The words you are searching are inside this book. To get more targeted content, please make full-text search by clicking here.
Discover the best professional documents and content resources in AnyFlip Document Base.
Search
Published by Bartek Maciejewski, 2016-05-02 03:22:04

Ludzie w świecie przedmiotów

Ludzie w świecie przedmiotów

1. O specyficznym rodzaju przedmiotu, jakim jest manekin... 201

początku dostaje jedynie kobiecą stopę, niejako na zachętę, jednak odurzo-
ny chce więcej. Ostatecznie ubóstwiany idol zasiądzie na tronie („Święto
bałwochwalców”), poddani będą zaś będą wymyślać najróżniejsze metody
bałwochwalstwa – od upadania do stóp, aż po procesję („Procesja”). Pro-
wadzić ją będzie smukła, naga kobieta w samych tylko pończochach, pod-
kreślających doskonałość jej sylwetki. Jeden z „wyznawców” niósł będzie
feretron przedstawiający czarny pantofel (wyraźne zapożyczenie religijne:
po raz kolejny seksualność wypiera wszystkie substytuty, potrzebę wiedzy
i wiary – tłumiony przez kulturę czy wiarę popęd przyjmuje ich symbo-
le). Bóstwo zdaje się jednak niewrażliwe na ten kult. Znudzone, odsunie
wiernych na dalszy plan, by ich miejsce zajęli eunuchowie i ogiery. Pierw-
si pełnią funkcje towarzyszy, dekoracji; drudzy stanowią szansę erotyczne-
go spełnienia. Schulz nieprzypadkowo posługuje się metonimią, stopa jest
bowiem jednym z najstarszych znanych fetyszy. Kontakt ze stopami dru-
giej osoby jest bardzo silnie zakorzeniony w kulturze. Od zawsze gest po-
kłonu – upadania do stóp – kojarzony był z oddaniem czci. Wszystkie inne
czynności, które dokonują się w Xiędze bałwochwalczej, są kolejnymi etapa-
mi poniżania się i oddawania w niewolę. Stopa jest jednocześnie czymś naj-
niższym w ciele człowieka, najbardziej brudnym, pospolitym; jednak jed-
nocześnie jest tym, co zapewnia stabilność wyprostowanej postaci. Lizanie
kobiecych stóp jest nie tylko bezgranicznym posłuszeństwem, ale też próbą
chociażby dotknięcia tego ideału kobiecej formy, nieudolną próbą zjedno-
czenia się z nią.

Ostatnim artystą, którego twórczość wpisuje się w analizowane zja-
wisko, jest Tadeusz Kantor. Jego działalność artystyczna miała wiele
wspólnego z twórczością Schulza. Jak stwierdził sam Kantor w udzielo-
nym Krzysztofowi Miklaszewskiemu wywiadzie:

Całe nasze pokolenie wychowało się właściwie w cieniu Schulza, po czym
wielu z nas zapomniało o nim, a właściwie go nie przywoływało. Dopiero la-
ta sześćdziesiąte odwoływały się do odkryć prozy Schulza. A było to odwoła-
nie związane tylko z własnymi poszukiwaniami. Co więcej, pokrewieństwa
z Schulzem, a właściwie kontynuacja jego tradycji, stały się dla nas jasne do-
piero w latach siedemdziesiątych. Do „realności zdegradowanej” – kategorii,
której jednym z twórców […] był Schulz, prowadziła mnie droga od infor-
melu do manifestu emballages (cyt. za: Marinelli 2003, s. 414).

202 Małgorzata Sypniewska

Tuż przed wojną Kantor odkrywa swoich intelektualnych i artystycz-
nych mentorów, „trzech wieszczów współczesnej literatury polskiej”, jak
nazywał Schulza, Gombrowicza i Witkacego. Jak zauważa Marinelli, cie-
nie Schulza są dostrzegalne i uchwytne w grafikach Kantora (Marinelli
2003, s. 416). Jednym z motywów pojawiających się w dziełach obu arty-
stów jest stopa. Xięga bałwochwalcza jest wypełniona wyobrażeniami uwiel-
bienia i adoracji stóp. Również dla Kantora motyw obsesji stóp jest bardzo
istotny – przejawia się zarówno w rysunkach, jak i w postaci bio-obiektu
Staruszka, pedofilo-maniaka w Umarłej klasie. Marinelli sugeruje, że:

są dwa odmienne rodzaje fetyszyzmu, masochistyczny w pierwszym przy-
padku i narcystyczny w drugim, oba świadczą jednak nie tylko o ewident-
nym skrzywieniu libido, lecz o swego rodzaju „naukowym” wręcz zaintere-
sowaniu najniższą, najbardziej „przyziemną” częścią ludzkiego ciała czy też
– by użyć terminologii stosowanej przez samych artystów – „rzeczywistością
zdegradowaną”, „realnością najniższej rangi” (Marinelli 2003, s. 417).

Oprócz wymienionych motywów Kantora i Schulza łączą wątki fun-
damentalne dla ich twórczości, z których najbardziej interesującymi po-
lami tematyczno-symbolicznymi są bez wątpienia tematy dzieciństwa
oraz materii i jej pamięci. Zdaniem Marinellego wszystkie te elementy
związane są dwudziestowieczną ideą dotyczącą pamięci, indywidualnego
i społecznego świata, fundowanej teoriami Bergsona i Freuda. Tak więc
autobiografizm, skupienie się na własnej, zdekonstruowanej przez wojnę
biografii jest kluczowym elementem ich twórczości, stając się „jedno-
cześnie świadectwem, wyznaczeniem, a może przede wszystkim wyzwa-
niem dla ich odbiorców” (Marinelli 2003, s. 419). Kluczowym miejscem
dla obydwu tych autorów jest śmietnik. Kantor umieszcza sceny swoich
spektakli między innymi w szafie, starym opuszczonym domu, klasie ze
starymi ławkami.

Kantora z Schulzem łączy nie tylko zainteresowanie manekinami, ale
i tandetą, bylejakością, osieroceniem materii:

Manekiny i figury woskowe pozostawały zawsze na peryferiach usankcjono-
wanej kultury. Dalej nie miały już wstępu, zajmowały miejsce w BUDACH
JARMARCZNYCH, podejrzanych GABINETACH KUGLARSKICH,

1. O specyficznym rodzaju przedmiotu, jakim jest manekin... 203

z dala od świetnych przybytków sztuki, traktowane z góry jako KURIOZA
przeznaczone gustom pospólstwa (Kantor 2005, s. 18).

Używanie biednej materii wiąże się ściśle z rodzeniem się nowych
koncepcji sztuki mówiących o Zagładzie, próbujących znaleźć odpo-
wiedni język, zrozumieć, przepracować. Nowe koncepcje sztuki są na-
stawione polemicznie wobec sztuki awangardowej, która jest silnie
autoteliczna, metaforyczna, skomercjonalizowana, nadmiernie wyestety-
zowana. Za każdym razem, mówiąc o konstruktywizmie i surrealizmie,
Kantor wypowiada się z pozycji zaangażowanego spadkobiercy, który
krytycznie spogląda na wypracowane teorie, szukając esencji w nowych
teatralnych formach, w których, jak pisał: „Można OCALIĆ SIEBIE/nie
samolubnie/ ale jakoś z wiarą w INDYWIDUALNĄ WARTOŚĆ” (Kan-
tor 1991, s. 89).

Kantor poddaje krytyce surrealizm i konstruktywizm, ponieważ wią-
zały się one z przemianami życia społecznego i sposobu rozumienia ludz-
kiej kondycji. Pisał:

Konstruktywizm proklamując paralelność rewolucji w sztuce z rewolucją
socjalną, wierzył, że sztuka i jej wartości formalne, ingerując w życie, tak da-
lece je przenika, że w niedalekiej przyszłości sztuka zniknie, identyfikując
się ze spodziewaną doskonałością układu życiowego. […] Sztuka przestała
być odbiorem życia i jego iluzją. Stawała się w stosunku do życia projektem,
propozycją, manifestem, analogiczną strukturą. Nie wymagała kontemplacji,
lecz poznania (Kantor 2005, s. 374).

Kluczowa dla Kantora jest koncepcja teatru śmierci, wiążąca się ściśle
i wyrastająca z czasu, w jakim przyszło mu żyć i tworzyć. Teatr śmierci
powinno się raczej nazywać mianem teatru występującego przeciwko
śmierci, radykalnie występującego przeciwko zapomnieniu, niepamięci,
nicości, martwocie. Z niezgodą przeciwko niepamięci łączy się również
koncepcja teatru osobistego, wsobnego, dalekiego od drobiazgowo, ar-
tystowsko spełnionych spektakli. Zdaniem artysty należy radykalnie ze-
rwać z używaniem teatru jako narzędzia replikowania literatury, ponie-
waż po katastrofie (czy, jak mawiał Paul Celan, po tym, co się stało) jest
to już niewystarczające i po prostu nieodpowiednie. Jedyną drogą, żeby

204 Małgorzata Sypniewska

włączyć, zintegrować dzieło sztuki, jest używanie Realności Gotowej,
biednej, która jako jedyna jest autentycznym obiektem egzystencji. Me-
dium przekazu stał się dla Kantora biedny, zdegradowany przedmiot, nie
funkcjonujący jednak jako rekwizyt czy dekoracja, ale jako autonomiczny
organ zrośnięty z aktorem. Taką hybrydę nazwał Kantor bio-obiektem.

Śmierć od zawsze była doświadczeniem jednocześnie tragicznym,
ale i niezwykle ważnym, bo wyłączała człowieka spośród żywych, ale
zarazem, dzięki pamięci, która aktywizuje się po śmierci, u-wieczniała
i u-obecniała zmarłego. Teatr śmierci był obecny od wieków, zarówno
w kulturze tradycyjnej – w rytuałach pogrzebowych – jak i w sztuce
nowoczesnej, gdzie umieranie stawało się centralnym doświadczeniem
jednostki. W obydwu tych kontekstach pojawiały się struktury wielo-
wymiarowe i nasycone symbolami. Naczelną funkcją teatralizacji
pogrzebów było godne pożegnanie zmarłego, ale swoisty rytuał miał
przede wszystkim oswajać śmierć – kojąca powtarzalność ruchów, wspól-
nota połączona rytuałem miały łagodzić horror śmierci. Kantor czyni
rytuałem spektakl Umarła klasa, którego podmiotem jest wspólnota
połączona doświadczeniem historycznym. Umarła klasa jest spotkaniem
żywych z umarłymi, ale jest to spotkanie, do którego nie dochodzi i nie
może dojść, gdyż zmarli przychodzą z pamięci, a ta zbudowana jest
z klisz, którymi się posługujemy. Kantor dekonstruuje iluzję trwania
i walczy z petryfikowanymi przez pamięć kliszami, rozbija je, prowadząc
do destrukcji, całkowitego rozpadu, który nie prognozuje scalenia, syn-
tezy, jedynym bowiem namacalnym śladem są właśnie klisze, fałszywe
i niepewne. Kantor ukazuje złudność śmierci jako tej, która ustanawia
pewny, trwały kształt. Danie życia kliszom pamięci jest równoznaczne
z ich rozpadem. Ożywienie klisz, czyli otwarcie drzwi zmarłym do świata
żywych, jest tożsame z nieporozumieniem, niemożliwym spotkaniem.
Próba spotkania nie uobecni życia, ale ruch rozkładu, rozpadu klisz
pamięci. Śmierć jest jednocześnie rozpadem, który niszczy, ale także
ruchem, który nadaje sens tym dramatycznym próbom spotkania.

Kantor sięga do starej tradycji effigies, tworząc portrety woskowe, wy-
konane zgodnie z dawną sztuką. Kantorowskie lalki mają prawdziwe wło-
sy i szklane oczy, które pogłębiają dysonans pomiędzy martwym a żywym.
Kantorowi nie chodzi jednak tylko o wytwarzanie efektownych scenicznie

1. O specyficznym rodzaju przedmiotu, jakim jest manekin... 205

form, ale o „przywołanie takiej ekspozycji ciała, która nadawała mu sens
dosłowny i organiczny, zderzony z różnymi aspektami sztuczności, falsy-
fikatów i zamienni” (Fazan 2009 s. 346). W Umarłej klasie artysta posługuje
się manekinem właśnie w ten sposób – jako medium przywołującym
przeszłość. Życie może być pokazane tylko jako brak życia, tym jest
właśnie manekin – napięciem między ludzką formą a śmiertelnym
bezruchem; jednocześnie ludzką reprezentacją, ale i przedmiotem.
Manekiny symbolizują w sztuce Kantora to, co na zawsze utracone –
dzieciństwo. Jego wagę obrazuje sposób, w jaki aktorzy niosą manekiny,
niekiedy nieporadnie jak dzieci, kiedy indziej z wyraźnym ciężarem.
Manekin jest również człowiekiem, który traci swoje życiowe funkcje, sta-
je się bezużyteczny i zrównuje się z przedmiotem. Strukturą teatru staje
się śmierć i pamięć, a raczej jej klisze, na których bazują obrazy naszych
wspomnień. Manekin staje się spotkaniem z Realnym, próbą przepraco-
wania utraty świata sprzed wojny, nagłej śmierci, dezintegracji, destrukcji
własnego „ja”, które w świecie po katastrofie nie było możliwe. Manekin
jest również wróceniem człowiekowi jego własnej śmierci, podczas wojny
bowiem śmierć przestała być jednostkowym, własnym i niezawłaszczal-
nym doświadczeniem. Stała się zbiorowa, publiczna. Trzymanie własnego
siebie sprzed tego czasu, umarłego dziecka, odgrywanie rytuału „tamtego
życia” jest powrotem do tego, co człowiekowi najbardziej przynależne –
do śmierci – i próbą jej oswojenia.

