The words you are searching are inside this book. To get more targeted content, please make full-text search by clicking here.

Broszurka stanowi swoistego rodzaju podsumowanie tegorocznych wyjazdów misyjnych z ramienia WMS. Składa się ze świadectw oraz zdjęć wolontariuszy.

więcej na: www.wms.sds.pl
oraz FB: Wolontariat Misyjny Salvator-fanpage

Discover the best professional documents and content resources in AnyFlip Document Base.
Search
Published by wmsmarta, 2017-10-29 14:30:46

Wyjazdy Misyjne Wolonatariatu Misyjnego Salvator 2017

Broszurka stanowi swoistego rodzaju podsumowanie tegorocznych wyjazdów misyjnych z ramienia WMS. Składa się ze świadectw oraz zdjęć wolontariuszy.

więcej na: www.wms.sds.pl
oraz FB: Wolontariat Misyjny Salvator-fanpage

Keywords: wolontariat,misyjny,salvator,misje,salwatorianie,sds,kościół,młodzież

WOLONTARIAT MISYJNY SALVATOR

WYJAZDY
MISYJNE 2017

ALBANIA|BIAŁORUŚ|GRUZJA|UKRAINA|WĘGRY|RUMUNIA|FILIPINY|ROSJA|ZAMBIA



Słowem wstępu

W jednym z ogólnopolskich czasopism o tematyce misyjnej ukazały się statystyki
podsumowujące zaangażowanie wolontariuszy misyjnych na przełomie ostatniego roku.
Na pierwszym miejscu znalazł się Wolontariat Misyjny Salvator. Ponad 60 wolontariuszy
posłanych tam gdzie byli potrzebni. To wielka radość i zarazem wielka duma.  Ale trzeba

jednocześnie zaznaczyć że w naszej posłudze to nie suche liczby są najistotniejsze.
Tym co liczy się najbardziej jest: zaangażowanie w posługę drugiemu człowiekowi, pełna
żarliwości wiara pozwalająca ,,góry przenosić” i miłość, która otwiera na potrzeby innych.

Ten krótki biuletyn, który oddajemy w Twoje ręce to tylko nieudolna próba opisania
wielkiej przygody jaka jest posłanie misyjne w różne zakątki świata. Owa przygoda

rozgrywała się (i rozgrywa) w kilkunastu odsłonach w bardzo różnych kulturach
i miejscach. To historia opisująca piękno przyrody i zachwyt nad miejscowymi
zwyczajami, potrawami czy kulturą ale nade wszystko to wspomnienie spotkania
z człowiekiem. Człowiekiem z pozoru bardzo różnym i nie posiadającym wspólnego
mianownika. Jednak szybko się okazuje że ten człowiek jest taki sam na syberyjskiej
wiosce, w dużym filipińskim mieście, afrykańskim buszu czy albańskim miasteczku.
Jest taki sam bo wszędzie gdzie jest słaby i odtrącony potrzebuje pochylenia nad nim

i odrobiny miłości. I właśnie tę posługę miłości staramy się wypełniać jako
Wolontariat Misyjny Salvator, stworzony i posłany po to aby służyć. Zapraszam do

zapoznania się z krótką relacją z naszej działalności.

Dyrektor Wolontariatu Misyjnego Salvator



Gdzie udało się nam dotrzeć

MISJA RUMUNIA

GDZIE? Timisoara
KIEDY? 9.07-23.07
KTO? Joanna Iwanowska, Natalia Kącka,
Katarzyna Owoc, Dawid Sobel, Zuzanna
Cudecka, Natalia Krawiec, Agnieszka Michałek
CO? Praca z dziećmi w trakcie
zorganizowanych kolonii, pomoc w bieżącej
działalności parafii.

