudełka i albumy wypełnione zwykle niewielkimi,
czarno-białymi, analogowymi zdjęciami – nie jest to dziwne, jeśli wziąć pod
uwagę związaną z gromadzeniem fotografii chęć zatrzymania przy sobie bli-
skich i przynajmniej fragmentu dawnego świata, a także… niewielkie roz-
miary tego typu pamiątek, umożliwiające łatwe spakowanie i przewożenie.
Interesujące mnie zdjęcia mogą przedstawiać w zasadzie wszystko, co łączy-
ło się z Borysławiem: począwszy od szybów naftowych, budynków, drew-
nianych chodników i zabłoconych ulic, poprzez szkoły, domy i ich niedaleką
okolicę, aż po ludzi – najbliższą rodzinę czy szkolnych przyjaciół. Podąża-
jąc za myślą Rolanda Barthesa, dostrzegane przez wszystkich oglądających
tematy, owe jawne treści fotografii, uznalibyśmy za studium, którego odczy-
tanie umożliwia nabyta kompetencja kulturowa. Tymczasem punctum wiąże
się z subiektywnym odczytaniem zdjęcia, jest tym, co przykuwa uwagę kon-
kretnej osoby (Barthes 2008). Dla osób, których autobiografie stały się pod-
stawą niniejszego artykułu, punctum zdjęć z dawnego Borysławia wyznacza-
ne jest poprzez prywatne archipelagi wspomnień11:

11 Archipelagi wspomnień to termin wprowadzony przez Paula Ricoeura na określenie
„zespołów” wspomnień związanych z konkretnym zdarzeniem lub osobą. W opowieściach
biograficznych przyjmują one najczęściej postać pojawiających się nowych wątków, co nie zna-
czy, że między sobą nie są już powiązane (zob. Ricoeur 1995).

3. Rzeczy nostalgiczne. O powrotach do krainy dzieciństwa 85

I to jest moja pamiątka, te fotografie, które zresztą dziwnym trafem do mnie trafiły.
Przyjechała, mieszkała tutaj pani ze Śląska, mieszkała ze dwa albo trzy lata. Okaza-
ło się, że ona była córką dyrektora szkoły, czy kierownika szkoły, jak się wtedy jeszcze
mówiło. Kierownika szkoły, któremu podlegała ta moja szkółka limanowska [szko-
ła w Borysławiu, do której chodziła pani Barbara Tyszkiewicz – przyp. aut.].
I miała właśnie fotografię [zrobioną] w drzwiach mojej szkoły, na ganeczku, na scho-
dach przed wejściem do budynku szkolnego i właśnie zdjęcie w tych strojach z jednego
przedstawienia. To przedstawienie pamiętam. [1]

Tak oto wychodzimy poza zdjęcie i jego główny, czytelny dla więk-
szości oglądających temat. Stroje z przedstawienia, wykonane przez matkę
opowiadającej tę historię pani Barbary, stanowią dla niej punctum fotografii,
odwołują się do jej wnętrza, skłaniają do wspomnień. Jeszcze wiele lat po
wydarzeniu odnajdywała je na strychu domu, w którym mieszkała, a kiedy
przeniosła się do Warszawy, stały się najdroższym wspomnieniem, przywo-
łującym niewinne, dziecięce zabawy i przyjaciółkę z lat szkolnych12.

To, o czym wspomniałam powyżej, odwołuje się do pamięci. Ona to,
z pomocą zdjęcia – nośnika pamięci, zatrzymała chwilę, która nigdy mia-
ła się już nie zdarzyć. Tymczasem, jak postuluje Marek Krajewski, w fo-
tografii dostrzegać powinniśmy także przedmiot:

Patrząc na fotografie widzimy zazwyczaj obraz lub jego desygnat, przedsta-
wienie rzeczywistości, albo ją samą, dużo rzadziej zauważamy, że są one też
zdjęciami – materialnymi obiektami, przedmiotami. To przeoczenie jest do-
syć zaskakujące – zazwyczaj bowiem fotografie są nam dane jako przedmioty
umiejscowione w pewnym przestrzennym kontekście, posiadające określone
fizyczne własności, jako obiekty, których podobnie jak stoły i krzesła, można
dotknąć, powąchać, a nawet usłyszeć. Zdjęciom, o czym często zapominamy,
jako danym rejestrowanym przez nasze zmysły bliżej jest więc do kanap, sa-
mochodów czy noży niż do obrazów pojawiających się na ekranach i niepo-
siadających swojego materialnego substratu (Krajewski 2011, s. 1).

Faktycznie, jako przedmiot stworzony do rejestrowania rzeczywisto-
ści, fotografia powinna być przeźroczysta, tzn. nie przyciągać naszej uwagi

12 Za sprawą książki Ludzie Borysławia autorstwa Tadeusza Wróbla odnalazły się niedawno
i nawiązały kontakt telefoniczny.

86 Ewa Nizińska

swoim fizycznym wymiarem. Dzieje się jednak zupełnie inaczej – prócz
tego, co przedstawione, w obszarze naszego zainteresowania pozostają
zwykle różne aspekty materialnego wymiaru fotografii – format, wykoń-
czenie, kolory, materiał. Szczególne znaczenie ma to w przypadku starych
zdjęć, takich jak te, które w portfelach i albumach właścicieli przyjechały
do pojałtańskiej Polski. Patrzymy na kolor (czarno-biały, czasem sepia),
sposób wykończenia, nierzadko sporządzoną przez zakłady fotograficzne
oprawę. Uwagę przykuwają cenne, dyskretne przebarwienia i przetarcia,
plamki czy mieszczące się zwykle na odwrocie wykaligrafowane podpisy,
pozdrowienia oraz nadrukowane wizytówki z adresem i nazwą atelier. To
w nich zawarta jest historia zdjęcia – niepozornego kawałka papieru nio-
sącego wielką wartość, zwykle sentymentalną, a czasem również finanso-
wą (stare zdjęcia na aukcjach potrafią osiągać zawrotne ceny) – zwłaszcza
kiedy ta pierwsza przeminie i nie będzie osób, dla których fotografia jest
pamiątką. O „materialnym” postrzeganiu zdjęć przez moich rozmówców
świadczyć może chociażby sposób, w jaki są przechowywane. Borysławia-
nie, trzymając je w albumach, dbając, by nie uległy zabrudzeniu i wkła-
dając między przekładane strony ochronną bibułkę, dodatkowo wzmagają
poczucie, że mamy do czynienia ze skarbami.