Celem niniejszego szkicu nie było całościowe ujęcie tematu ma-
nekina, a jedynie refleksja nad szczególnymi użyciami figury manekina
w twórczości Vogel, Kantora, Jasieńskiego i Schulza, przedstawienie
pewnego continuum myślowego możliwego do zaobserwowania. Lalki,
należące początkowo do sfery sacrum, zostały strącone na pozycję
zabawek i atrap teatralnych i dopiero wiek XIX i XX wrócił należne im
miejsce. Awans manekina do sfery sacrum wiąże się przede wszystkim
z pojmowaniem martwego ciała jako manekina, które oscyluje pomiędzy
bezruchem, brakiem życia a aktywną pamięcią, do której ten przedmiot
odsyła jako ślad.

Wybranych przeze mnie czworo twórców prezentuje swoiste rozumie-
nie motywu manekina. Schulz używa go jako symbolu wszelakiej „wtó-
rej demiurgii” człowieka, rozumiejąc tworzenie jako wytwarzanie fizycznie

206 Małgorzata Sypniewska

istniejących artefaktów, ale także bytów abstrakcyjnych, jak twórczość
literacka. Debora Vogel natomiast przez swoją specyficzną soczewkę przed-
stawia manekiny jako ludzi pozbawionych indywidualnych cech, wtłoczo-
nych w schematy. Tadeusz Kantor traktuje manekiny jako próbę uobecnie-
nia tego, co nieobecne i niemożliwe do przywrócenia. Sam przedmiot jest
tylko pretekstem do wyjścia poza przyjęte schematy, w toku badań manekin
staje się obiektem antropomorficznym, fenomenem kultury.

Bibliografia

Cassirer Ernst
2004 Symbol i język, przeł. Bolesław Andrzejewski, Poznań: Wydawnictwo Naukowe Wyższej

Szkoły Pedagogiki i Administracji.

Fazan Katarzyna
2009 Projekty intymnego teatru śmierci. Wyspiański, Leśmian, Kantor, Kraków: Wydawnictwo

Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jarzębski Jerzy (red.)
1994 Czytanie Schulza. Materiały międzynarodowej sesji naukowej. Bruno Schulz – stulecie urodzin

i pięćdziesięciolecie śmierci, Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków,
8–10 czerwca 1992, Kraków: TIC.

Jasieński Bruno
2006 Bal manekinów, Warszawa: Jirafa Roja.

Kantor Tadeusz
1991 Lekcje mediolańskie 1986, Kraków: Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora „Cricoteka”.
2005 Pisma, t. 1: Metamorfozy. Teksty o latach 1934–1974, Wrocław: Zakład Narodowy im. Osso-

lińskich; Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora „Cricoteka”.

Kapusta Anna
2011 Od rytuału do mitu? Teatr śmierci Tadeusza Kantora jako fakt antropologiczny, Kraków: Wydaw-

nictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Marinelli Luigi
2003 Kantor w cieniu Schulza, [w:] W ułamkach zwierciadła.... Bruno Schulz w 110 rocznicę urodzin

i 60 rocznicę śmierci, red. Małgorzata Kitowska-Łysiak, Władysław Panas, Lublin: Towarzy-
stwo Naukowe KUL.

Markowski Michał Paweł
2007 Polska literatura nowoczesna. Leśmian, Schulz, Witkacy, Kraków: Universitas.

1. O specyficznym rodzaju przedmiotu, jakim jest manekin... 207

Muniak Radosław Filip
2010 Efekt lalki. Lalka jako obraz i rzecz, Kraków: Universitas.

Nelson Victoria
2009 Sekretne życie lalek, przeł. Anna Kowalcze-Pawlik, Kraków: Universitas.

Sandauer Artur
1966 Rzeczywistość zdegradowana, [w:] tegoż, Dla każdego coś przykrego, Kraków: Wydawnictwo

Literackie.

Schulz Bruno
1998 Opowiadania. Wybór esejów i listów, Wrocław–Warszawa–Kraków: Zakład Narodowy im.

Ossolińskich.

Sienkiewicz Barbara
2003 Wokół motywu manekina. Bruno Schulz i Debora Vogel, [w:] W ułamkach zwierciadła… Bruno

Schulz w 110 rocznicę urodzin i 60 rocznicę śmierci, red. Małgorzata Kitowska-Łysiak, Włady-
sław Panas, Lublin: Towarzystwo Naukowe KUL.

Stankowska Agata
2007 Poezji nie pisze się bezkarnie. Z teorii i historii tropu poetyckiego, Poznań: Wydawnictwo Naukowe

Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.

Vogel Debora
2006 Akacje kwitną, Kraków: Wydawnictwo Austeria.



2 . Sobowtór, przyjaciółka, kochanka. Relacje

kobiet z lalkami w opowiadaniach Życzenie
Sabiny Olgi Tokarczuk oraz Zdobycz Izabeli
Filipiak

Weronika Górska

Humanistyka, a zwłaszcza antropologia, mimo że, jak sugerują nazwy
tych dziedzin, zajmują się badaniem człowieka, nie mogą obyć się bez
badania przedmiotów. Jak słusznie zauważa Marek Krajewski: „Ludzie to
nie rzeczy, ale jednocześnie tam, gdzie nie ma rzeczy, nie ma też tego, co
ludzkie” (2008, s. 44). Badacz zaznacza, że „używanie dóbr materialnych
stanowi najbardziej powszechną formę uczestnictwa w życiu społecz-
nym” (2008, s. 49). Janusz Barański pisze natomiast: „Rzeczy nie służą
wyłącznie zaspokajaniu potrzeb biologicznych czy technicznych człowie-
ka, lecz bywają również ekspresjami znaczeń jednostkowych, grupowych
czy nawet transcendentnych” (2007, s. 136). Zakres znaczeń, jakie może
przyjąć dany przedmiot, jest bardzo szeroki. Zgodnie ze słowami przy-
wołanego autora: „coś równie dobrze może być śmieciem, w innym zaś
miejscu czy czasie może stać się rzeczą bezcenną, a równocześnie mo-
że zyskać tyle znaczeń, ile było tego użytkowników. W tej perspektywie
znaczenia i funkcje rzeczy są szczególnie podatne na konteksty, w jakich
się pojawiają” (Barański 2007, s. 136). Również Tomasz Rakowski (2008)
podkreśla płynność znaczenia rzeczy, możliwość ich nieustannej sakrali-
zacji i desakralizacji w zależności od aktualnych potrzeb danej jednost-
ki czy grupy. Niektórzy badacze zwracają uwagę na możliwości sprawcze
przedmiotów, „którym zdarza się w swoisty sposób wpływać na ludzkie
postawy i zachowania” (Barański 2007, s. 136). Radosław Filip Muniak
twierdzi nawet, że w pewnych sytuacjach przedmiot „ustanawia auto-
nomię, przestając służyć człowiekowi a zaczynając z nim współdziałać”

210 Weronika Górska

(Muniak 2008, s. 144). Warto zaznaczyć, że tego typu spostrzeżenia pod-
ważają stosowany w tzw. zachodniej kulturze ostry podział na przedmiot
i podmiot. Ewa Domańska przypomina o pewnym podobieństwie rze-
czy i grup dyskryminowanych – kobiet oraz gejów i lesbijek – które po-
woli się emancypują, próbując się wyrwać ze skazania na wielowieko-
we milczenie (Domańska 2008, s. 13–14). Podobnie jak zmiana podejścia
do Innego-ludzkiego, tak zmiana podejścia do przedmiotów, szacunek
do nich, postrzeganie ich nie jako „zagrażających człowiekowi bytów,
lecz pozytywnie – jako współtwórców ludzkiej tożsamości” (Domańska
2008, s. 14) – jest świadectwem naszego człowieczeństwa i stwarza szan-
sę na zwiększenie ochrony praw samych jednostek ludzkich (Domańska
2008, s. 16–17). Badaczka postuluje taki stosunek do rzeczy, który pozwa-
lałby na „rozpoznanie się w innym, dostrzeżenie jego odmienności, która
staje się wartością pozytywną” (Domańska 2008, s. 14).

W kontekście refleksji nad rzeczami szczególnie interesującym zjawi-
skiem, stojącym na granicy między światem przedmiotów a światem lu-
dzi, jest lalka. Posiada ona ogromną liczbę znaczeń wynikającą z wielkiej
liczby możliwych wcieleń. Może być dziecięcą zabawką, kosztownym
dziełem sztuki, występować na scenie czy służyć jako erotyczne akceso-
rium. Jej funkcja czasami podyktowana jest przez twórcę, który odpo-
wiednio ją stylizuje i dostosowuje do określonych oczekiwań oraz po-
trzeb, a czasami zostaje narzucona przez użytkownika.

Victoria Nelson oraz Radosław Filip Muniak przypominają, że
w wielu kulturach, zwłaszcza dawnych, lalki, kukły czy posągi należały
do sfery sacrum i umożliwiały ludziom uczestnictwo w rytuałach. Lalka
mogła stanowić drugą tożsamość człowieka, mieszkanie dla duszy jego
przodka lub nawet dla bóstwa (Muniak 2008, s. 144–147; Nelson 2009,
s. 38–42, 50–51). Jak zauważa Victoria Nelson, uznanie lalki za bezdusz-
ny przedmiot nastąpiło dopiero w chrześcijańskiej Europie. Teatr mario-
netek przez wieki uznawano za sztukę niską. Dopiero twórcy romantycz-
ni oraz inspirujący się romantyzmem, jak Heinrich von Kleist, E.T.A.
Hoffman czy Bruno Schulz, dowartościowali lalki, dopatrując się w nich
nie sztuczności i bezwolności, ale naturalności i wielkiej mocy (Nel-
son 2009, s. 55–56, 68–71, 73, 79–80). Współcześnie lalki, także w for-
mie cyborgów i androidów, gromadnie zamieszkują literaturę oraz kino

2. Sobowtór, przyjaciółka, kochanka. Relacje kobiet z lalkami... 211

popularne, zwłaszcza horrory i filmy science-fiction. Walczą tam o uzna-
nie swojej podmiotowości, buntują się i przejmują władzę nad ludźmi
czy nawet ich zabijają. Lalka w tym kontekście jest znakiem perfekcyjno-
ści, dziełem człowieka doskonalszym od swojego stwórcy (Nelson 2009,
s. 279–281, 287–290, 292–293).

Mary F. Rogers wskazuje na elitarność lalek, które już od czasów re-
nesansu stanowiły kosztowne dzieła sztuki. Były zabawkami nie tylko
dla dzieci, ale również dla dorosłych z upodobaniem je kolekcjonujących
i wystawiających. Na ogół lalki stylizowano na dorosłe kobiety, dopiero
w XIX wieku pojawiły się zabawkowe niemowlęta (Rogers 2003,
s. 47–48). Roland Barthes zwraca uwagę na socjalizującą funkcję zaba-
wek, które uczą dzieci być małymi dorosłymi, konsumować to, co oni,
i tak, jak oni (Barthes 2000, s. 84–85). Podobna analiza kulturotwórczej
i przez to opresyjnej mocy lalek pojawiła się o wiele wcześniej w myśli fe-
ministycznej. Mary Woolstonecraft polemizowała ze stwierdzeniem Jana
Jakuba Rousseau, jakoby dziewczynki wybierały lalki do zabawy z wro-
dzonego instynktu macierzyńskiego. Zdaniem oświeceniowej myśliciel-
ki lalka jest po prostu jedyną akceptowaną przez społeczeństwo zabawką
dla dziecka płci żeńskiej. Waleria Marrene dopatrywała się kształtowania
w maluchach cech uznawanych za kobiece lub męskie poprzez obdaro-
wywanie ich odpowiednimi zabawkami – dziewczynek lalką, a chłopców
biczykiem i szabelką. Pisarka postulowała „bezpłciową pedagogikę”, któ-
ra nie opiera się na wytwarzaniu różnic między kobietami a mężczyzna-
mi, zakładając, że jeżeli różnice te naprawdę istnieją, to objawią się samo-
istnie (Gajewska 2008, s. 107–108).