Wyjazd do Rumunii był moją pierwszą przygodą misyjną.
Początkowo najcięższe były poranki. Nic dziwnego, biorąc
pod uwagę to, że chcieliśmy wykorzystać każdą chwilę i do
późna byliśmy na nogach, przygotowując zajęcia na
następny dzień czy też integrując się przy grach
planszowych lub dobrym filmie. Wstawaliśmy o 6.55, by już o
7 uczestniczyć we Mszy świętej po rumuńsku, węgiersku lub
niemiecku. Po szybkim śniadaniu pędziliśmy do sali, gdzie
zaczynały zbierać się dzieci. Przedział wiekowy był dość duży
(4-17 lat) jednak staraliśmy się, by każdy znalazł coś dla
siebie wśród zajęć ruchowych, plastycznych czy muzycznych.
Sami odkrywaliśmy w sobie nowe talenty, by sprostać temu
zadaniu. Przygotowaliśmy również ,,wydarzenia specjalne", a
z największym entuzjazmem spotkał się konkurs talentów.
Sami byliśmy zaskoczeni, że dzieciaki tak ochoczo występują
przed grupą, pokazując najróżniejsze zdolności.

Zajęcia z dziećmi to nie jedyne wspaniałe doświadczenie z
wyjazdu. Razem z miejscowym chórem przygotowaliśmy
oprawę muzyczną niedzielnej Mszy Świętej, odwiedziliśmy
dziesięcioosobową rodzinę, która przez większą część roku 
posługuje na misji w Mołdawii oraz zobaczyliśmy wiele
urokliwych miejsc w Timisoarze i okolicy.
Często dzień pracy kończyliśmy w kuchni zajadając się
pysznym arbuzem. Na sam koniec dnia gromadziliśmy się w
kaplicy, by podziękować za wszystko Temu, który pozwolił
nam być razem w tym miejscu oraz codziennie obdarowywał
ogromem łask i sił do działania.

1 | WYJAZDY 2017 WMS

,,Na sam koniec dnia Nasza misja na pewno nie byłaby tym samym, gdyby
gromadziliśmy się w kaplicy, by nie pomoc wspaniałych ludzi: przede wszystkim
księdza Pistiego SDS czy osób miejscowych, które
podziękować za wszystko pomagały nam w tłumaczeniu i porozumiewaniu się
Temu, który pozwolił nam być z dziećmi.
Dla mnie osobiście był to niezapomniany czas
razem w tym miejscu oraz zbliżenia z Bogiem i z ludźmi. Dzieciaki dały nam
 codziennie obdarowywał ogrom radości i miłości. Wspaniale było obserwować
ogromem łask i sił do działania." to, jak podczas naszych spotkań znikały wszystkie
podziały - wszyscy traktowali siebie nawzajem  z
równym szacunkiem i otwartością. Czuliśmy się
razem jak wielka rodzina. Te dwa tygodnie minęły
bardzo szybko, ale zapamiętamy je na długo!

Natalia Kącka

WMS 2017 WYJAZDY| 2

MISJA UKRAINA

GDZIE? Brzozdowce
KIEDY? 30.07-13.08
KTO? Kinga Stępień, Karolina Stępień, kl. Kamil Stępień,
Patrycja Gorgol, Katarzyna Rzepka, Anna Mózgowiec
CO? Organizacja zajęć wakacyjnych dla dzieci z wioski, prace fizyczne
przy placówce misyjnej.

Niezaprzeczalnie podczas trwania wolontariatu jakoś okiełznać… Ale w ten dzień w zeszycie - w którym
tworzyliśmy wspólnotę, której przyświecał jeden cel, pisałam krótkie notatki od czasu do czasu - pojawił się
czyli zapewnienie dzieciakom niecodziennych atrakcji, wpis: „Jestem załamana. Chce mi się płakać. Dzisiaj było
żeby urozmaicić im czas letnich wakacji. Jednak mamy strasznie. Dzieci nie słuchały i robiły co chciały.” I tak
różne spostrzeżenia, różne myśli i wspomnienia z tych właśnie było. Po powrocie na plebanię nie miałam na
dwóch tygodni przeżytych na Ukrainie, dlatego nic siły ani ochoty. To nie były tylko moje odczucia.
chcemy, żeby każdy z nas podzielił się tym, co Po skończonych zajęciach prawie ze sobą nie
najbardziej ujęło go na misji w Brzozdowcach. rozmawialiśmy, ale widziałam, że każdy z nas zastanawia
KINGA: Będąc na Ukrainie, każdy dzień był pełen się, dlaczego tak było, co zrobiliśmy źle? Nie mieliśmy
wrażeń. Ale jeden szczególnie zapadł mi w pamięć. ochoty na nic, a czekała nas jeszcze jedna
Był to czwartek- przedostatni dzień zajęć z dziećmi. niespodzianka. Zostaliśmy zaproszeni na grilla, który był
Mieliśmy przygotowane dla nich różne atrakcje. przygotowany specjalnie dla nas. I bardzo dobrze, że
Wydawało mi się, że już wszystko przerobiliśmy i nic ten dzień nie zakończył się na tym. Bardzo się cieszę,
nas nie zaskoczy. Ze wszystkimi trudnościami że pomimo tego wszystkiego pojechaliśmy nad jezioro,
dawaliśmy sobie wspólnie radę. Nauczyliśmy się gdzie czekali na nas rodzice ze swoimi dziećmi, by
komunikować ze sobą i z dziećmi. Radziliśmy sobie ugościć nas najlepiej, jak tylko się dało. Ich otwartość
z tak liczną gromadką uczestników, staraliśmy się ich i życzliwość sprawiła, że czułam się tam jak w domu. 