W artykule przedstawiłam kilka wybranych przeze mnie przedmio-
tów (maszynę do pisania, książki, urobek wosku ziemnego oraz foto-
grafie) w kontekście autobiografii ich posiadaczy – członków Stowarzy-
szenia Przyjaciół Ziemi Drohobyckiej – oraz pamięci o przedwojennym
mieście, Borysławiu, od którego zostali odcięci w wyniku akcji repatria-
cyjnych. Na początku rozważań postawiłam pytania dotyczące funkcji ar-
tefaktów, tego, co przypominają, oraz charakteru ewokowanej nostalgii.
Pora do nich powrócić.

Zacznę od pozornie niezwiązanego z tematem artykułu stwierdzenia
z eseju Pierre’a Nory Czas pamięci: „jakaś głębinowa fala pamięci rozlała się
ostatnio po świecie, wszędzie wiążąc ze sobą bardzo ściśle wierność dla rze-
czywistej lub wyobrażonej przeszłości z poczuciem przynależności, świa-
domość zbiorową ze świadomością jednostkową, pamięć z tożsamością”
(Nora 2001, s. 37). To właśnie z ową falą pamięci związane jest niespoty-
kane dotychczas w takim natężeniu powstawanie miejsc pamięci – niezbęd-
nych w obliczu niezwykłego „przyspieszenia” historii oddalającej nas od

3. Rzeczy nostalgiczne. O powrotach do krainy dzieciństwa 87

przeszłości, która stanowi przecież podstawowy budulec w procesie kon-
struowania tożsamości zarówno jednostkowych, jak i zbiorowych. Rzeczy,
tak jak ludzie, mają swoje historie (ujednostkowione, ale też zbiorowo-
-gatunkowe). Zachowują swoistą ciągłość wobec mijającego czasu, czego
potwierdzeniem jest istnienie ich biografii (Klekot 2008). Zawierają się
w nich liczne funkcje, jakie od momentu powstania pełniły dane przed-
mioty. Podane przykłady pokazują, że nierzadko rzecz o utylitarnym zna-
czeniu, używana w ramach codziennych praktyk – jak maszyna do pisania
z kancelarii czy wosk do froterowania podłogi – za sprawą upływającego
czasu i zmieniającego się kontekstu historyczno-społecznego oraz auto-
biograficznego posiadaczy całkowicie zmienia funkcje oraz przypisywane
jej znaczenia. Staje się pamiątką. W tym sensie przywraca przeszłość pa-
miętającym – narratorom, słuchaczom zaś pozwala obejrzeć dawny świat
(jak książki czy maszyna, fotografie). Zdjęcia nie zmieniają swojej funkcji
w wyżej opisanym sensie, ale ich skomplikowane losy potwierdzone zosta-
ją przez „ślady pozostawione na ich materialnej formie”, odpowiednik pa-
mięci indywidualnej u człowieka, czyli plamki, zapiski, zagniecenia13.

Przedmioty są świadkami ludzkiej historii, ale też mogą być w niej
bezpośrednio zawarte. Samo wspomnienie wybranych artefaktów spra-
wia, że w opowiadanych narracjach pojawiają się kolejne wątki czy, jak
powiedziałby Ricoeur, archipelagi wspomnień. Rzeczy w procesie opo-
wiadania istnieją niejako podwójnie: z jednej strony narzucają narracji
reguły sensu, z drugiej same w kontekście innych znaczeń mogą zostać
ponownie zinterpretowane. Biografia przedmiotu i autobiografia jego
właściciela wpływają na siebie i ściśle się splatają, podobnie jak splata się
życie człowieka z często znacznie dłuższym życiem rzeczy, którymi się
otacza. Na inny interesujący kontekst relacji ludzi i przedmiotów zwraca
uwagę Grant McCracken:

Otoczeni przez nasze rzeczy nieustannie doświadczamy tego, kim jesteśmy
oraz kim chcielibyśmy być. Otoczeni przez nasze rzeczy jesteśmy zako-
rzenieni w naszej przeszłości; są one tego wizualnym dowodem. Otocze-
ni przez nasze rzeczy odgradzamy się od wielu sił, które mogłyby za-
szczepić w nas nowe pomysły, praktyki i dostarczyć nowych doświadczeń.

13 O pamięci przedmiotów zob. Klekot (2008, przytaczany cytat s. 97).

88 Ewa Nizińska

[…] Rzeczy unieruchamiają nas poprzez przypominanie naszej przeszło-
ści, poprzez czynienie jej potencjalną, istotną częścią naszej teraźniejszości
(McCracken 1988, s. 124, cyt. za: Barański 2007, s. 81).

Unieruchomienie w przeszłości przywodzi na myśl popularne nie-
gdyś rozumienie nostalgii jako choroby spowodowanej wieczną tęsknotą
za tym, co minęło, uniemożliwiającą funkcjonowanie w codzienności.
Borysławianie poprzez spotkania w ramach Stowarzyszenia pielęgnują
pamięć indywidualną oraz zbiorową, często powracają do krainy dzie-
ciństwa, zdawać by się mogło, że żyją przeszłością. Przyjaźnie wielokrot-
nie nawiązują się wśród dawnych mieszkańców „kresowego trójmiasta”,
wreszcie otaczają się przedmiotami stamtąd pochodzącymi, co potwier-
dzałoby słowa McCrackena. Trudno jednak stwierdzić, by nostalgia była
dla nich ograniczeniem. Działalność w grupie ludzi o podobnej przeszło-
ści i miejscu pochodzenia daje im satysfakcję, zaspokaja potrzebę samore-
alizacji. Dużą radość czerpią z możliwości opowiadania innym o miejscu
swojego urodzenia, jego przeszłości, ale także teraźniejszości. Jednocześ-
nie nie przeszkadza im to w realizacji planów zawodowych, czego dosko-
nałym przykładem jest profesor Tadeusz Wróbel.