Ciekawy i wnikliwy opis oddziaływania lalki na małą dziewczynkę
przedstawiła Simone de Beauvoir, autorka słynnego stwierdzenia: „Nie
rodzimy się kobietami – stajemy się nimi”. Filozofka łączyła nieroze-
rwalnie lalkę z zazdrością o członek. Jej zdaniem dziewczynka nie prag-
nie samego narządu, ale wiążących się z jego posiadaniem przywilejów
oraz możliwości wygodnego oddawania moczu. Problemy z seksualno-
ścią u kobiet biorą się nie z „ułomności” ich anatomii, ale z zachowania
matek i nianiek, które zamiast oswoić dziewczynki z ich niewidocznymi
częściami intymnymi, wstydliwie przemilczają ich istnienie, podczas gdy
penis chłopca nie stanowi tematu tabu, a wręcz obiekt zachwytu i swoiste

212 Weronika Górska

alter ego dla niego (de Beauvoir 2009, s. 302–310). Jak dowodzi filozofka,
w ramach rekompensaty za członek dziewczynka otrzymuje lalkę, ale:

zasadnicza różnica polega na tym, że lalka z jednej strony reprezentuje ciało
jako całość, z drugiej zaś jest biernym przedmiotem, wskutek czego dziew-
czynce łatwo się w nią całkowicie wcielić i zarazem traktować jako bierny
element. Podczas gdy chłopiec pragnie odnaleźć się w członku jako auto-
nomiczny podmiot, dziewczynka pieści i stroi lalkę tak, jak chciałaby, aby ją
strojono i pieszczono; i odwrotnie, myśli o sobie jak o przecudnej lalce. […]
wcześnie się dowiaduje, że podobają się tylko te, co są śliczne jak obrazek.
Stara się więc upodobnić do obrazka, przebiera się, przegląda w lustrze, po-
równuje do księżniczek i wróżek z bajki (de Beauvoir 2009, s. 310).

Filozofka zauważa też, że chłopców karci się za kokieterię, nadmierną
pieszczotliwość czy okazywanie słabości, dziewczynki zaś zachęca do nich.

Chłopcu każe się […] przekroczyć to stadium i uwolnić od narcyzmu, skie-
rowując go na członek – dziewczynkę utrzymuje się natomiast we wspólnej
wszystkim dzieciom tendencji do zamiany w przedmiot. Pomaga jej lalka, ale
i lalka nie ma decydującego znaczenia: chłopiec też może być przywiązany do
niedźwiadka czy pajaca, w którego rzutuje siebie; oba czynniki – członek i lalka
– nabierają znaczenia dopiero przez całokształt życia (de Beauvoir 2009, s. 311).

W odróżnieniu od uczonych aktywnej postawy mężczyzn, kobiety
od najmłodszych lat zachęcane są przede wszystkim do bierności, do re-
zygnowania z samodzielności, do poświęcenia siebie dla innych. Powin-
ny skupić się na dbałości o swój wygląd, o gospodarstwo domowe oraz
o dzieci. Funkcję perswazyjną w tym procesie pełni między innymi lalka.

Lalka to nie tylko jej [dziewczynki – przyp. aut.] sobowtór, to również jej
dziecko; funkcje te nie wykluczają się wzajemnie, gdyż prawdziwe dziecko jest
również sobowtórem dla swej matki. Kiedy dziewczynka strofuje, karze, a po-
tem pociesza lalkę, broni jej przed swoją matką, a jednocześnie wstępuje w jej
ślady […] zwierza się lalce, wychowuje, wypróbowuje swą bezgraniczną wła-
dzę, nieraz nawet wyrywa jej ręce, bije i torturuje – doświadcza za jej pośred-
nictwem zarówno alienacji, jak też spełnienia jako podmiot. […] Ale to też
jeszcze nie świadczy o wrodzonym, tajemniczym „instynkcie macierzyńskim”.

2. Sobowtór, przyjaciółka, kochanka. Relacje kobiet z lalkami... 213

Dziewczynka po prostu wie, że troska o dzieci jest udziałem matki, gdyż sły-
szy o tym od otoczenia. […] Jej „powołanie” zostaje narzucone z góry. Dziecko
jest w oczach dziewczynki wygraną życiową (de Beauvoir 2009, s. 313).

Lalką charakterystyczną dla współczesnej kultury Zachodu, równo-
cześnie jej ikoną i znakiem właściwych jej standardów kształtowania no-
wych przedstawicieli w procesie wychowania, jest Barbie. Niemal każda
dziewczynka w Europie oraz w Stanach Zjednoczonych posiada co naj-
mniej jedną, zwykle zaś ma ich kilka, a do tego niezliczoną ilość związa-
nych z nią ubranek, mebli i gadżetów (Rogers 2003, s. 31–32, 100–103).
Zdaniem Mary F. Rogers (2003, s. 18–19), Barbie, jak każda ikona kul-
tury, wypełnia pustkę, która wytworzyła się po odrzuceniu symboli re-
ligijnych. Koresponduje to z sakralnym rodowodem lalek, przywoły-
wanym przez Nelson oraz Muniaka. Barbie jest znakiem doskonale
czytelnym w swoim kręgu kulturowym, pozwala jednak na różnorodne
interpretacje (Rogers 2003, s. 17–28).

Jak zauważa Mary F. Rogers, Barbie reprezentuje grupę społecznie
uprzywilejowaną. Jest biała, heteroseksualna i pochodzi z klasy średniej.
Produkowane przez firmę Mattel jej azjatyckie, afroamerykańskie, indiań-
skie i latynoskie koleżanki z jednej strony są niższe i występują w strojach
farmerek czy pielęgniarek (tylko Barbie może być lekarką), z drugiej zaś
strony ich skóra jest zaledwie odrobinę ciemniejsza od skóry Barbie, a rysy
twarzy i włosy są mało charakterystyczne. Pozorna przyjaźń międzyrasowa
kryje zatem poczucie wyższości i pragnienie dostosowania odmienności do
zachodnich norm, przynajmniej estetycznych (Rogers 2003, s. 61, 76–88).

Barbie – anorektyczna długowłosa blondynka, olśniewająco
uśmiechnięta i perfekcyjnie umalowana – idealnie wpisuje się we współ-
czesny kanon piękna. Jej proporcje odpowiadają proporcjom kobiety li-
czącej 175 cm wzrostu o wymiarach 84–46–80. Lalka reprezentuje zhi-
perbolizowaną żeńskość bez najmniejszej domieszki androgynii (Rogers
2003, s. 33–34, 45). Hiperbolizacja ta, jak podkreśla Mary F. Rogers,
może paradoksalnie zakwestionować heteroseksualizm Barbie. Tak bar-
dzo kobieca może być tylko lesbijka femme lub transwestyta. Być może
też piękna zabawka, mimo prowokacyjnego wyglądu, jest aseksualna.
Nie ma genitaliów, sutków ani pępka. Poza tym lalka zdaje się bardziej

214 Weronika Górska

skupiona na relacji z przyjaciółkami niż z Kenem i wciąż pozostaje bez-
dzietną singielką (Rogers 2003, s. 67–69, 91–92).

Płeć, zdaniem Mary F. Rogers, mogłaby wykluczać Barbie z grupy
uprzywilejowanej, jednak jej kobiecość nie jest kobiecością podporząd-
kowanej mężczyźnie matki lub kochanki, ale raczej swobodnej konsu-
mentki (Rogers 2003, s. 35, 65, 100–103). Aby osiągnąć wygląd Barbie,
trzeba zapłacić majątek producentom kosmetyków, dietetykom, instruk-
torom aerobiku oraz chirurgom plastycznym. Ciało reprezentowane
przez zabawkę jest sztuczne, plastyczne, stanowi produkt wymagający
ciągłych modyfikacji oraz kapitału (Rogers 2003, s. 165, 168, 173–174).

Nie wiadomo, skąd piękna lalka czerpie dochody, gdyż bardziej zajmu-
je się własnym wyglądem niż rozwojem intelektualnym czy zawodowym.
W wyrażanym przez nią systemie wartości powierzchowność liczy się bar-
dziej niż kompetencje. Jak podkreśla Mary F. Rogers, Barbie raczej wystę-
puje w stroju lekarki czy policjantki, przebiera się za nie, niż faktycznie wy-
konuje jakikolwiek zawód. Mimo braku pracy posiada fundusze zarówno
na pielęgnowanie ciała, eleganckie stroje, jak też na luksusowe domy i sa-
mochody oraz kosztowne rozrywki – jazdę na motorze czy pływanie jach-
tem. Zabawkowej piękności nie zajmuje żadne hobby niewymagające du-
żych nakładów finansowych, jak uprawianie joggingu czy czytanie książek.
Głównym przesłaniem, jakie niesie z sobą Barbie, jest zatem konsumpcjo-
nizm. Małe dziewczynki wydają mnóstwo pieniędzy na kolejne lalki i ich
gadżety, a jako nastolatki i dorosłe kobiety pragną wyglądać jak ich dawniej-
sze zabawki i otaczać się luksusem, który był ich udziałem. Często też na-
bywają wówczas Barbie w wersjach kolekcjonerskich – noszące prawdziwą
biżuterię i futra (Rogers 2003, s. 41, 100–103, 107–109).

Firma Mattel znakomicie zarabia na sprzedaży Barbie oraz jej wize-
runku, zdobiącym pomoce szkolne i ubranka dziecięce. Dochody umoż-
liwiane są z jednej strony przez umiejscowienie fabryk w krajach tzw.
Trzeciego Świata, w których za głodowe stawki pracują miejscowi ró-
wieśnicy amerykańskich i europejskich właścicielek Barbie, z drugiej zaś
dzięki gigantycznym kampaniom reklamowym oraz pragnieniu rodzi-
ców, którzy coraz częściej mają tylko jedno lub dwoje dzieci, aby dać
swoim pociechom wszystko, co najlepsze. Kiedy dziewczynki stają się
nastolatkami, nie tylko otrzymują coraz wyższe kieszonkowe, ale też

2. Sobowtór, przyjaciółka, kochanka. Relacje kobiet z lalkami... 215

dorabiają nisko płatną pracą w barach i sklepach, pragnąc zgromadzić
chociaż odrobinę większe fundusze na praktykowanie stylu życia Barbie
(Rogers 2003, s. 107, 111, 135–137).

Jak podkreśla Mary F. Rogers, Barbie odbija i rozpowszechnia nega-
tywne zjawiska kulturowe:

Współczesna kultura Zachodu tworzy bogaty i znaczący kontekst dla arte-
faktów takich jak Barbie; więcej – promuje ona wartości, normy i przekona-
nia, dzięki którym Barbie może stać się ikoną. Nadaje ona duże znaczenie
zakupom, garderobie i wyglądowi, zwłaszcza jeśli chodzi o dziewczęta i ko-
biety, piętnuje nadwagę, nie mówiąc o otyłości, stawia rozrywkę i konsump-
cję wyżej, niż pracę (Rogers 2003, s. 39).

W opowiadaniu Olgi Tokarczuk Życzenie Sabiny Barbie, silnie oddzia-
łując na wyobraźnię i ukryte pragnienia tytułowej bohaterki, w pełni obja-
wia swoją ikoniczną moc. Sabina, żona alkoholika i matka pięciu synów, bę-
dąca właśnie w szóstej ciąży, co piątek sprząta luksusowy dom doktorstwa.
Zajęcie to jest dla niej jedynym źródłem zarobku, ale też swoistą rozrywką,
szansą na kontakt z ludźmi należącymi do innego, „lepszego” świata. Pią-
tek to wyjątkowy dzień w wypełnionym szorstką męskością męża i synów,
monotonnym życiu bohaterki. W piątek budzą się w skromnej sprzątaczce
pragnienia, które na ogół milczą głęboko uśpione w jej wnętrzu.

Szczególną przyjemność kobieta czerpie z porządkowania pokoju có-
reczki chlebodawców, chodzącej do pierwszej, może do drugiej klasy
szkoły podstawowej:

Pokój Kazi, pokój Kazi, nawet słowa brzmią jak kogel-mogel, jak chałwa. Jest ró-
żowy, cały różowy. Miękki dywan pod stopami budzi nabożny szacunek Sabiny.
Nigdy nie ośmieliłaby się wejść na niego w butach. Na kolanach wybiera z nie-
go pomniejsze klocki, okruchy ciastek. Potem go odkurza, dwa, trzy razy. Sabi-
nie zdarza się w chwilach słabości czy smutku, czy jak to nazwać – Sabina nie ma
wprawy w nazywaniu takich rzeczy – szczególnie wtedy, gdy… ach, lepiej o tym
nie myśleć, więc zdarza jej się położyć na tym różowym dywanie, na boku, tak
żeby brzuch nie przeszkadzał, i tak poleżeć chwileczkę. Pokój widziany z pod-
łogi wydaje się jeszcze bardziej bezpieczny, jeszcze bardziej przytulny. Mogłaby
tak leżeć, gmerać końcami palców w miękkim różowym mchu. Rozmarzyć się,

216 Weronika Górska

rozgrzać od środka, zapaść w leciutki płytki sen. […] I to jest też piękny moment
każdego piątkowego dnia – dotykanie lalek, poprawianie im włosów, sadzanie
ich na półkach (Tokarczuk 2010, s. 343–345).