3| WYJAZDY 2017 WMS

Pozwoliło to nam zupełnie zapomnieć o tych Niewątpliwie czuć było między nami,
emocjach sprzed popołudnia i zebrać siły, by na wolontariuszami, wspólnotę i więź. Jesteśmy bardzo
następny dzień z nową energią znów cieszyć się różni, przez co każdy z nas był tam potrzebny i
spotkaniem z dziećmi. W chwili, kiedy te negatywne niezastąpiony. Troszczyliśmy się o siebie nawzajem,
emocje minęły, miałam bardzo duże wyrzuty motywowaliśmy się, rozmawialiśmy, pocieszaliśmy
sumienia, że niejako zwątpiłam w nie, ponieważ  i żartowaliśmy, a przede wszystkim – modliliśmy
przez wcześniejsze dni naprawdę nie dawały nam się razem.  
powodów do smutku, a wręcz przeciwnie - Teraz, choć już upłynęło sporo czasu, nadal jak myślę
otrzymywaliśmy ogrom radości ze spotkań z nimi. o misji w Brzozdowcach, czuję takie niesamowite
Wdzięczność, jaką nas obdarzały była nie do ciepło w sercu. Z całego wyjazdu chyba najbardziej
opisania. Te iskierki, które pojawiały się w ich oczach, utkwiła mi w pamięci rzecz dość codzienna, choć dla
kiedy byliśmy z nimi, to najlepsze, co mogło nas tam mnie niezwykła. Każdego dnia, gdy zaczynaliśmy
spotkać. To był tylko taki jeden dzień - kryzysu, który zajęcia z dziećmi, one podbiegały do nas i przytulały
pozwolił nam docenić inne dni, gdy wszyscy z chęcią nas tak mocno i z taką miłością, jakby nie widziały
i zapałem podchodzili do zajęć. nas miesiącami. I podobnie na koniec zajęć – po
modlitwie tabun dzieciaków gnał w naszą stronę
ANIA: Już jakiś czas temu zauważyłam, że Bóg lubi żeby objąć nas w pasie i okazać tym samym swoją
bawić się ze mną w podchody albo jakąś specyficzną, wdzięczność i to, że nasz wysiłek nie idzie na marne
wymyśloną specjalnie dla mnie grę terenową. Stawia – że jesteśmy tam faktycznie potrzebni.
na drodze mojego życia różne wskazówki, zadania Wspaniale było tam być i poświęcić te dwa tygodnie
czy wyzwania, które muszę odgadnąć lub wypełnić, wakacji. Pojechałam na wolontariat, żeby dać innym
żeby "przejść dalej". Mnóstwo rzeczy musiało się coś z siebie. Swój czas, zaangażowanie, obecność… I
stać, żeby mój wyjazd na misję w Brzozdowcach faktycznie, gołym okiem było widać, jaką radość
doszedł do skutku. Szczerze mówiąc, ja dalej nie sprawiliśmy dzieciom. Jednak pojechałam tam, żeby
mogę wyjść z podziwu jak i dlaczego to się stało dawać, a dostałam dużo więcej... To, czego się tam
i co sprawiło, że to były jedne z najpiękniejszych nauczyłam i czego doświadczyłam nie zamieniłabym
dni mojego życia. na nic innego. Bóg jest naprawdę wielki i szalenie
Jadąc na Ukrainę miałam silne postanowienie, kreatywny w tej grze, którą dla mnie wymyśla. Mam
że dam z siebie wszystko - w końcu dwa tygodnie nadzieję, że zadanie wykonałam dobrze i że mogę
to nie tak długo. Jednak nie mogę ukrywać, że bałam „przejść dalej”
się tego wyjazdu. Obawiałam się, że się nie sprawdzę
Że zamiast pomagać będę tylko przeszkadzać. KASIA: Długo zastanawiałam się co powinnam
Że nikt mnie nie polubi. Stres, obgryzione paznokcie, napisać i wydaje mi się, że to co napiszę jest
przyspieszone bicie serca.  Aż do pierwszych zajęć najlepszą rzeczą, jaka została w moim życiu po
z dziećmi. Wtedy wszystko puściło. Zobaczyłam, wyjeździe misyjnym w Brzozdowcach. W środowisku,
że moje lęki były irracjonalne. Że te ufne spojrzenia w którym żyję na co dzień, mój wiek (21 lat) świadczy
i nieśmiałe uśmiechy kilkulatków pokonały moją o dorosłości. Rodzina, przyjaciele rodziny, znajomi
niepewność i wydobyły ze mnie energię, kreatywność itp. uważają, że to już odpowiednia pora na bycie
i chęć do działania. Zrozumiałam, że jestem na odpowiedzialną i poważną osobą, założyć rodzinę,
odpowiednim miejscu, że to nie jest przypadek, usamodzielnić się. Przez to często sama pozwalam,
a kolejne zadanie od Boga. Poczułam się prawdziwie żeby te zdania wpływały na moje życie. Jednak będąc
potrzebna. w Brzozdowcach i przebywając z „naszymi” dziećmi