Otaczanie się pamiątkami o borysławskiej proweniencji służy
przede wszystkim przywoływaniu przeszłości w jej dwóch wymiarach:
indywidualnym, kiedy wspomnienia powracają do rodzinnego domu
lub dotyczą osobistych, jednostkowych wydarzeń; oraz zbiorowym,
gdy pojawia się obraz przedwojennego miasta. Pamiątki wpływają
na charakter nostalgii, są jej zwornikami. Wykorzystanie do odbioru
przedmiotu (i przeszłości) innych zmysłów prócz wzroku wywołuje
tęsknotę opartą na powielanym od dzieciństwa doświadczeniu zmy-
słowym, na przykład konkretnego zapachu – nafty. Ma to znaczenie
nie tylko dla samego posiadacza artefaktu – za jego pośrednictwem,
jak w wehikule czasu, słuchacz może doświadczyć, a nie tylko wysłu-
chać opowieści i obejrzeć miasto, które pozostało we wspomnieniach,
ale już nigdy nie powróci.

3. Rzeczy nostalgiczne. O powrotach do krainy dzieciństwa 89

Bibliografia

Barański Janusz
2007 Świat rzeczy. Zarys antropologiczny, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Barthes Roland
2008 Światło obrazu. Uwagi o fotografii, przeł. Jacek Trznadel, Warszawa: Aletheia.

Boym Svetlana
2002 Nostalgia i postkomunistyczna pamięć, [w:] Nostalgia. Eseje o tęsknocie za komunizmem, tłuma-

czenie zbiorowe, Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, s. 270–301.

Bruner Jerome
2010 Kultura edukacji, przeł. Tamara Brzostowska-Tereszkiewicz, Kraków: Universitas.

Domańska Ewa
2008 Humanistyka nie-antropocentryczna a studia nad rzeczami, „Kultura Współczesna”,

nr 3(57), s. 9–21.

Draaisma Douwe
2010 Fabryka nostalgii. O fenomenie pamięci wieku dojrzałego, przeł. Ewa Jusewicz-Kalter, Wołowiec:

Wydawnictwo Czarne.

Gadamer Hans-Georg
1993 Prawda i metoda. Zarys hermeneutyki filozoficznej, przeł. Bogdan Baran, Kraków: Inter Esse.

Gusdorf Georges
2009 Warunki i ograniczenia autobiografii, tłum. J. Barczyński, [w:] Autobiografia, red. M. Czer-

mińska, Gdańsk: Słowo/obraz Terytoria, s. 19–46.

Kaźmierska Kaja
2008 Biografia i pamięć na przykładzie pokoleniowego doświadczenia ocalonych z Zagłady, Kraków:

Zakład Wydawniczy „Nomos”.

Klekot Ewa
2008 Tożsamość rzeczy, „Kultura Współczesna”, nr 3(57), s. 91–98.

Krajewski Marek
2004 W stronę socjologii przedmiotu, [w:] W cywilizacji konsumpcji, red. Marian Golka, Poznań:

Wydawnictwo Naukowe UAM, s. 43–65.
2008 Przedmiot, który uczłowiecza…, „Kultura Współczesna”, nr 3(57), s. 43–55.

Kwiatkowska Olga, Kola Adam F.
2006 O przywróceniu zachwianej równowagi w refleksji antropologicznej. Głos podwójny w sprawie przed-

miotów, [w:] Kultura profesjonalna etnologów w Polsce, red. Marcin Brocki, Konrad Górny,
Waldemar Kuligowski, Wrocław: Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersy-
tetu Wrocławskiego, s. 127–146.

90 Ewa Nizińska

McCracken Grant
1988 Culture and Consumption. New Approaches to the Symbolic Character of Consumer Goods and Ac-

tivities, Bloomington: Indiana University Press.

Nicieja Stanisław
2009 Kresowe Trójmiasto. Truskawiec–Drohobycz–Borysław, Opole: Wydawnictwo MS.

Nora Pierre
1989 Between memory and history: Les Lieux de Memoire, „Representations”, nr 26, s. 7–24.
2001 Czas pamięci, przeł. Wiktor Dluski, „Res Publica Nowa”, nr 7, s. 37–43.

Pollack Martin
2007 Po Galicji. O chasydach, Hucułach, Polakach i Rusinach. Imaginacyjna podróż po Galicji Wschodniej

i Bukowinie, czyli Wyprawa w świat, którego nie ma, przeł. Andrzej Kopacki, Wołowiec: Wy-
dawnictwo Czarne.

Ricoeur Paul
1995 Pamięć – zapomnienie – historia, [w:] Tożsamość w czasach zmiany. Rozmowy w Castel Gandolfo,

tłum. Jacek Migasiński, Kraków: Znak, s. 22–43.

Tokarska-Bakir Joanna
1995 Dalsze losy syna marnotrawnego. Projekt etnografii nieprzezroczystej, „Polska Sztuka Ludowa.

Konteksty”, R. 49, nr 1, s. 13–22.

Wieczorkiewicz Anna
1996 O funkcji i retoryce wypowiedzi muzealnej, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty”, R. 50, nr 1–2, s. 37–53.

Źródła internetowe

Krajewski Marek
2011 Fotografie jako przedmioty

http://krajewskimarek.blox.pl/resource/fotografiejakoprzedmioty1.doc (data dostępu:
07 lipca 2011 r.)