Sabina przeżywa w pokoju córeczki pracodawców coś, czego nie po-
trafi zidentyfikować czy jednoznacznie nazwać. Boi się nawet myśleć
o budzących się w niej wtedy pragnieniach, uznaje je za niestosowne,
niepotrzebne, dziwne. Ekstaza, jakiej doznaje, przebywając w pokoju Ka-
zi, sprawia, że właśnie tę część domu porządkuje najdłużej. Nie ucho-
dzi to uwadze chlebodawczyni bohaterki. Doktorowa podejrzewa Sabinę
o infantylność i bawienie się lalkami w pokoju dziewczynki (Tokarczuk
2010, s. 345). Można jednak podejrzewać, że sprzątaczka nie tyle marzy
o zajęciu miejsca Kazi, co jej mamy. Kiedy mała wraca ze szkoły, „Sabina,
jak matka Kazi, biegnie na dół przywitać się z dziewczynką. Zapomina na
chwilę o wszystkim innym” (Tokarczuk 2010, s. 343). Kazia to dziecko
radosne, zadbane, otoczone miłością i luksusem oraz starannie eduko-
wane, co zapewne stanowi kontrast dla potomstwa sprzątaczki i jej męża
alkoholika. Główną różnicą między córeczką doktorostwa a synami Sa-
biny jest jednak płeć. Stereotypowa dziewczęcość Kazi, objawiająca się
przytulnym, różowym pokojem, zabawą lalkami i wyłącznie żeńskim to-
warzystwem, musi wydawać się pociągająca dla kobiety obcującej na co
dzień z szorstką męskością synów i męża.

Być może u podłoża emocji wywoływanych w Sabinie za sprawą
kontaktu z dziewczynką leży utajone rozgoryczenie własnym dzieciń-
stwem? Sabina nie miała przecież różowego pokoju ani tak beztroskiego
dzieciństwa jak córeczka chlebodawców. Nowe światło na pragnienia bo-
haterki rzuca fakt, że znacznie bardziej niż mamą dziewczynki sprzątacz-
ka pragnie być jej lalką. Przed spowodowaną kolejnym porodem przerwą
w pracy kobieta poproszona zostaje przez doktorostwo o wyrażenie ja-
kiegoś realnego do spełnienia życzenia. Propozycja ta zdaje się otwierać
w Sabinie jakieś zamknięte dotąd drzwi. Każe jej zastanowić się, co tak
naprawdę odczuwała, leżąc na dywanie w pokoju Kazi czy nasłuchując,
jak szczebioce ona w towarzystwie koleżanek. Bohaterka zmuszona zo-
staje do autorefleksji, zajrzenia we własne wnętrze, uświadomienia sobie
własnych potrzeb i powiedzenia o nich na głos.

2. Sobowtór, przyjaciółka, kochanka. Relacje kobiet z lalkami... 217

Życzenie Sabiny. Chce pobawić się z dziewczynkami, chce być lalką, położyć
się na dywanie i żeby one ją czesały i dotykały, żeby rozplotły jej włosy, żeby
wiązały jej pod szyją apaszki i troczki, żeby ubrały ją i rozebrały (o tu ma sweter,
specjalnie go wzięła), żeby ją gładziły po rękach i żeby przystawiły ucho do jej
brzucha i słuchały, jak on tam oddycha. „Wiem, że to znowu będzie chłopiec”,
mówi do doktora M. Sabina chce dziewczynkowatych pieszczot, chce słyszeć
ich szczebiot nie z daleka, lecz przy samym uchu, chce być ich lalką, ich wielką,
ciepłą, brzuchatą Barbie, choć nie istnieją takie w sklepach z zabawkami. I jesz-
cze więcej, bo Sabina ma wrażenie, że już kiedyś tak było – choć tego nie potra-
fi jakoś wyrazić – że była już małym bezbronnym przedmiotem i że aby dalej
żyć, trzeba to powtarzać jak komunię w kościele. Jeden raz nie zapewni prze-
cież zbawienia. Trzeba się zsunąć w swoją największą słabość, żeby być silnym.
[…] Chce jeszcze, na sam koniec, żeby nikt się nie dziwił temu życzeniu, nikt
się z niego nie śmiał i jeżeli byłby z tym życzeniem jakiś kłopot, to ona szybko
zapomni i zażyczy sobie dezodorantu Impuls albo nowych grubych rajstop al-
bo srebrnego pierścionka albo sukienki z India Shop. Doktor M. (ze szklanecz-
ką w ręce) parska śmiechem. Pani Jola ucisza go ze złością. […] Bierze Sabinę
za rękę i prowadzi ją na górę bez słowa (Tokarczuk 2010, s. 351–353).

Analizując opowiadanie Olgi Tokarczuk, Kinga Dunin przytacza nie-
pochlebną recenzję utworu, autorstwa niejakiego Skorpiona1. Skorpion
przyznaje, że Barbie to negatywna ikona patriarchatu, z pomocą której
wpaja się dziewczynkom wstręt do ciała kobiety-matki, niezgodnego
z seksistowskim ideałem piękna. Identyfikuje doktora jako patriarchalne-
go samca, niezdolnego do zrozumienia żeńskich pragnień, w przeciwień-
stwie do jego żony, która spełnia marzenie Sabiny i pomaga jej odzyskać
własne ciało. Zdaniem Skorpiona, utwór stanowi tendencyjną, femini-
styczną czytankę (Dunin 2004, s. 281).

Kinga Dunin broni autorki, uznając, że podniesiony przez Skor-
piona schematyzm Życzenia Sabiny nie przekracza poziomu schematy-
zmu rządzącego większością utworów pisanych z męskiej, patriarchal-
nej perspektywy. W przeciwieństwie do Tokarczuk, dla której schemat
feministyczny stanowi punkt wyjścia do pokazania tak naprawdę ogól-
noludzkiego problemu (odzyskania prawa do decydowania o własnej

1 Kinga Dunin podejrzewa, że pod pseudonimem Skorpion swoje teksty w czasopi-
śmie „Tytuł”, w dziale „Okiem Skorpiona”, publikuje Stefan Chwin.

218 Weronika Górska

cielesności)2, pisarze-mężczyźni bezrefleksyjnie powielają schematy
patriarchalne, uznając je za element „naturalnego” porządku świata
(Dunin 2004, s. 281–282). Zdaniem Kingi Dunin „Sabina zdaje sobie
sprawę z własnych pragnień i ma odwagę je wyrazić. A jej życzenie zo-
staje wprowadzone w czyn, zmienia świat” (Dunin 2004, s. 283). Ty-
powy męski bohater natomiast korzysta z oferowanych mu szablono-
wych możliwości – zyskuje kontakt z własnym ciałem jedynie dzięki
erotycznemu zbliżeniu z kobietą, jej dotykowi, pieszczotom (Dunin
2004, s. 282).

Sabina niemal pod każdym względem stanowi przeciwieństwo Bar-
bie. Jest biała, ale żyje w społeczeństwie, w którym rzadko spotyka się
przedstawicieli innych ras, zatem kolor skóry nie stanowi dla niej żad-
nego przywileju. Jest uboga, najpewniej niewykształcona. Komfortowy
dom doktorostwa, zaliczających się do zamożnej klasy średniej, jawi się
jej niczym pałac – element bajkowego świata. Podstawowe przedmioty
codziennego użytku, jak dezodorant czy ciepłe rajstopy, wydają się ubo-
giej sprzątaczce luksusem. Kobiecie brakuje czasu i pieniędzy na dbanie
o własną powierzchowność, zdrowie, samopoczucie.

Sabina nie przejmuje się swoim ciałem. Wkłada je z rana w kreszowy dres
albo kwiecistą kretonową sukienkę i już maszeruje przez dzień, do samego
wieczora. Gdzieś tam w środku, pod warstwą kretonu, jej ciało ma swoje
własne interesy. Nie warto się nim przejmować (Tokarczuk 2010, s. 341).

Ciało służy bohaterce do ciężkiej pracy zarówno w domu, gdzie sprzą-
ta, pierze i gotuje dla sześciu mężczyzn, jak też u doktorostwa, którym
świadczy podobne usługi. Ma obowiązek być nie tyle estetyczne, co uży-
teczne, wygodne, mocne i silne. Najlepiej też, aby nie sprawiało proble-
mów, bo bez jego pomocy właścicielka nie wykona swoich obowiązków.

Ciało Sabiny pełni też funkcję reprodukcyjną. Trudno powiedzieć co-
kolwiek o jej seksualności. Nie wiadomo, czy liczne potomstwo stanowi
efekt gorącego temperamentu kobiety, czy raczej potrzeb męża, z którym
prawdopodobnie nie układa jej się najlepiej. Bohaterka nie postrzega ciąży

2 Kinga Dunin przypomina o odkryciach Michela Foucaulta oraz Anthony’ego
Giddensa, mówiących o nieustannym dyscyplinowaniu ciała przez kulturę

2. Sobowtór, przyjaciółka, kochanka. Relacje kobiet z lalkami... 219

jako stanu odmiennego. „[C]iąża Sabiny jest jej cechą szczególną, naturalną.
Nigdy nie miewa mdłości, zawrotów głowy, nagłych zmian humoru, per-
wersyjnych apetytów. Ani specjalnie nie tyje, ani specjalnie nie chudnie”
(Tokarczuk 2010, s. 341). Uboga sprzątaczka zapewne przyjmuje ciążę bar-
dziej jako wiadomość o tym, że za kilka miesięcy będzie miała kolejne dziec-
ko, którym będzie musiała się opiekować, które będzie musiała utrzymywać
i które też zapewne pokocha, niż zapowiedź zmian, którym ulegnie jej ciało.

Bohaterka jest hiperkobieca, lecz kobiecością przeciwną do kobie-
cości Barbie i niejako ją uzupełniającą – kobiecością grup dyskrymino-
wanych. Zapewne wychowana w tradycyjny, opisany przez Simone de
Beauvoir sposób, Sabina, bawiąc się lalkami-dzidziusiami, uczyła się dbać
o dzieci oraz o gospodarstwo domowe. Uboga sprzątaczka nie skarży się
na swój los, lecz potajemnie zazdrości Barbie. Zbytkowne przedmioty
wydają jej się atrakcyjne, dlatego swoim „awaryjnym” życzeniem czyni
pierścionek lub sukienkę. Jednak to nie pieniędzy ani anorektycznej, wy-
muskanej kosmetykami urody Sabina zazdrości pięknej lalce najbardziej.
Bohaterka pragnie otrzymać czułość, z jaką małe dziewczynki traktują
zabawkę. Chce być pieszczona tak, jak w kulturze patriarchalnej można
pieścić tylko dzieci i – oczywiście – lalki. Marzy również o zaznaniu na-
leżnego im poczucia bezpieczeństwa oraz beztroski, aby z tej cudownej
chwili czerpać siłę do przetrwania kolejnych lat mozołu i monotonii. Nie
chce mieć ciała dziecka ani ciała singielki, akceptuje swoje macierzyństwo
i pragnie zachować jego atrybut – zapłodniony brzuch – nawet podczas
wcielania się w Barbie.

Jak zauważyła Kinga Dunin, tytułowe życzenie Sabiny, świadczy o jej
samoświadomości oraz umiejętności artykułowania własnych potrzeb
(Dunin 2004, s. 283). Sprzątaczka, wypowiadając na głos swoje tajone do-
tąd nawet przed samą sobą pragnienia, nabiera nagle asertywności oraz od-
wagi. Oświadcza zdecydowanie, że nie chce, by się z niej śmiano czy dzi-
wiono się jej potrzebom. Nie obrazi się, gdy nie zostaną zaspokojone, ale
nie chce też być z ich powodu obrażana i poniżana. Właśnie te wszyst-
kie, wymienione wyżej cechy – samoświadomość, umiejętność artykuło-
wania własnych potrzeb, asertywność i odwaga – nie pozwalają na jedno-
znaczne rozpoznanie w bohaterce tradycyjnej kobiety, biernej i cierpliwie
znoszącej wszelkie przeciwieństwa losu Matki Polki. Sabina wykracza poza

220 Weronika Górska

stereotypową żeńskość, mimo iż, jak na niewiastę przystało, nie jest rosz-
czeniowa i nie chce sprawiać nikomu kłopotu swoim życzeniem. W do-
datku wchodząc w rolę Barbie, negatywnej ikony patriarchatu i konsump-
cjonizmu, bohaterka sakralizuje ją na swój indywidualny sposób. Ciało
Sabiny-Barbie nie jest obiektem seksualnym, lokatą kapitału czy towarem,
ale obdarzonym zdolnością zmysłowego odczuwania żywym tworem.
Mimo uprzedmiotowienia i głębokiej zależności od innych – czułość, jakiej
potrzebuje Sabina, może zostać ofiarowana jej jedynie przez palce małych
dziewczynek – w ostatecznym rozrachunku ciało bohaterki istnieć ma
przede wszystkim samo dla siebie. Tego typu relacja przekształca charakter
procesu uprzedmiotowienia. Bohaterka opowiadania pragnie upodobnić
się na krótki czas do rzeczy, jednak samodzielnie decyduje o zakresie owej
przemiany, kontroluje swoją bierność, w istocie pozostając czynna. Będąc
przedmiotem, nie traci statusu podmiotu.