WMS 2017 WYJAZDY| 4

wiem, że najpiękniejszą rzeczą na świecie jest to, ,,Jeżeli zaufamy, podejmiemy
żeby czuć się dzieckiem. Nie myśleć co inni wyzwanie i ofiarujemy nasz czas
powiedzą i z otwartymi ramionami przyjmować to, dla Pana Boga, to On uzdolni nas
co daje nam Pan Bóg. Myślę, że największy wpływ
miał na to dzień, w którym zaczęłam grać z do wszystkiego, do czego nas
chłopakami w piłkę. Ta radość i zaangażowanie w posyła i da o wiele więcej niż
ich oczach kiedy jedno z nas, czyli wolontariuszy będziemy się spodziewać."
poświęciło im uwagę w ich codziennej rozrywce.
Po tym dniu nie było już dnia bez pytania czy
zagram z nimi. Choć to mała rzecz, jednak po
reakcji niektórych chłopców czułam, że nie trzeba
wiele, by sprawić im radość - wystarczy po prostu
być z nimi i spędzić z nimi choć trochę czasu,
kiedy mają nas na wyłączność. Dzięki temu ja
sama poczułam się jak dziecko. Wolna od
zmartwień i wpływu opinii innych, ciesząc się
czasem jaki spędzam z naszymi podopiecznymi
oraz nie czując presji czasu. I gdy się nad tym
wszystkim zastanawiam to nigdy nie zapomnę,
kiedy jeden z chłopców docenił moją grę, mówiąc z
uznaniem, że dobrze gram. Choć dla niektórych
może być to mało znaczące, ale dla mnie jest to
szczególnie ważne, bo pozwoliło mi to na nowo
poczuć, że wystarczy tak niewiele, aby cieszyć się
życiem, a patrząc na tych chłopców i obserwując
ich reakcje wiem, że ten czas, który razem
spędziliśmy był dobry.
KL. KAMIL: Najbardziej w całym wyjeździe, w
kontaktach z dziećmi i ich rodzicami zapadła mi w
pamięć ich wdzięczność. Wkładaliśmy w nasze
przygotowanie dużo pracy, ale dzieci i rodzice to
doceniali. Dwa razy rodzice przygotowali dla nas
obiad, dostawaliśmy nawet lody i różne warzywa, a
pod koniec zaprosili nas na grilla nad jeziorem,
gdzie mogliśmy odpocząć i spędzić czas w ich
gronie. Również różne prezenty przygotowane
przez dzieci dla nas, mobilizowały nas do pracy.
Muszę wspomnieć tu również wielką życzliwość ks.
Damiana Pankowiaka, u którego mieszkaliśmy.
Zawsze nas wspierał i nam pomagał. Ten wyjazd
był bardzo męczący, szczególnie psychicznie, ale
dzięki tym ludziom równocześnie bardzo
pozytywny i błogosławiony, który mam nadzieję
przyniesie w przyszłości dobre owoce.