Wójcińska Agnieszka
2003 Nostalgia jest gdzie indziej. Rysunki i przedmioty – rozmowa z Krystianą Robb-Narbutt,

http://www.saskakepa.waw.pl/swiat-wedlug-saskiej/Archiwum/Nostalgia-jest-gdzie-indziej
(data dostępu: 07 lipca 2011 r.).

Materiały terenowe

W archiwach prywatnych autorów
[1] – rozmowa z p. Barbarą Tyszkiewicz, przeprowadzona przez Iwonę Świtaj w maju 2010 r.
[2] – rozmowa z p. Tadeuszem Wróblem (ur. w 1926 r.), przeprowadzona przez Ewę Nizińską

w maju 2010 r.
[3] – rozmowa z p. Ewą Bielecką (ur. w 1929 r.), przeprowadzona przez Remigiusza Mazura

w maju 2010 r.

4 . Laboratorium wyobraźni. Fotografia

w projekcie badawczym Wesela 21

Karolina J. Dudek

Celem badania nie powinno być wyłącznie uchwycenie „znaczeń” badanych obrazów,
lecz przede wszystkim naświetlenie cechujących nowoczesność sposobów, w jakie „znacze-
nia” są wytwarzane i podtrzymywane.
Jessica Evans, Stuart Hall

Znaczenie zdjęcia – jak każdego zresztą przedmiotu – nieuchronnie domaga się kul-
turowej definicji.
Allan Sekula

Opowieści o weselach i fotografowaniu skrywają palimpsest zna-
czeń, w którego subtelnej tkance splecione są wyobrażenia i obrazy1. Fo-
tografia ślubna przynależy do różnych równoległych światów społecz-
nych, które niekiedy się stykają. W każdym z nich prowadzi osobny
żywot i wypełnia się różnymi treściami. Badanie fotografii wymaga po-
dróżowania między tymi światami – to wkraczanie do laboratorium wy-
obraźni, w którym konstruowane są znaczenia i tożsamości.

1 Za komentarze i uwagi do niniejszego artykułu pragnę podziękować Sławomi-
rowi Sikorze, Magdalenie Zych, Dagmarze Dudek oraz Redaktorom niniejszego to-
mu. Barbarze Czarniawskiej winna jestem podziękowania za lekturę wcześniejszych
wersji tekstu i uwagi dotyczące współczesnych teorii kultury materialnej; Liesbet Ru-
ben, Rosselli Ragazzi, Ditte Seeberg i Jensowi Kirkeby – za inspirujące wprowadze-
nie do zagadnień związanych z teorią i praktyką muzealniczą; Antoniemu Bartoszowi
i Koleżankom z Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie (MEK)
– za dyskusje i wspólną pracę.

92 Karolina J. Dudek

W niniejszym artykule odpowiadam na pytania, co dziś rządzi
wyobraźnią weselną i w jaki sposób stworzyć fotograficzną kolekcję
muzealną, która będzie to odzwierciedlała2. Odwołuję się do wybra-
nych zdjęć i materiału wytworzonego w ramach projektu Wesela 21.
Omawiam kilka ważniejszych zagadnień metodologicznych związa-
nych z analizowaniem fotografii i jej użyć społecznych. Wyjaśniam, jak
realizować można postulat metodologiczny badania rzeczy z uwzględ-
nieniem sieci relacji. Przedstawiam pokrótce efekty przyjętej strategii.
Najpierw prezentuję analizę materiału wytworzonego w toku rozmów
z fotografami i wideofilmowcami3, wskazuję ujawniające się dyskursy
oraz zarysowuję wyobrażoną mapę rynku tych usług. Następnie poka-
zuję, co ujawnia analiza materiału z rozmów z przedstawicielami in-
nych branż związanych z organizacją wesel. Uwagę koncentruję na
wyobrażeniach ujawniających się w analizowanych wywiadach. Poka-
zuję, jak przedstawione analizy mogłyby być odzwierciedlone w kolek-
cji, czyli – ujmując rzecz inaczej – jaki wpływ mogą mieć badania na
wybór fotografii, które znajdą się w kolekcji. Zarysowuję ważniejsze
aspekty metodologii gromadzenia fotografii i budowania kolekcji pro-
jektu na podstawie badań terenowych (inquiry-driven collection), a także
proponuję pewien sposób myślenia o tworzeniu tego typu kolekcji.
Odwołuję się do rozumienia procesu tworzenia kolekcji jako kulturo-
wego wytwarzania obiektów i wskazuję tryby legitymizacji, które mogą
być w jego ramach uruchamiane (zob. Dudek 2011, 2013b).

Jak już wspomniałam, w toku rozważań odwołuję się do materiału
z projektu badawczego Wesela 21, którego celem jest dokumentacja
i interpretacja zjawiska współczesnego wesela4. Dwuetapowe badania

2 To pytanie postawił dr Antoni Bartosz na zakończenie sesji w MEK-u poświęco-
nej prezentacji projektu i ważniejszych wątków wyłaniających się z dotychczas zakoń-
czonych badań.

3 Rozmowy prowadzili: Weronika Brączek, Karolina Dudek, Joanna Florczak, Kry-
stian Pisowicz oraz Magdalena Zych. Kryteria doboru rozmówców zostały tak opraco-
wane, aby uzyskać możliwie najróżnorodniejsze wywiady, pozwalające na stworzenie
jak najpełniejszego obrazu usług fotograficznych i wideofilmowania. Na temat doboru
przypadków w celu uzyskania jak największego zróżnicowania zob. Singleton, Straits,
Straits 1993, s. 328.

4 Więcej na temat projektu w artykułach: Zych (2010), Pyla (2010), Dudek (2011).

4. Laboratorium wyobraźni. Fotografia w projekcie... 93

etnograficzne prowadzone są od 2009 roku i obejmują także szeroko
zakrojoną kwerendę5 – o szczegółach piszę gdzie indziej (Dudek
2013a). Efektami projektu będą: wystawa, kolekcja włączona do zbio-
rów Muzeum Etnograficznego w Krakowie, publikacja i strona in-
ternetowa. Pisząc o tym, co rządzi wyobraźnią fotografów, odwołuję
się zarówno do przeprowadzonych rozmów, fotografii udostępnionych
w internecie na stronach fotografów, jak i do obserwacji poczynionych
w czasie warsztatów fotografii ślubnej, na które zostałam zaproszona
przez jedną z rozmówczyń, a także dyskusji na forach dla fotografów
ślubnych, w których uczestniczyli rozmówcy6.