Tytułowe życzenie Sabiny sugeruje, że potrzeby fizyczne nie mogą
być jednoznacznie utożsamiane z potrzebami fizjologicznymi – jak seks,
jedzenie czy spanie. Potrzeby fizyczne nierozerwalnie łączą się z potrze-
bami psychicznymi, takimi jak poczucie bezpieczeństwa i bliskości. Te
zaś zagwarantować może nie tylko relacja erotyczna czy więź między
matką a dzieckiem. Sabina, chociaż zapewne wyobraża sobie czasami Ka-
zię jako własną córkę, chce od niej innego rodzaju czułości niż ta, jaką
matce może zaoferować dziecko. Przemieniając się w lalkę dziewczynki,
nie dokonuje przecież prostego odwrócenia ról, dzięki któremu sama sta-
łaby się dzieckiem Kazi. Barbie-Sabina nie jest lalką-niemowlakiem, ale
lalką w ciąży. Jest dorosłą kobietą, partnerką w zabawie dla dziecka. Kimś
na pozór nadrzędnym ze względu na swój wiek, ale jednak podrzędnym
ze względu na swoją bierność – może zatem relacja ta całkowicie wymyka
się schematom nad- i podrzędności? Może sprzątaczkę łączy z córką pra-
codawców szczególnego rodzaju więź, w której można być równą, cho-
ciaż różną?

W opowiadaniu Izabeli Filipiak Zdobycz pojawia się inny rodzaj lalki
– erotyczne akcesorium. Jerzy Szyłak zauważa, że seks-lalka rzadko poja-
wia się w pornografii. Dzieje się tak dlatego, że stosunek z nią poniekąd
ośmiesza mężczyznę, gdyż sugeruje, że nie ma on szans na „zdobycie”

2. Sobowtór, przyjaciółka, kochanka. Relacje kobiet z lalkami... 221

żywej kobiety, posiadającej uczucia, gusty i potrzeby. Poza tym lalka, jako
przedmiot, nie pozwala się uprzedmiotowić i jeszcze bardziej zdegrado-
wać (Szyłak 1996, s. 113–115, 132). Warto też zauważyć, że w pornografii

jej rolę spełnia i jej pozy przyjmuje każda modelka. Ich ciała i umysły nie
znają żadnych granic, i połączą się z penisem w każdy możliwy sposób.
[…] Usta zamienione w otwór upodabniają modelkę do lalki i sygnalizują
jej zgodę na „bycie lalką”, i bierne podporządkowanie się każdej zachciance
mężczyzny. […] Obraz kobiety z otwartymi ustami gotowej do przyjęcia pe-
nisa, jawi się nam jako wizerunek osoby, która sama się degraduje i spro-
wadza do roli instrumentu. Osoba ta nie oczekuje, iż w drodze kontaktu
seksualnego osiągnie orgazm. Źródłem jej satysfakcji ma być orgazm męż-
czyzny. […] „Lalkowatość” podkreśla jej strój. […] Skąpa odzież jest bo-
wiem jej przebraniem, kostiumem, znakiem rozpoznawczym, opakowa-
niem jednoznacznie definiującym swoją zawartość jako zabawkę (Szyłak
1996, s. 108–110).

Bohaterka Zdobyczy jest potrójnie inna, potrójnie dyskryminowana,
potrójnie słaba – to kobieta, lesbijka, imigrantka. Walczy jednak o to, aby
nie stać się bezwolną marionetką w rękach stereotypowych białych, he-
teroseksualnych mężczyzn z klasy średniej, aby się ich nie bać i im nie
ulegać. Lekceważy dobra materialne – meble, ubrania, książki – ponieważ
nie chce dać się skrzywdzić właścicielowi mieszkania, mogącemu w każ-
dej chwili ją z niego wyrzucić (Filipiak 2006, s. 21, 33).

Kobieta spaceruje nocą po niebezpiecznych dzielnicach oraz parkach,
ewentualnych napastników zwycięża siłą nie własnego ciała, ale umysłu:
„Nie wierzyłam, że chciał mnie zabić. Ale jeśli już to powiedział, będzie
musiał się tak zachowywać, jakby chciał. […] Tylko to mogłam zrobić,
żeby mężczyzna nie musiał zachowywać się tak, jak to sobie nakazał,
żebym ja nie znalazła się w pułapce ucieczki i obrony” (Filipiak 2006,
s. 23). Poprzez nocne spacery bohaterka pragnie zamanifestować własne
prawo do przebywania tam, gdzie chce, wbrew ogólnospołecznym opi-
niom, podsumowanym przez Ellyn Kaschack następująco: „kobieta może
utrzymywać, że chce wolności, gdy wychodzi wieczorem bez eskorty,
a i tak przypuszcza się, że doprasza się o napad, szczególnie, jeśli takowy
faktycznie ją spotka” (Kaschack 1996, s. 87). Samotne spacery nocą

222 Weronika Górska

stanowią dla niej manifestację wolności, odwagi, siły, prawa do samosta-
nowienia – cech, które tradycyjna kultura rezerwuje dla mężczyzn.

Bohaterka opowiadania Izabeli Filipiak postrzega świat wedle binar-
nych opozycji kat – ofiara, zdobywca – zdobycz. „Nie chciałam być
ofiarą. Chciałam być drapieżcą” – wyznaje (Filipiak 2006, s. 12). Nie uda-
je jej się zbudować pozytywnej, równoprawnej relacji z mężczyzną, za-
tem wchodzi w jego stereotypowo rozumianą rolę:

W moim kraju mężczyźni ignorowali mnie lub przejawiali agresję, nie mając
być może odwagi, by mnie adorować. Ja sama nie zmuszałam się nawet do to-
lerancji: przepływając zatokę w deszczu, mówiąc rzeczy, jakich nie odważyli
się pomyśleć, ryzykując swoją nienaruszalność za kilka stron druku, zdoby-
wając kobiety, do których oni nie odważyli się zbliżyć, oddalałam ich w nie-
ważną stronę bytu, byli nieprawdziwi jak świat rycerskich opowieści. Na tu-
łactwie niespodziewanie wypełnili moją potrzebę fascynacji, kończących się,
kiedy spostrzegłam, że tymczasowo stałam się dla nich zdobyczą. Początkowo
zachwycona adoracją, zwolniona z obowiązku uwodzenia, zanim zrozumia-
łam, że adoracja sprowadza mnie do porządku ciała, które zdobywa się po to,
by naznaczyć je sobą, już nim byłam (Filipiak 2006, s. 22).

Bohaterka stara się przekroczyć własną kobiecość poprzez przyjęcie
stereotypowych cech męskich. Nie rozważa możliwości wykreowania
własnej osoby na byt androgyniczny, czerpiący z obu modeli płciowych
to, co wydaje się w nich najbardziej wartościowe, przydatne i bliskie.
Virginia Woolf, będąca idolką Izabeli Filipiak, powołując się na Samuela
Taylora Coleridge’a, twierdziła:

Umysł dwupłciowy jest chyba mniej skłonny zwracać uwagę na różnicę płci,
niż umysł jednopłciowy. […] umysł dwupłciowy jest bardziej chłonny i wię-
cej wyraża, […] przekazuje emocje bez zniekształceń, […] jest ze swojej na-
tury twórczy, świetlisty i wewnętrznie niepodzielony (Woolf 2002, s. 123).

Izabela Filipiak stworzyła bohaterkę, która nie potrafi żyć zgodnie
z zasadą dwupłciowości i jednocześnie nie może odnaleźć własnego
miejsca w czarno-białym, kobieco-męskim, sztywnym i „wykrochma-
lonym” świecie.

2. Sobowtór, przyjaciółka, kochanka. Relacje kobiet z lalkami... 223

Bohaterka opowiadania Zdobycz potrafi uwodzić własną płeć lepiej
niż mężczyźni, lecz podobnie jak oni, zupełnie nie potrafi się z nią po-
rozumieć. Posiadając zdecydowanie męski gender, nie rozumie żeńskiej
bierności i uległości.

Znaleziona na ulicy i przyniesiona do domu przez bohaterkę seks-
-lalka stanowi prawdopodobnie metaforę stereotypowo postrzeganej ko-
biety. Jest bezwolna, bezmyślna i niema. „Wyglądała jak wielki uśpiony
owad” (Filipiak 2006, s. 22), „wciąż w tej samej sztywnej pozie Madonny
oczekującej na zwiastowanie” (s. 77). Bohaterka ma nadzieję, że „może
istnieje jakiś klucz, który rozszyfruje lalkę, może reaguje ona na określo-
ne zwroty czy hasła, może potrafi funkcjonować jako istota?” (s. 18). Nie
potrafi jednak owego klucza odnaleźć, co doprowadza ją na przemian do
wściekłości i rozpaczy.

Bohaterka Izabeli Filipiak traktuje lalkę tak, jak zgodnie z powszech-
nymi stereotypami mężczyzna traktuje kobietę. Czasem wciela się
w dżentelmena, pyta lalkę, czy woli spać od ściany czy z brzegu, propo-
nuje jej posiłek (Filipiak 2006, s. 16–26). Momentami staje się zaborcza
i pożądliwa. Śni erotycznie o lalce, nazywa ją zdobyczą, oczekuje od niej
dozgonnej wierności oraz gwałtownie reaguje, kiedy ktoś inny jej dotyka
(Filipiak 2006, s. 18–32). Bywa, że zniechęcona brakiem interakcji, zaczy-
na dostrzegać w swojej towarzyszce przedmiot: „Nie traktuj jej jak osoby,
skoro jest lalką. Lalki nie piją herbaty” (Filipiak 2006, s. 18). Czasem też
odczuwa wobec lalki irytację oraz odrazę, uważa, że lalka się z niej śmie-
je. W końcu ją rozpruwa, aby poznać rządzący nią mechanizm:

Ostrze posuwało się po skórze jak najdotkliwsza pieszczota, zostawiając za
sobą rozchylającą się bruzdę. Lalka jęknęła. Nóż wypadł mi z ręki, wyczerpa-
ny i niepotrzebny. Z rozpadliny wychylały się splątane kłącza odnóży, błysz-
czący metalowy korpus uśpionego owada. Poczułam mdłości, jednak meta-
lowy blask nie pozwolił mi przestać się w niego wpatrywać. To nie poruszało
się, była w tym jednak możliwość przebudzenia się (Filipiak 2006, s. 33).

Zachowanie bohaterki opowiadania Zdobycz przypomina postawę pod-
miotu lirycznego utworu Rafała Wojaczka pt. Piosenka z najwyższej wieży:
„I wciąż jej krwawe ciało wielbi kat / kuchennym nożem […] Teraz otwo-
rzył krzywym cięciem brzuch […] I szuka dalej […] I każdy włos jej na

224 Weronika Górska

czworo rozszczepia / Bo ciągle wierzy że przecież odnajdzie / Takim cierp-
liwym oprawcą któż by / Inny jak tylko poeta mógł być” (Wojaczek 1976,
s. 157). Próbując zrozumieć kobietę, dotrzeć do jej wnętrza mężczyzna
– podmiot liryczny – rozpruwa jej ciało. Wnętrze zawodzi – jest jeszcze
bardziej niezrozumiałe i niekomunikatywne niż zewnętrze (które po po-
dobnej interwencji chirurgicznej do niczego się nie nadaje, a przynajmniej
nie może pełnić swojej podstawowej funkcji – estetycznej).

Okazuje się, że istota obdarzona samczym genderem, mająca czy to
męskie, czy żeńskie ciało, nie jest w stanie zgłębić tajemnicy kobiety czy,
tak jak bohaterka opowiadania Filipiak, przestać postrzegać jej w katego-
riach seks-lalki, nawiązać z nią owocnego dialogu. Kobieta podatna jest
wprawdzie na gwałt, który, tak jak w przytoczonych przykładach, od-
być się może za pomocą noża lub pióra będących symbolem fallusa, lecz
gwałt ten nie jest w stanie jej ujarzmić, ani też zmusić do jakiejkolwiek
reakcji. Nasuwa się pytanie, czy winę za brak porozumienia ponoszą sami
ludzie, wchodzący w przeciwstawne role mężczyzn i kobiet oraz nie-
potrafiący znaleźć jakiegoś pośredniego, androgynicznego rozwiązania,
umożliwiającego dialog? Izabela Filipiak pozostawia je bez odpowiedzi.

Jak zauważa Kaari Utrio: „Ciało kobiety nigdy nie stanowiło jej wła-
sności. […] Było obiektem tysiącletnich przemyśleń, zabobonów i uprze-
dzeń, pogardy i podziwu, katowania i uwielbienia. […] było narzędziem
przedłużenia gatunku lub naczyniem, w którym mężczyzna gasił swe żądze”
(Utrio 1998, s. 303). Kobiety upodobnione do lalek, stanowiące piękne,
bierne przedmioty, nie mają prawa własności do swoich ciał. Kształtują włas-
ną fizyczność wedle cudzych upodobań oraz oczekiwań, a nie po to, aby słu-
żyła im samym.

Adrienne Rich stwierdza:

odzyskanie przez kobiety własnych ciał przyniesie znacznie bardziej zasadni-
cze zmiany w historii ludzkości niż odzyskanie środków produkcji przez ro-
botników. Kobiece ciało było zarówno terytorium, jak i maszyną, dziewiczą
puszczą do wykorzystywania czy linią montażową produkującą życie. Mu-
simy wyobrazić sobie świat, w którym każda kobieta jest przewodnim du-
chem własnego ciała (Rich 2000, s. 387).

2. Sobowtór, przyjaciółka, kochanka. Relacje kobiet z lalkami... 225

Nie jest oczywiście łatwo być przewodnim duchem ciała, które w za-
chodniej, patriarchalnej kulturze jest deprecjonowane, uznawane za gor-
sze od duszy, podległe jej, a nawet stanowiące dla niej zagrożenie.
Wprawdzie w przypadku żeńskich przedstawicieli gatunku ludzkiego
mamy do czynienia z wysokim wartościowaniem ciała, jednak fetyszyza-
cja zewnętrza przysparza im więcej problemów niż korzyści.

Patriarchalne myślenie ograniczyło kobiecą biologię do własnych, wąskich
specyfikacji – zauważa Adrienne Rich. – Z tych przyczyn wizja feministycz-
na wzbraniała się przed kobiecą biologią; sądzę, że zacznie się postrzegać
naszą cielesność jako bogactwo, a nie przeznaczenie. By żyć życiem prawdzi-
wie ludzkim, potrzebujemy nie tylko kontroli nad własnymi ciałami (cho-
ciaż kontrola jest warunkiem wstępnym); musimy dotknąć harmonii, cieles-
nego podłoża naszej inteligencji. […] Wiele kobiet zajmujących się pracą
intelektualną czy twórczą kładzie nacisk na fakt bycia przede wszystkim
„istotami ludzkimi”, a kobietami jedynie przygodnie, minimalizuje własną
cielesność i związki z innymi kobietami. Uczyniono z ciała coś tak proble-
matycznego, że często wydaje się prostsze zrzucić je z ramion i podróżować
jako odcieleśniony duch (Rich 2000, s. 41).

Adrienne Rich, postrzegając ciało i ducha jako nierozdzielne, zachęca
do harmonijnego rozwijania obu tych domen, bez deprecjonowania żad-
nej z nich.

W opowiadaniu Olgi Tokarczuk Życzenie Sabiny dokonuje się postu-
lowany przez Adrienne Rich proces, w którym bohaterka staje się prze-
wodnim duchem swojego ciała. Sabina przekształca Barbie, negatywną
ikonę patriarchatu, a tym samym samą siebie, w istotę czującą i samo-
świadomą, cieszącą się równowagą między własną cielesnością a ducho-
wością. Współdziałają one dla dobra Sabiny, a żadna z nich nie jest wy-
parta czy gorsza. Życzenie Sabiny dokonało zmiany w świecie, w którym
(chociaż nie powiedziano tego wprost) nie martwiono się o jej fizyczne,
ale też psychiczne, potrzeby. Bohaterka ze służącej – zarówno doktoro-
stwa, jak też własnej rodziny – zmieniła się w osobę, która może mieć ja-
kieś marzenia, potrzeby, chociażby najbardziej kontrowersyjne, inni zaś,
o dziwo, rozumieją je i zaspokajają. Czyni tak przynajmniej jej pracodaw-
czyni, zdawałoby się wyniosła doktorowa.

226 Weronika Górska

W utworze Izabeli Filipiak Zdobycz zarówno lalka, jak i symbolizowa-
na przez nią kobieta pozostaje istotą odrębną, która nie chce lub nie po-
trafi mówić w sposób zrozumiały dla otoczenia, a przynajmniej dla jego
posiadającej męski gender części. Pozostaje uprzedmiotowiona, chociaż
jednocześnie z drugiej strony jej milczenie i bierność można interpreto-
wać jako opór przed podporządkowaniem się wrogowi. Wróg zaś – ko-
bieta o wnętrzu stereotypowo postrzeganego mężczyzny, mimo pragnie-
nia zbudowania przyjacielskich relacji, potrafi tylko niszczyć to, czego nie
pojmuje i co drażni ją swoją całkowitą odmiennością.

Bibliografia

Barański Janusz
2007 Świat rzeczy. Zarys antropologiczny, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Barthes Roland
2000 Mitologie, przeł. Adam Dziadek, Warszawa: Wydawnictwo KR.

Beauvoir Simone de
2009 Druga płeć, przeł. Gabriela Mycielska, Maria Leśniewska, Warszawa: Wydawnictwo

Czarna Owca.

Domańska Ewa
2008 Humanistyka nie-antropocentryczna a studia nad rzeczami, „Kultura Współczesna”, nr 3(57),

s. 9–21.

Dunin Kinga
2004 Czytając Polskę, Warszawa: Wydawnictwo W.A.B.

Filipiak Izabela
2006 Zdobycz, [w:] Magiczne oko. Opowiadania zebrane, Warszawa: Wydawnictwo W.A.B.

Gajewska Agnieszka
2008 Hasło: feminizm, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie.

Kaschack Ellyn
1996 Nowa psychologia kobiety. Podejście feministyczne, przeł. Jadwiga Węgrodzka, Gdańsk: Gdańskie

Wydawnictwo Psychologiczne.

Krajewski Marek
2008 Przedmiot, który uczłowiecza…, „Kultura Współczesna”, nr 3(57), s. 43–54.

2. Sobowtór, przyjaciółka, kochanka. Relacje kobiet z lalkami... 227

Muniak Radosław Filip
2008 Personages, czyli antropomorfizacja przedmiotu, „Kultura Współczesna”, nr 3(57), s. 143–159.

Nelson Victoria
2009 Sekretne życie lalek, przeł. Anna Kowalcze-Pawlik, Kraków: Universitas.

Rakowski Tomasz
2008 Przemiany, przesunięcia, przedmioty przejściowe, „Kultura Współczesna”, nr 3(57), s. 55–72.

Rich Adrienne
2000 Zrodzone z kobiety. Macierzyństwo jako doświadczenie i instytucja, przeł. Joanna Mizielińska,

Warszawa: „Sic!”.

Rogers Mary F.
2003 Barbie jako ikona kultury, przeł. Ewa Klekot, Warszawa: Muza.

Szyłak Jerzy
1996 Komiks i okolice pornografii. O seksualnych stereotypach w kulturze masowej, Gdańsk: Akia.

Tokarczuk Olga
2010 Życzenie Sabiny, [w:] tejże, Gra na wielu bębenkach, Kraków: Wydawnictwo Literackie.

Utrio Kaari
1998 Córki Ewy: historia kobiety europejskiej, przeł. Mariola Gąsiorowska, Warszawa: „69”.

Wojaczek Rafał
1976 Piosenka z najwyższej wieży, [w:] tegoż, Utwory zebrane, Wrocław: Ossolineum.

Woolf Virginia
2002 Własny pokój, przeł. Ewa Krasińska, Warszawa: „Sic!”.



3 . O pamięci rzeczy i historycznej nieciągłości.

Inwentarz szczeciński

Katarzyna Perzanowska

W lipcu 2010 roku w ramach festiwalu „Spoiwa Kultury” do Szczecina
z przedstawieniem „Salto Mortale” przyjechał poznański Teatr Strefa Ci-
szy. Inscenizacyjną przestrzeń Łasztowni, szczecińskiej wyspy rzecznej,
wypełniło sześć fortepianów i cyrkowa trupa demonicznych postaci, któ-
ra zawładnęła instrumentami, przekształcając ceremonię żałobną w pełną
niszczącego szału opowieść o człowieku uwikłanym w pamięć i trauma-
tyczną historię. Fortepiany, symbolizujące kulturę wysoką, piękno i har-
monię, tu ujarzmione jak zwierzęta i doprowadzone do rozpadu, bez-
pośrednio odsyłają do dramatycznego zerwania ciągłości biografii miasta
z czasu końca II wojny światowej. Wtedy to bowiem wielka liczba in-
strumentów wyniesionych ze szczecińskich mieszkań zaległa na nabrze-
żu w oczekiwaniu planowanej wywózki do Związku Radzieckiego. Jak
się później okazało, na długie lata. Porzucone niszczały, zabierając ze so-
bą tajemnice niemieckiego miasta wraz z jego dawnym porządkiem. Ich
historię wspomina Maria Boniecka, pisarka i pierwsza redaktor naczelna
powstałego w 1956 roku w Szczecinie tygodnika „Ziemia i Morze”:

My, pierwsi szczeciniacy, pamiętamy doskonale niezliczone wraki precy-
zyjnych maszyn, rdzewiejące przez całe lata na skrajach szos, w rowach
i pobombowych lejach, porzucone na szlakach transportu do ZSRR, pa-
miętamy stosy skrzyń, czy po prostu zwalone na kupy kosztowne sprzęty,
zalegające miesiącami nabrzeża i rampy kolejowe, podobnie jak tysiące
fortepianów i pianin zwiezionych na podmokłe łąki w okolicy Jeziora

230 Katarzyna Perzanowska

Dąbskiego, gdzie w słońcu i słotach, zapomniane, otwierając kolejno spa-
czone pudła, upodobniały się coraz bardziej do zmurszałych trumien…
(Boniecka 1975, s. 14).

Wraz z fortepianami, które za sprawą widowiska symbolicznie po-
wracają do miasta, powraca też jego pamięć sprzed wojny. Powraca, bo
w Szczecinie pamięć, co diagnozuje poświęcona mu literatura, ulega za-
pomnieniu; rzeczy natomiast pozwalają ją odzyskać. To na nie, jak
zauważa Jan Assmann, człowiek projektuje „swoje wyobrażenia o celo-
wości, wygodzie i pięknie, rzeczy te zaś odzwierciedlają w pewnej mie-
rze swojego twórcę, przypominają mu o jego przeszłości, przodkach itp.
Rzeczywistość materialna, w której się poruszamy, jest zegarem: Wska-
zując teraźniejszość, odsyła do przeszłości” (Assmann 2008, s. 36).

Problemy z dwudziestowieczną pamięcią miasta to niewątpliwie sku-
tek głębokich przemian w jego strukturze demograficznej. Ludność pol-
ska, która osiedliła się w Szczecinie po 1945 roku, była silnie zróżnico-
wana zarówno pod względem pochodzenia terytorialnego1 i społecznego,
jak i obyczajów, kultury czy wykształcenia. Różnice te z łatwością można
było w mieście usłyszeć, czemu świadectwo dają „Wiadomości Szczeciń-
skie” z 15 września 1945 roku:

Ciągną tu ludzie ze wszystkich dzielnic kraju. Przynoszą ze sobą śpiewny
rytm mowy Wilna, falistą okrągłość lwowskiej gwary, nierytmiczny lecz po-
prawny język Lublina, szorstkość zdań Wielopolanka, zachwaszczony ger-
manizmami język śląska. A z ową różnicą rytmiki słów przynoszą różnice
znacznie istotniejsze – stylu życia, postaw życiowych (cyt. za: Kozłowski
1983, s. 26).

Literackim odbiciem językowych – czy, szerzej, kulturowych –
zderzeń są bohaterowie szczecińskiej powieści Bambino Ingi Iwasiów
(2008). Marysię i Janka, obcych w mieście tuż po wojnie, zdradza język
– Marysi zza Buga, Janka z Poznańskiego. Początkowo „słodko słyszą

1 Zgodnie ze spisem powszechnym przeprowadzonym w 1950 roku, na który po-
wołuje się w Historii Szczecina Tadeusz Białecki, dwie najliczniejsze grupy przybyłych sta-
nowili osadnicy z ziem centralnych i repatrianci z ZSRR, odpowiednio 69,7% i 22,2%
(Białecki 1992, s. 331).

3. O pamięci rzeczy i historycznej nieciągłości. Inwentarz szczeciński 231

nawzajem ten obcy akcent. Najukochańszy sposób mówienia. Zanim
sobie wymówią to mówienie z obcym akcentem. Tę obcość, zażegna-
ną na pewien czas przez ciała, w końcu zawsze wiarołomne, w końcu
zawsze zdradliwe” (Iwasiów 2008, s. 164).

Janek pragnie wymazać przeszłość, w tym także swój język, by móc
budować w nowym miejscu nowe życie. Zerwanie biograficznej ciągłości
znajduje swój równoważnik w biografii miasta. Jest też wstępem do ze-
rwań kolejnych, równie drastycznych i totalnych, o których czytelnik do-
wiaduje się w Ku słońcu (2010), powieści Iwasiów będącej swoistą konty-
nuacją Bambino. Za pośrednictwem języka obcości w mieście doświadcza
także Maria, dla której nauka czytania nowego miejsca oznacza rów-
nież naukę alfabetu nie-swojego języka. Rozchwianie językowej pew-
ności i identyczności prowadzi, co zauważa w kontekście tożsamości
„Obcego” Mieczysław Dąbrowski, do „zmącenia jedyności i jedności ko-
munikatu – gdyż zawsze obok miejsca wypowiedzenia słyszalne też bę-
dzie w nim miejsce urodzenia” (2001, s. 50). Opuszczenie rodzinnego
domu zmusza Marysię do szeregu tożsamościowych deklaracji, z których
najtrudniejsza dotyczy właśnie tego, „który język uznać za ojczysty, a któ-
ry za chwilowo używany, wszak nikt nie powie, niby jakim sposobem,
«gwarę»? Kto mówi po naszemu, jeśli to znaczy mówienie trochę tak
i trochę tak, właściwie na przemian” (Iwasiów 2008, s. 10).