O charakterze i specyfice wspomnianego projektu badawczego decy-
dują dwie kwestie. Po pierwsze warto zaznaczyć, że jest to praca zbio-
rowa, w którą zaangażowani są przedstawiciele różnych dyscyplin, co
przesądza o jej interdyscyplinarnym kształcie7. Po drugie niezwykle istot-
ne jest to, że do dyspozycji osób prezentujących wyniki badań dostępny

5 Interesowały nas zarówno fotografie i materiały wizualne (m.in. filmy), jak i mu-
zealia oraz archiwalia związane z weselem. Kwerendę obejmującą zbiory fotograficzne
przeprowadziłam m.in. w następujących instytucjach: Archiwum Etnologiczne Uni-
wersytetu Śląskiego w Cieszynie, Biblioteka Muzeum Tatrzańskiego im. dr. Tytusa
Chałubińskiego w Zakopanem, Muzeum Etnograficzne im. Seweryna Udzieli w Kra-
kowie, Muzeum Historii Fotografii w Krakowie, Muzeum Historyczne Miasta Krako-
wa, Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie. Ponadto uzyskaliśmy informa-
cje z kilku innych ośrodków na temat posiadanych przez nie materiałów weselnych.
Kwerenda w polskich archiwach została uzupełniona o wykaz materiałów zamieszczo-
nych w wybranych bazach cyfrowych. Kwerenda dotycząca muzealiów i archiwaliów
o tematyce weselnej była prowadzona w kilkudziesięciu archiwach, czego efektem jest
opracowana przez Filipa Wróblewskiego obszerna baza bibliograficzna.

6 O wykorzystywanych materiałach i typach źródeł piszę szerzej w raporcie z badań
(Dudek 2010).

7 W prace zespołu badawczego zaangażowanych jest kilkadziesiąt osób. Koordyna-
torką projektu jest Magdalena Zych. Prace poszczególnych grup w pierwszym etapie ba-
dania koordynowały: Karolina Dudek, Alicja Małeta, Małgorzata Oleszkiewicz, Grażyna
Pyla i Ewa Rossal. W drugim etapie oraz przy tworzeniu kolekcji współpracują: Karolina
Dudek, Ewelina Lasota, Dorota Majkowska-Szajer, Alicja Małeta, Justyna Matwijewicz,
Małgorzata Oleszkiewicz, Grażyna Pyla, Magdalena Zych. Choć praca w zespole jest za-
wsze do pewnego stopnia produktem wspólnym, to jednak tam, gdzie jest to możliwe,
staram się ujawniać wkład poszczególnych osób w powstanie koncepcji, założeń i metod
przywoływanych w niniejszym artykule. Podstawą tego tekstu jest przede wszystkim na-
pisany przeze mnie raport z badań (Dudek 2010).

94 Karolina J. Dudek

będzie dość szeroki wachlarz mediów, co pozwoli na stworzenie wielo-
wymiarowej, wieloaspektowej opowieści o współczesnych weselach. Ta
„zmienna” nie tylko wpływa na sposób prezentacji wyników, lecz także
kształtuje sposób konceptualizacji samego badania.

Aby wypełnić w przyszłości wszystkie dostępne przestrzenie ujaw-
niania sensów i znaczeń, trzeba przyjąć pewne założenia i wyznaczyć
takie ścieżki pracy badawczej, które pozwolą na zgromadzenie odpo-
wiedniego materiału etnograficznego. Dlatego częścią kolekcji powstałej
w ramach projektu będą różnego rodzaju „zapisy” rzeczywistości: notat-
ki, nagrania rozmów i ich transkrypcje (opowieści o weselach), przed-
mioty, inne materiały cyfrowe (fotografie), opracowania8. Tym samym
tradycyjnie rozumiana materialność nie jest aspektem definicji obiektu
przyjętej na potrzeby projektu.

Kolekcja pomyślana jest także jako projekt refleksyjny w rozumieniu
przyjętym w antropologii refleksyjnej. Tworzenie jej nie jest procesem
podporządkowanym jakiemuś precyzyjnie określonemu planowi czy
kwestionariuszowi, który wyznaczałby jasno, co powinno się w niej zna-
leźć. To materia rzeczywistości wyznacza kolejne kroki badawcze, co zna-
czy tyle, że plan dalszego działania dyktują kolejne spotkania, obserwacje,
spostrzeżenia i analizy. Krytyczne (refleksyjne) opracowanie procesu ba-
dawczego, którego nieodłączną częścią jest budowanie kolekcji, również
stanie się częścią raportów włączonych do zbiorów.

Efektem projektu ma być etnograficzny wielogłos, podobnie jak
w przypadku innego projektu badawczego Muzeum Etnograficznego
w Krakowie – „dzieło-działka”. Istotne jest stworzenie przestrzeni dia-
logu, pozwalającej na snucie wspólnej opowieści o współczesnych we-
selach. Zamiast opowieści o weselach wypowiedzianej „głosem zni-
kąd”, ma to być opowieść, w której „słychać” zarówno głos realnego
badacza, jak i rozmówców9. Muzeum pozostaje tym samym otwarte
na możliwość zaproszenia do współtworzenia projektu uczestników

8 Ciekawe omówienie tego, jak można definiować pojęcie fieldnote, przedstawia Jean
Jackson (1990, s. 6–8). Jej rozmówcy wymieniali różne typy fieldnotes: od notatek, przez
transkrypcje, odpisy i ksero różnych dokumentów aż po zebrane przedmioty.