Wyobcowanie towarzyszące nowym osadnikom było więc spowodo-
wane co najmniej kilkoma czynnikami: barierę stanowiło nie tylko nie-
kryjące się ze swą niemieckością miasto w jego warstwie polis, a więc tym,
co Ewa Rewers określa jako materialne i konkretne (ukształtowanie ar-
chitektoniczne, założenia urbanistyczne czy zarządzanie), lecz także bo-
gata społeczna różnorodność na płaszczyźnie metapolis, czyli subiektyw-
nego, ludzkiego doświadczania, postrzegania i przeżywania przestrzeni
miasta (Rewers 2005, s. 297–299). Co więcej, jego oswajaniu i społeczno-
-kulturowemu rozwojowi nie służyły ani niski poziom wykształcenia
(43,2% mieszkańców powyżej 50. roku życia jeszcze w roku 1963 nie mia-
ło nawet podstawowego), ani duży odsetek analfabetyzmu czy związana
z niestabilnością granic atmosfera ciągłej niepewności (Kozłowski 1983,
s. 27–28). W sytuacji braku zakorzenionych środowisk twórczych potrze-
bę sprowadzenia do miasta elit dostrzegał pierwszy wojewoda szczeciński

232 Katarzyna Perzanowska

Leonard Borkowicz. W jego imieniu apel wysłany do dwóch oddziałów
Związku Zawodowego Literatów Polskich podpisał ówczesny naczelnik
Wydziału Kultury, Witold Wirpsza:

W związku z akcją repolonizacji kulturalnej Ziem Odzyskanych Minister-
stwo Kultury i Sztuki wzywa literatów polskich do osiedlania się w rejonie
Pomorza Zachodniego. Na terenie województwa znajduje się do dyspozycji
literatów kilka will, które po małych remontach na koszt Zarządów Miej-
skich, będą mogły być natychmiast objęte przez literatów (cyt za: Judek
2002, s. 15).

Miasto, wobec niewielkiej liczby instytucji kulturalno-oświatowych,
wykorzystując retorykę mitu powrotu na piastowskie ziemie, kusiło więc
poniemieckimi willami. Co kryły ich wnętrza? Jedną z możliwych odpo-
wiedzi daje wierszem kalt-warm Artur Daniel Liskowacki (1994):

pierwsze słowa
nie mojego języka
poznałem we własnym domu

odkryłem je
przy żebrach kaloryfera
na gałce której nie mogłem jeszcze
objąć dłonią
ani pamięcią

kalt warm
zamykałem oczy
świeciły pod powiekami
zaklęcia
na tajemnych wrotach

Dziecięce poznanie u Liskowackiego prowadzi poprzez język do
rzeczy. To one, dzięki swojej sprawczej mocy (agency) – szeroko dysku-
towanej we współczesnej humanistyce przez takich badaczy, jak Bruno
Latour (2004) czy Alfred Gell (1998) – dają dostęp do zamkniętej w ob-
cym kodzie przeszłości, pobudzają wyobraźnię, zmuszają do namysłu

3. O pamięci rzeczy i historycznej nieciągłości. Inwentarz szczeciński 233

nad tożsamością miejsca i tożsamością własną. Dziecięca zabawa
w ciepło-zimno zmienia znaną i bliską przestrzeń domu w pole gry te-
go, co swoje, z tym, co obce. Rzeczy natomiast umożliwiają wybrzmie-
nie podstawowych pytań dotyczących nieodległej historii miasta i miej-
sca, jakie zajmują w nim jego nowi mieszkańcy. Można również, tak jak
Michał Matlak, zaryzykować twierdzenie, że rzeczy w Szczecinie stano-
wią ważny bodziec do polsko-niemieckiego pojednania. Kontakt z nimi
pozwala bowiem dostrzec w Niemcach nie tylko sprawców polskiego
dramatu, lecz także normalnych, mających swoje obowiązki i społeczne
role ludzi (Matlak 2010, s. 81).

W konstruowaniu pamięci – tej literackiej i pozaliterackiej – rzeczy
stanowią pomost łączący przeszłość z teraźniejszością. Niepokoją, ale
i pomagają posiąść złudzenie panowania nad przeszłością. Ta z kolei,
zwłaszcza w dyskursie modernistycznym, potrzebna jest jako fundament,
na którym można zbudować siebie w świecie, dokonać samookreślenia
i rewindykacji, co trafnie oddaje Przemysław Czapliński, stwierdzając, że
chcemy „«mieć przeszłość», bo kto «ma przeszłość», ten ma coś, co go
określa, coś stałego i niezmiennego” (Czapliński 2001, s. 23).

Nie dziwi więc, że substancjalność przedmiotu zdaje się szczególnie
atrakcyjna dla szczecińskich narracji tożsamościowych. Nie przez przy-
padek także ku rzeczom zwracają się autorzy piszący o innych miastach
hybrydycznych, jak chociażby Gdańsk (Chwin 1995). Szczecin natomiast
swój inwentarz zawdzięcza przede wszystkim zbiorowi opowiadań-
-esejów Cukiernica pani Kirsch Liskowackiego (1998). Poniemieckość wpi-
sana w fajansową cukiernicę, srebrne monety, skorupy glinianego garnka,
muszlę, wieczne pióro, aluminiowe obrączki czy akwarelę często pozo-
staje w uśpieniu, przywodząc jednak na myśl tkankę miasta z palimpse-
stowo prześwitującymi spod nowych warstw obcymi napisami. To na jej
„czerwonym murze wyłazi jakieś słowo z kropkami nad u” (Liskowacki
2002, s. 35).

Konstatując: „Nie wiem, więc być mogło jak zechcę” – w ten sposób
narrator jednego z opowiadań Cukiernicy… daje sobie przyzwolenie na
dopisanie minionej historii srebrnym dwuzłotówkom (Liskowacki 1998,
s. 24). Otrzymane na pamiątkę ślubu, uzyskują swą wartość nie jako
eksponaty numizmatyczne, a pełniąc rolę świadka życia w skali mikro,

234 Katarzyna Perzanowska

poprzez niezliczone wędrówki z rąk do rąk, ale także świadka historii
w skali makro. Wyraźnie zaznaczony zostaje więc powrót do utożsamia-
nia historii ze świadectwem, ponieważ ta, na co wskazuje Jacques Le
Goff, na początku rzeczywiście była opisem, opowieścią kogoś, kto mógł
powiedzieć „widziałem” (Le Goff 2007, s. 33). Retrospekcja na poziomie
wielkiej historii sięga w przypadku monet początków polskiej państwo-
wości czy wcześniejszych jeszcze Wenedów (Słowian nota bene nadbałtyc-
kich), przy czym punktem wyjścia do owej historii naturalnej pieniądza
w Polsce jest przedwojenny Stettin. Kondensująca czas klamra Stettin –
Szczecin, obejmując wielowiekową opowieść, wskazuje na ciągłość za-
korzenionej w przeszłości słowiańsko-polskiej historii. Ciągłość ta opiera
się jednak na pewnym paradoksie, który tkwi, zdaniem Benedetta Croce-
go przywoływanego przez Le Goffa, w historii – nieustannie przypomi-
nane i rozważane wydarzenia przeszłości przestają się mieścić w czasie,
są wiecznie teraźniejsze. Historia bowiem, nieważne jak daleko sięgają-
ca w przeszłość, „odnosi się do bieżących potrzeb i do teraźniejszych sy-
tuacji, w których te historyczne wydarzenia znajdują odbicie” (Le Goff
2007, s. 165). Podobnie srebrne monety z wpisaną w nie narracją łą-
czą oba aspekty czasu i sytuują się gdzieś poza nim, pokazując, co ob-
serwuje w kontekście problematyki czasowości Maurice Merleau-Ponty,
że tak, jak w historii, „w samych rzeczach przyszłość i przeszłość nieja-
ko preegzystują i wiecznie trwają razem” (Merleau-Ponty 2001, s. 433).
W monetach tych, oprócz historii, a więc obecności krzyżowego dena-
ra czy cynkowego grosza, Stettina z jego prohitlerowskim entuzjazmem
i ogarniętego wyliczonym statystycznie bezrobociem Szczecina, tkwi tak-
że podlegająca deformacji i mitologizacji pamięć. Jej obecność zaznacza
się w narracji przez bezpośrednią indywidualizację doświadczania przed-
miotu. „Wypolerowana dotykiem aż do zatarcia rysunku, wygładzona po
brzegu, zszarzała” moneta objawia się w swojej jednostkowości, wskazu-
jąc na niepowtarzalną i sobie tylko właściwą opowieść, której dopisywa-
nie jest zabiegiem opartym bardziej na przypuszczeniach niż na rekon-
strukcji faktów (Liskowacki 1998, s. 21).

Nośnikiem historii i pamięci miasta jest także w opowiadaniach
Liskowackiego muszla otrzymana od S., późniejszego uzdrowiciela.
Przeprowadzenie pomostu między teraźniejszością, a więc polem przy

3. O pamięci rzeczy i historycznej nieciągłości. Inwentarz szczeciński 235

popegeerowskim osiedlu na obrzeżach Szczecina połowy lat 80., a prehi-
storią, wspólnym początkiem wszelkiego istnienia, wskazuje na odwiecz-
ność miasta, na osadzenie go już w skamielinie. Narrator zdaje się prze-
konany o istnieniu i możliwości dotarcia do istoty rzeczy, „w istocie stoi
więc na stanowisku wczesno-modernistycznym, przepełnionym wiarą
w istnienie zintegrowanej jaźni i czytelnego, choć wymagającego dodat-
kowych operacji intelektualnych, szyfru rzeczywistości” (Iwasiów 1998,
s. 129). Bogata metaforyka muszli zwraca uwagę na wspólny, naddany
sens wiecznej trwałości i niezniszczalnej energii. Muszla jest tu opoką
stałości porządku świata, posiada pamięć swojej przeszłości, jest „gład-
ka, jakby jeszcze wczoraj szlifowało ją morze”, przez co „zdumiewająca
w swojej wierności temu, czym była” (Liskowacki 1998, s. 10). Znalezio-
na w ziemi, pierwotnie bezimiennej, zakorzenia w niej miasto. Funkcjo-
nując jako bezpieczne schronienie, wskazuje na możliwość osiedlenia się
i zadomowienia w tej przestrzeni.

Przekonanie o ciągłości dziejów świata wyrażone zostaje także po-
przez gliniane skorupy, które, niosąc w sobie ślady przeszłych kultur,
a także pamięć własnej minionej funkcji, trwają przez wieki w dwojaki
sposób: jako archeologiczne pozostałości zachowane przez przygarniającą
je ziemię i jako wspomnienia po garnkach i dzbankach minionych epok,
rozbijanych i lepionych wciąż na nową modę. Sięganie do glinianej histo-
rii Sumeru i projektowanie jej na chwilę obecną jest o tyle istotne, o ile
może powiedzieć coś o teraźniejszości. Myśl o fragmentaryczności wtło-
czona zostaje więc w ramy większej, nieprzerwanej wspólnoty, której po-
wolne przeobrażanie jawi się jako naturalny proces. Przeciwstawienie się
mu, przerwanie w sztuczny sposób, jak robi to jedna z bohaterek, wy-
jeżdżając z miasta i przybierając niemieckie obywatelstwo, nie może się
udać. Odrzucenie „skorup” przez Martę, tak jak powojenne hasła wyru-
gowania niemieckości ze Szczecina, możliwe jest jedynie na gruncie ad-
ministracyjnym, nie tożsamościowym. Projekt natychmiastowej zmiany
„obywatelstwa” miasta za pomocą ostrego cięcia to wystąpienie przeciw
historii i pamięci, a więc przeciw temu, co jest zasadniczym elementem
tak budowanej tożsamości.

Słuszna więc wydaje się diagnoza postawiona przez Czaplińskiego,
który sytuuje zbiór opowiadań Cukiernica… wśród utworów dokonujących

236 Katarzyna Perzanowska

próby przywrócenia przeszłości, charakteryzowanych przez „poleganie na
pamięci, a także traktowanie przeszłości jako fundamentu najważniejszych
samookreśleń” (Czapliński 2001, s. 15). Należy jednak zastrzec, że operacje
dokonywane na przeszłości polegają tu nie tyle na jej przywracaniu, co na
uobecnianiu, dla którego podwaliny daje silne przekonanie o bezwzględ-
nym i naturalnym współistnieniu przeszłego w teraźniejszym. Przyjęcie
takiego zastrzeżenia ma wiele konsekwencji niepozwalających w sposób
jednoznaczny mówić o nostalgiczności szczecińskich opowiadań.