9 Szerzej na temat wykorzystania w tekstach naukowych głosów podmiotów bio-
rących udział w badaniach zob. Guba, Lincoln 2009, s. 305–306.

4. Laboratorium wyobraźni. Fotografia w projekcie... 95

badania, a także stworzenia dla nich płaszczyzny autorskiej wypowiedzi
– do mówienia we własnym imieniu zarówno w formie tekstu, jak
i z wykorzystaniem innych mediów i środków wyrazu10. Przekazanie
przedmiotu bądź inna forma udziału w tworzeniu kolekcji jest również
udziałem w dialogu.

Jeden z elementów metodologii budowania kolekcji na podstawie
badań terenowych został wypracowany w toku seminarium11 projektu
Wesela 21. Zespół badawczy rozważał wówczas otworzenie podwoi mu-
zeum dla trzech strumieni przedmiotów:

• obiektów „wytworzonych” w ramach poszczególnych studiów
przypadku,

• rzeczy zaproponowanych przez przedstawicieli branży weselnej, któ-
rzy wzięli udział w projekcie,

• rzeczy spontanicznie podarowanych, a także materiału zgromadzone-
go poprzez stronę internetową (nurt spontaniczny).

Wskazanie trzech źródeł pozyskiwania obiektów wiązało się z dążeniem
do stworzenia kolekcji uwzględniającej różnego typu przedmioty i nie-
zawężającej przedwcześnie obszarów poszukiwań. Pytanie „co zbierać?”
w odniesieniu zarówno do materiałów fotograficznych, jak i innego typu
przedmiotów wciąż pozostawało bez odpowiedzi, ponieważ koncepcja
trzech strumieni nie wskazywała, w jaki sposób napływające materiały
miałyby być selekcjonowane.

Punktem wyjścia dla wypracowania rozumienia procesu tworzenia
kolekcji – innego niż tradycyjne – były rozmowy, które przeprowadziłam
z muzealnikami Liesbet Ruben (Tropenmuseum Junior, Holandia),

10 Podobnie w projekcie „dzieło-działka”.
11 Spotkanie seminaryjne projektu Wesela 21 poświęcone wątkom badawczym i budo-
waniu kolekcji (MEK, 15 października 2010). Uczestnicy: Grażyna Pyla, Małgorzata Olesz-
kiewicz, Alicja Małeta, Karolina Dudek, Ewa Rossal, Dorota Majkowska-Szajer, Ewelina
Lasota, Magdalena Zych. Korzystam z notatki z tego spotkania spisanej przez Magdalenę
Zych. W toku seminarium została stworzona koncepcja trzech strumieni, ale równolegle
podjęto próby opracowania katalogu przedmiotów związanych ze współczesnymi weselami,
które mogłyby się znaleźć w kolekcji (patrz materiały źródłowe: Wesela 21: kolekcja projektu
– propozycje obiektów, które powinny się znaleźć w muzealnej kolekcji projektu).

96 Karolina J. Dudek

Rossellą Ragazzi (zajmującą się teorią muzeum), Ditte Seeberg i Jensem
Kirkeby (Moesgard Museum, Dania)12. Było to zarazem doświadczenie,
które zachęciło mnie do krytycznego spojrzenia na praktyki muzealne
i szukania formuły myślenia o kolekcji bliższej współczesnym teoriom
antropologicznym niż taksonomiom wzorowanym na naukach przyrod-
niczych (Dudek 2013b). W toku kolejnych konsultacji udało się wy-
pracować takie ujęcie, które uwzględniało charakter projektu, ogólną
koncepcję działania MEK („Moje muzeum – muzeum o mnie”) i współ-
czesne teorie antropologiczne. Pewne rozwiązania teoretyczne zapropo-
nowałam w artykułach i referatach – przywołam je tu pokrótce (tryby
legitymizacji przedmiotów, ścieżki myślenia o fotografii)13. Odwoływa-
łam się w nich do rozumienia procesu budowania kolekcji jako związa-
nego z tworzeniem dyskursu muzealnego, który uzasadnia i uprawomoc-
nia strategię budowania kolekcji. Zaznaczyłam też, że tworzenie kolekcji
i włączanie do niej przedmiotów może być postrzegane nie jako proces
biurokratyczny, obiektywny i oparty na ustanowionych wcześniej proce-
durach, lecz jako kulturowy proces nadawania i wydobywania znaczeń.
Najistotniejsza część tych rozważań – z perspektywy niniejszego artyku-
łu – wiązała się z wyciągnięciem konsekwencji z faktu, że wykorzystanie
wspomnianych trzech sposobów (strumieni) pozyskiwania przedmio-
tów pociągałoby za sobą uruchomienie odmiennych trybów legitymiza-
cji w procesie kulturowego wytwarzania obiektów, a zatem odpowiednie
ich połączenie umożliwiłoby stworzenie kolekcji, która byłaby dialogicz-
na, wynegocjowana, składała się z „rzeczy gęstych i nasyconych” ewoku-
jących narracje, a także odzwierciedlałaby sieci relacji (por. Dudek 2011,
s. 102). Pojęcia te wymagają rozwinięcia.

Dialogiczności procesu tworzenia kolekcji upatrywać należy w próbie
włączenia badanych podmiotów oraz w działaniach mających na celu

12 Dwie z nich – z Rossellą Ragazzi i Liesbet Ruben – zostały opublikowane (Dudek
2012a, b). Przeprowadziłam także wiele mniej formalnych rozmów.

13 Propozycje te przedstawiłam w referatach wygłoszonych na konferencjach: Rzecz
/ obraz / niezwykłość [pamięci Piotra Szackiego] w Państwowym Muzeum Etnograficznym
w Warszawie, 28–29 października 2010, referat z tej konferencji został opublikowany w „Et-
nografii Nowej” (Dudek 2011); Fotografia – Etnografia – Archiwum organizator: Muzeum
Etnograficzne im. Seweryna Udzieli w Krakowie, 10–11 marca 2011, wygłoszony referat:
Etnografia – Fotografia – Archiwum. Wesela 21 – studium przypadku.

4. Laboratorium wyobraźni. Fotografia w projekcie... 97

stworzenie przestrzeni wymiany poglądów i spostrzeżeń (począwszy od
spotkań w Muzeum, aż po odpowiedni projekt strony internetowej, która
może stanowić nie tylko miejsce prezentacji wyników badań, lecz także
medium dwustronnej komunikacji z uczestnikami i szerszą publicznością).
Negocjowanie przedmiotów – w proponowanym tu ujęciu – ma nie tyle
wymiar ekonomiczny, co kulturowy, i rozumiane jest jako proces ustalania
znaczeń, jakie są im przypisywane. Tworzenie kolekcji wiązałoby się także
z poszukiwaniem „rzeczy gęstych i nasyconych” – rzeczy, które są skon-
densowanymi znaczeniami, wokół których zogniskowane są historie
i w których najmocniej widoczny jest człowiek. Dobrym tego przykładem
są tzw. obiekty biograficzne (biographical objects) – mocno splecione z biogra-
fiami ich posiadaczy i użytkowników14. Wartości przedmiotu upatruje się
w tym, na ile poprzez niego można opowiedzieć historię. Istotne jest to,
jak wiele znaczeń on kondensuje, a to z kolei zależy od tego, jak mocno
dany przedmiot osadzony jest w sieci relacji zarówno z człowiekiem, jak
i z innymi przedmiotami. Dlatego budowanie kolekcji powinno wiązać się
z poszukiwaniem i tworzeniem korespondencji między obiektami zgroma-
dzonymi (materiały zastane) a wytworzonymi w toku badań (materiały wy-
tworzone). Kolekcja pomyślana jest zatem również jako sieć wielorakich
relacji pomiędzy przedmiotami, które wzajemnie się objaśniają, uzupełnia-
ją, dopowiadają, sieć przedmiotów, a nie ich hierarchiczna taksonomia.

Od badań, wykorzystujących jako swoje podstawowe narzędzia roz-
mowy (słowa) i obserwacje, do przedmiotów, które mają stać się obiek-
tami w muzeum etnograficznym, wiedzie długa droga. Żeby omówić
kwestię tworzenia kolekcji fotograficznej inspirowanej badaniami tere-
nowymi, muszę najpierw przedstawić – choćby w skrócony sposób – ich
wyniki (zob. także Dudek 2010, 2013a, 2014).

Wytworzony materiał pozwolił na zrekonstruowanie żargonu pol-
skich fotografów ślubnych, głównych dyskursów fotograficznych15,

14 Obiekt biograficzny to termin zaproponowany przez Janet Hoskins (1998). Oznacza
przedmioty lokujące się w ramach kontinuum między darami a towarami, które obdarzone są
osobistymi cechami ich właścicieli. Ich własne biografie są nierozerwalnie splecione z losami
tych, do których należą.

15 O fotografii jako dyskursie i o dyskursach wokół fotografii szerzej piszę w tekście Przeciw-
-dyskursy fotografii ślubnej. O polityce reprezentacji (tekst ukaże się w tomie pokonferencyjnym pod re-
dakcją Zbigniewa Pucka i Dominiki Sozańskiej Kultura popularna w kontekście medialnym).

98 Karolina J. Dudek

kulturowych portretów klientów i konkurencji. To także dość bogaty
zbiór danych dotyczących tajników pracy w tym zawodzie. Jako in-
spirację teoretyczną dla analizy materiału przyjęłam aparat pojęciowy
Pierre’a Bourdieu (2001, 2004), którym posługuje się on w swojej so-
cjologii literatury i sztuki. Głównymi terminami teoretycznymi są po-
jęcia „pola” i „pozycji”. Pierwszy z nich definiował jako siatkę obiek-
tywnych relacji o charakterze opozycyjnym, natomiast „pozycje” – jako
zinstytucjonalizowane i istniejące w świadomości społecznej formy
i sposoby wypowiadania się, definiowane poprzez obiektywną relację
do innych pozycji (Zawadzki 2004, s. 282). Pola i pozycje kształtują się
i warunkują nawzajem, a na rodzące się między nimi napięcia wpły-
wają także czynniki zewnętrzne (Bourdieu 2004, s. 271). W owej prze-
strzeni obiektywnych relacji pomiędzy pozycjami tworzone są obiek-
ty kulturowe – produkty społecznego mikrokosmosu (Bourdieu 2004,
s. 266). Autor danego dzieła dokonuje wyborów w granicach określo-
nych przez stan pola, zgodnie z dyspozycjami narzuconymi mu przez
jego habitus.

Ze względu na specyfikę badania powyższa rama teoretyczna nie
daje się odnieść do zebranego materiału w takim kształcie, jaki jej nadał
francuski socjolog. Przede wszystkim dlatego, że siatka relacji, którą
przedstawię, nie ma charakteru obiektywnego, tylko subiektywny. Jej
struktura jest odzwierciedleniem tego, jak rynek usług i swoją konku-
rencję postrzegają fotografowie i kamerzyści. Po drugie, fotograf wy-
biera pewne opcje w granicach określonych nie tylko przez stan pola
zgodnie z dyspozycjami narzuconymi mu przez jego habitus, lecz tak-
że przez habitus jego klientów. Konieczne jest też uwzględnienie faktu,
że wesele jest traktowane często raczej jako narzędzie symbolicznego
wykreowania statusu, do którego się aspiruje, niż potwierdzenia przy-
należności do określonej grupy społecznej. Jeżeli jednak uwzględnimy
te trzy kwestie – zdefiniujemy pole jako siatkę subiektywnych relacji
(1) i uznamy, że autor dzieła dokonuje wyborów w granicach określo-
nych przez subiektywnie postrzegany stan pola (2), zgodnie z dyspozy-
cjami narzuconymi mu przez jego habitus i habitus jego klientów, któ-
rzy niekiedy dokonują wyborów zgodnych nie z własnym habitusem,
lecz z habitusem grupy, do której aspirują (3) – to tak zmodyfikowana

4. Laboratorium wyobraźni. Fotografia w projekcie... 99

koncepcja teoretyczna okaże się niezwykle pomocna przy analizowaniu
rynku współczesnej fotografii ślubnej. W ten sposób, jak sądzę, można
też uniknąć sprowadzania aktorów do „figurantów urzeczywistniają-
cych potencjonalności”, co Bruno Latour zarzucał teorii Bourdieu (La-
tour 2010, s. 223–225). To już bowiem nie obraz obiektywnie istnie-
jących potencjonalności, ale obraz wyobrażonego świata społecznego,
skonstruowanego i wyrażonego w narracjach aktorów.