Wzór ten pełniej zrealizowany zostaje przez Bartosza Ulkę w powie-
ści Perła Europy traktującej o Stettinie lat 30. XX wieku. Literackie mia-
sto zachwyca w niej swoją barwnością i rozmachem, sugerując – ku po-
krzepieniu serc, jak stwierdza Alan Sasinowski (2009, s. 11) – że między
współczesnymi mieszkańcami miasta i ich poprzednikami wciąż istnie-
je pewna ciągłość. Natomiast u Liskowackiego kategoria nostalgii nie zo-
staje dopełniona w kilku aspektach: odpominanie nie zawiera w sobie
bolesnej rozkoszy, negacji obecnej chwili, ani prostej tęsknoty za minio-
nym, przeciwstawiając się wyraźnie rozumieniu nostalgii jako tej, która
„blokuje dostęp do teraźniejszości, otula przeszłość idealizującym płasz-
czem, żywi się złudzeniem zatrzymanego czasu” (Czapliński 2001, s. 39).
Przeciwnie, literacka archeologia przedmiotów pozwala odnaleźć prze-
szłość w teraźniejszości, jednocząc je ze sobą, a nie przeciwstawiając.
Wspólne z projektami nostalgicznymi wydaje się jednak źródło takiej po-
trzeby – konieczność zapełnienia pustki, która nie pozwala na konstytu-
owanie się spójnej tożsamości. Uobecnienie przeszłości, jej rozpoznanie,
przyjęcie i włączenie w teraźniejszy dyskurs stanowi, tak w przypadku
przywołanych opowiadań, jak i w społecznej diagnozie Le Goffa, anti-
dotum na poważne problemy tożsamościowe (Le Goff 2007, s. 42). Nie
zmienia tego także formalne zróżnicowanie wypowiedzi zbioru, wykra-
czające poza tradycyjne ramy gatunku. Łączenie opowiadania z esejem nie
jest w tym wypadku, co podkreśla także Iwasiów, projektem postmoderni-
stycznym, pokładającym wiarę w wyczerpanie dotychczasowych wzorców;
odwrotnie – wyraża ono przekonanie o możliwości zbudowania pełnego,
scalonego i komplementarnego świata (Iwasiów 1998, s. 129–130).

Odkrywanie rzeczy, a więc równoprawne posługiwanie się dyskursem
historii i pamięci, postuluje potrzebę zachowania ciągłości w mówieniu

3. O pamięci rzeczy i historycznej nieciągłości. Inwentarz szczeciński 237

o mieście oraz wyjścia poza czas. Nie oznacza to jednak, że proces ten
przebiega harmonijnie, czego przykładem jest odsłaniany w zbliżeniach za
pomocą podwójnego kodu i podwójnej perspektywy Stettin – Szczecin,
do którego dostęp umożliwia zapisana w przedmiotach poniemieckość.
Owa poniemieckość w pierwszej kolejności odsyła bowiem nie w prze-
szłość, a w doświadczenie współczesne, określając rzeczy, „które tutaj zas-
taliśmy. Tu – to znaczy w Szczecinie, w naszym po nich. My – to znaczy
oni, my przede mną” (Liskowacki 1998, s. 152). Wejrzenie w niemieckość,
uobecnienie jej w trybie „post”, dokonywane także przez próbę poznania
jej od wewnątrz, jaką podejmuje Liskowacki zwłaszcza w powieści Eine
kleine, równoznaczne jest z próbą przekroczenia granicy obcości. Należy
jednak mieć świadomość, że opowiadanie szczecińskiej przeszłości „mo-
wą” przedmiotów nie może zapominać „o swym językowym charakterze,
umowności, dyskursywności. Rzeczy mówią, lecz ich gramatyka jest
wtórnie ujęzykowiona” (Iwasiów 2004, s. 173), nie zapewnia więc dotarcia
pod powierzchnię, potęgując daremność podejmowanych poszukiwań.

Bibliografia

Assmann Jan
2008 Pamięć kulturowa. Pismo, zapamiętywanie i polityczna tożsamość w cywilizacjach starożytnych,

przeł. Anna Kryczyńska-Pham, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.

Białecki Tadeusz
1992 Historia Szczecina. Zarys dziejów miasta od czasów najdawniejszych do 1980 r., Wrocław: Zakład

Narodowy im. Ossolińskich.

Boniecka Maria
1975 Ucieczka za druty, Londyn: Polska Fundacja Kulturalna.

Chwin Stefan
1995 Hanemann, Gdańsk: Wydawnictwo Marabut.

Czapliński Przemysław
2001 Wzniosłe tęsknoty. Nostalgie w prozie lat dziewięćdziesiątych, Kraków: Wydawnictwo Literackie.

Dąbrowski Mieczysław
2001 Interkulturowość jako metoda badania literatury, [w:] tegoż, Swój/obcy/inny. Z problemów inter-

ferencji i komunikacji międzykulturowej, Warszawa: Świat Literacki.

Gell Alfred
1998 Art and Agency. An Anthropological Theory, Oxford, New York: Clarendon Press.

238 Katarzyna Perzanowska

Iwasiów Inga
1998 Szyfr świata, „Pogranicza”, nr 4, s. 129–130.
2004 Parafrazy i reinterpretacje. Wykłady z teorii i praktyki czytania, Szczecin: Wydawnictwo Naukowe

Uniwersytetu Szczecińskiego.
2008 Bambino, Warszawa: Świat Książki.
2010 Ku słońcu,Warszawa: Świat Książki.

Judek Cecylia
2002 Rok 2003 – Rokiem Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Związki poety ze Szczecinem, „Biblio-

tekarz Zachodniopomorski”, nr 4, s. 14–22.

Kozłowski Kazimierz
1983 Kształtowanie się środowisk artystycznych w Szczecinie (1945–1959), Poznań–Szczecin: Instytut

Zachodni.

Latour Bruno
2004 Why has Critique Run out of Steam? From Matters of Fact to Matters of Concern, „Critical

Inquiry”, t. 30, nr 2, s. 225–248.

Le Goff Jacques
2007 Historia i pamięć, przeł. Anna Gronowska, Joanna Stryjczyk, Warszawa: Wydawnictwa Uni-

wersytetu Warszawskiego.

Liskowacki Artur Daniel
1994 Kalt – Warm, [w:] tegoż, Atlas ptaków polskich, Szczecin: „Barbara”, s. 41.
1998 Cukiernica Pani Kirsch, Szczecin: „Albatros”.
2000 Eine kleine, Szczecin: „13 Muz”.
2002 Pożegnanie miasta i inne szkice z pamięci, Szczecin: „13 Muz”.

Matlak Michał
2010 Szczecińskie urzeczenie. Rzeczy jako aktorzy procesu konstruowania pamięci, „Pogranicza”, nr 5,

s. 81–88.

Merleau-Ponty Maurice
2001 Fenomenologia percepcji, przeł. Małgorzata Kowalska, Jacek Migasiński, Warszawa: Fundacja

Aletheia.

Rewers Ewa
2005 Post-polis. Wstęp do filozofii ponowoczesnego miasta, Kraków: Universitas.

Sasinowski Alan
2009 Oswajanie miasta, „Kurier Szczeciński”, nr 253.

Ulka Bartosz
2009 Perła Europy, Łódź: Księży Młyn.

Zawada Andrzej
1996 Breslau. Eseje o miejscach, Wrocław.

Biogramy

Karolina J. Dudek – absolwentka Szkoły Nauk Społecznych PAN, zarządzania oraz
stosunków międzynarodowych w Szkole Głównej Handlowej, etnologii na Uniwersy-
tecie Warszawskim, a także studiów podyplomowych Instytutu Polonistyki Stosowanej
UW. Doktorat Teoria zarządzania między nauką a praktyką obroniła w Instytucie Filo-
zofii i Socjologii PAN. Współautorka filmu antropologicznego Żeby to było ciekawe…
(2009). Publikowała między innymi w „Kulturze i Społeczeństwie”, „Kulturze i Eduka-
cji”, „Kulturze – Historii – Globalizacji”, „Etnografii Nowej”, „Ludzie” i kilku tomach
zbiorowych. Obecnie realizuje projekty badawcze w IFiS PAN (grant NCN) i IEiAK UW
(granty dofinansowane ze środków MKiDN i EEA Financial Mechanism 2009–2014).
Sekretarz redakcji „Stanu Rzeczy”.

Weronika Górska – absolwentka klasy kulturoznawczo-dziennikarskiej w III LO
im. Stefana Batorego w Chorzowie, filologii polskiej na Uniwersytecie Śląskim oraz
Studium Literacko-Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Publikowała m.in.
w „Migotaniach”, „Akancie”, „Szafie”, „Śląsku”, „Nowym Zagłębiu”, „SosnArcie”,
„ArtPapierze”, „Guliwerze” oraz na antenie Radia Katowice i Radia Piekary. Laureatka
kilkudziesięciu konkursów literackich, związana z bytomską Grupą Poetycką Obok
Sceny oraz z chorzowskim Portem Poetyckim. W 2012 roku ukazał się jej tom wierszy
Rozsznurowywanie.

Katarzyna Kraczoń – absolwentka filologii polskiej i kulturoznawstwa, doktorantka w In-
stytucie Kulturoznawstwa UMCS. Przygotowuje rozprawę doktorską na temat semiotyki
gestów rytualnych w polskiej kulturze tradycyjnej. Jest współredaktorką tomu pokonferen-
cyjnego Jan Pocek – poeta, co śpiewał i orał oraz autorką kilkunastu tekstów publikowa-
nych w tomach pokonferencyjnych oraz w takich czasopismach, jak „Przegląd Religioznaw-
czy”, „Twórczość Ludowa”, „Literatura Ludowa”, „Lud”, „Okolice”. Redaguje czasopismo
naukowe „Acta Humana”, a także portal kulturaludowa.pl. Jej zainteresowania naukowe
koncentrują się wokół zagadnień związanych z komunikacją kulturową, semiotyką, sztuką
i literaturą ludową.

240 Biogramy

Katarzyna Maniak – doktorantka w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ.
Działaczka NGO-sów. Bada tematykę współczesnego muzealnictwa i profesji kuratora. Zaj-
muje się sztukami wizualnymi i antropologią sztuki.

Ewa Nizińska – absolwentka matematyki i etnologii na Uniwersytecie Warszawskim, dok-
torantka w Instytucie Historii PAN. Zainteresowana antropologią pamięci i antropologią rze-
czy. Od kilku lat prowadzi badania terenowe w Samborze (Ukraina Zachodnia) i temu mia-
stu poświęci rozprawę doktorską. Asystentka redakcji „Roczników Dziejów Społecznych
i Gospodarczych”.

Katarzyna Perzanowska – filolożka polska i angielska (Uniwersytet Szczeciński), obecnie
przygotowuje rozprawę doktorską z dziedziny nauk o mediach na Wydziale Dziennikarstwa
i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Jej zainteresowania badawcze obejmują
XVIII-wieczne angielskie podróżopisarstwo oraz polską literaturę faktu ze szczególnym
uwzględnieniem reportażu prasowego.

Agata Rybus – absolwentka Instytutu Kultury Polskiej oraz Instytutu Etnologii i Antro-
pologii Kulturowej, doktorantka Wydziału Historycznego UW. Założycielka i była prze-
wodnicząca Koła Naukowego Antropologii Rzeczy i Muzealnictwa. Zainteresowania ba-
dawcze: antropologia mobilności, antropologia medyczna, folklorystyka, humanistyczne
rozważania nad materialnością. Prowadzi badania w Indiach nad współczesnymi proce-
sami glokalizacyjnymi.

Elżbieta Skokowska – w 2011 roku ukończyła IEiAK UW z tytułem magistra. Zdobyte
podczas studiów umiejętności i wiedzę wykorzystuje w pracy zawodowej w obszarze ko-
munikacji i PR, nadając ludzką twarz jednej z korporacji. Prywatnie nie może żyć bez Tatr,
herbaty, dobrej literatury i drobnych radości życia codziennego.

Krzysztof Snarski – kulturoznawca, muzeolog, regionalista, kustosz w Muzeum Okręgo-
wym w Suwałkach. Od 2006 roku kierownik Działu Etnografii. Doktorant w Instytucie
Kulturoznawstwa Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, specjalizujący się
w kulturze mniejszości religijnej staroobrzędowców. Autor i współautor licznych ekspozy-
cji muzealnych, a także artykułów naukowych dotyczących tożsamości kulturowej miesz-
kańców Suwalszczyzny.

Małgorzata Sypniewska – absolwentka Wydziału Polonistyki UJ. Obecnie przygotowu-
je pracę magisterską na kierunku Edytorstwo UJ (Interpretacja teatralna Opisu obyczajów
Jędrzeja Kitowicza) oraz pracę magisterską na kierunku Etnologia i Antropologia Kultu-
rowa UJ (Performatywna osobowość drag queen). Zainteresowania: literatura austriacka,
teatr japoński.

Katarzyna Szkaradnik – absolwentka filologii polskiej i kulturoznawstwa, doktorantka
na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Publikowała m.in. w czasopismach „Kultura
i Historia”, „Anthropos?” i „Hybris”, systematycznie współpracuje z czasopismem kultu-
ralnym „artPAPIER”; współredagowała Dzienniki z lat 1935–1945 Jana Szczepańskiego,

Biogramy 241

uhonorowane Nagrodą Historyczną „Polityki”. Wśród jej zainteresowań można wymie-
nić antropologię literatury, problematykę tożsamości, historię idei oraz filozofię herme-
neutyczną i egzystencjalną.

Katarzyna Waszczyńska – etnolożka, wykłada w Instytucie Etnologii i Antropologii
Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się zagadnieniami oscylującymi wo-
kół etnografii regionalnej Polski, a szczególnie współczesnych przejawów regionalizmu;
antropologii rzeczy i muzealnictwa. Od 2008 roku koordynatorka i prowadząca projekt
muzealny pt. „Miniatury etnograficzne” realizowany w Lelisie, Wachu (woj. mazowiec-
kie), a w 2015 roku w Wilamowicach (woj. śląskie). Drugim nurtem jej zaintereso-
wań naukowych i badawczych jest problematyka etniczna i tożsamościowa w Europie
Środkowo-Wschodniej. Prowadzi badania w Republice Białoruś.


Click to View FlipBook Version