W przypadku fotografii ślubnej i wideofilmowania pole definiują
nam takie pary opozycyjnych relacji jak nowoczesność – tradycja, reży-
serowanie – obserwowanie, „profesjonaliści” – „kotleciarze i fotoziutki”,
„władcy światła” – „władcy jasnych obiektywów”; a pozycje to: Zawo-
dowcy, Aspirujący, Stara gwardia, Zarabiacze, Dorabiający. To kategorie,
które wyłaniają się z udzielanych odpowiedzi16. Rynek fotografii ślub-
nej i wideofilmowania nie jest zatem bezładną i bezkształtną masą nie-
dających się bliżej określić uczestników rynku. Analiza materiału zgro-
madzonego w czasie badań pozwala przedstawić główne grupy aktorów
i dominujące postaci, a przede wszystkim umożliwia rozpisanie na głosy
reguł sztuki uwieczniania wesel: Zawodowcy i Aspirujący (Profesjonali-
ści), Stara Gwardia, Zarabiacze i Dorabiający, Magicy, kamerzyści i ope-
ratorzy weselni, wśród których są Samodzielni Gracze, a także Pracujący
w Tandemach. Owych „typów idealnych” nie należy odczytywać jednak
w mocny sposób, jako swego rodzaju reifikacje, lecz metaforycznie – jako
pozycje, z których można mówić. Poręczne analitycznie wydają się za-
tem przymiotniki charakteryzujące typy dyskursów: profesjonalny, tradycyj-
ny (starogwardziany), zarabiaczowski.

Dyskurs profesjonalistów jest dominujący. Wyposażeni w specyficzny
kapitał społeczny, ekonomiczny i kulturowy dążą do podważenia trady-
cyjnych reguł uwieczniania. Podejmują liczne działania na rzecz popu-
laryzacji zaproponowanych nowych wzorów i zasad (tworzą stowarzy-
szenia, prowadzą warsztaty, publikują, organizują wystawy). Wprawdzie
wykonywana przez nich fotografia reportażowa (o której za chwilę nieco
szerzej) staje się coraz bardziej popularna i jest to niezwykle prężny nurt

16 Niestety skromne ramy niniejszego artykułu nie pozwalają na przedstawienie
tych kwestii szerzej. Opisałam je w raporcie z badań złożonym w Archiwum Projektu
(Dudek 2010).

100 Karolina J. Dudek

o dużej sile oddziaływania, to jednak należy pamiętać, że nadal najczęściej
wykonywana jest fotografia w dużej mierze wpisująca się w nurt trady-
cyjny. Pod wpływem nowych trendów również ten nurt ulega znacznym
przeobrażeniom.

Tradycjonaliści reżyserują w „czasie rzeczywistym”. Podejście nowo-
czesne (profesjonaliści) zakłada natomiast uchwycenie spontanicznych,
niereżyserowanych sytuacji i emocji oraz wykorzystanie technologii cy-
frowej w celu stworzenia pożądanego obrazu wesela. Kulturowe ramy
nakłada się na etapie postprodukcji na skadrowaną w odpowiedni sposób
wcześniej rzeczywistość. Tym samym, wbrew temu, co profesjonaliści pod-
kreślają – że w ich wizji fotografii nie ma miejsca na reżyserię i swoją fi-
lozofię bardzo mocno przeciwstawiają sposobom realizowania reportaży
fotograficznych i filmowych, które podporządkowane są z góry ustalo-
nym scenariuszom – można tu jednak mówić o pewnej konwencjonal-
ności fotografii i szczególnej reżyserii wizji wesela. To także rzeczywi-
stość poddana kulturowej interpretacji. O ile jednak produkty kulturowe
władców światła (dyskurs tradycji), starej gwardii i dorabiaczy poddane są re-
żimowi tradycyjnych przedstawień, o tyle fotografie profesjonalistów wpi-
sane są najczęściej w dyskurs nowoczesności – odmiennego sposobu
konstruowania narracji.

Sposób realizacji poszczególnych typów zdjęć zależy od uprawiane-
go przez danego fotografa stylu i wpisuje się najczęściej w jeden z do-
minujących dyskursów. Ich istotę najlepiej oddał jeden z rozmówców
w czasie dyskusji na forum fotografów ślubnych [f_a_kd_1]. Przeciw-
stawił on uprawiany przez siebie typ fotografii (reportaż ślubny) dzie-
łom jednego z kolegów po fachu (fotografia ślubna). Skonfrontowane
w ten sposób dwa podejścia doskonale wpisują się odpowiednio w dys-
kurs nowoczesności i dyskurs tradycyjny. Rozmówca przeprowadził
„analizę kosztów i zysków”. Celem fotografa wykonującego tradycyjnie
rozumianą fotografię ślubną jest uzyskanie zdjęć, które jakością i wy-
razistością będą dorównywały fotografii studyjnej. Osiągnięcie takich
efektów – ujętych w tym fotograficznym rachunku po stronie zysków
– pociąga jednak za sobą pewne koszty. Fotograf musi stać się w dużej
mierze reżyserem zdarzeń i światła: owo dążenie do osiągnięcia tech-
nicznej doskonałości wiąże się nie tylko z zastosowaniem oświetlenia


Click to View FlipBook Version