5| WYJAZDY 2017 WMS

KAROLINA: Jakiś czas temu na facebookowym fanpage’u
Wolontariatu Misyjnego Salwator pojawiła się piękna grafika
z krzyżykiem misyjnym i napisem „BÓG nie powołuje
uzdolnionych, ale uzdalnia powołanych”. Tekst zrobił na
mnie szczególne wrażenie, a prawdziwości tych słów
doświadczyłam w czasie misji na Ukrainie.
Przed wyjazdem miałam wiele obaw, stresuje mnie to co
nieznane, nowe miejsca, nowi ludzie, obcy język. Ale
wspominając naszą misję, nie przypominam sobie ani jednej
sytuacji, z którą sobie nie poradziliśmy. Wydawało się, że tak
dużo nam brakuje, a okazało się, że mamy wszystko co było
potrzebne. Co więcej, mimo tego, że nie wszystko szło po
naszej myśli, to cały czas czułam w sercu wielki spokój.
Również wtedy, gdy okazało się, że podróż na miejsce
musimy wydłużyć o 600 km, gdy w czasie odpoczynku
zdarzył się wypadek, gdy zginął mi telefon, gdy ciągle
zdarzały się nieprzewidziane sytuacje, miałam pewność, że
wszystko dobrze się skończy.
Co dla mnie znaczy tekst z grafiki? Nigdy nie będziemy
dostatecznie gotowi na wszystko. Potrzeba odwagi, ale nie
takiej, która wynika z braku lęku. To nie tak, że człowiek
odważny nigdy się nie boi. To właśnie to, że pomimo obaw
podejmuje działanie, stanowi go odważnym. Jeżeli zaufamy,
podejmiemy wyzwanie i ofiarujemy nasz czas dla Pana
Boga, to On uzdolni nas do wszystkiego, do czego nas
posyła i da o wiele więcej niż będziemy się spodziewać.

 

WMS 2017 WYJAZDY| 6

MISJA ROSJA

GDZIE? Czyta
KIEDY? 13.07-10.08
KTO? Natalia Kucz, Dominika Jurzec
CO? Przeprowadzenie dwóch turnusów „Wakacji z Bogiem” dla dzieci
i młodzieży, prace fizyczne przy przedszkolu.

Czyta to prawdziwy tygiel kulturowy. Jest stolicą Kraju Miejsce to na miesiąc stało się również naszym
Zabajkalskiego, którego mieszkańcami są m.in. domem. Choć nie wiedziałam co spotka nas po
Rosjanie, Ewenkowie, Buriaci, Tatarzy, Baszkirzy, przyjeździe, od samego początku czułam, że czekają
potomkowie Polaków i Niemców. Wśród nich, w tam na nas wspaniali ludzie. W końcu to On nas
Parafii pw. Św. Piotra i Pawła w Czycie, cztery siostry posyła. Nie pomyliłam się ani trochę. Siostry przyjęły
ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP NP, nas z otwartymi sercami. Zaznałyśmy wiele
pochodzące z Polski, oraz dwóch ojców werbistów z życzliwości, nie tylko ze strony Sióstr i Ojców, ale
Indonezji. wszystkich poznanych przez nas ludzi.

7| WYJAZDY 2017 WMS

,,Czyta to miejsce, w którym wielu cierpi ubóstwo nie
tylko materialne, lecz także ubóstwo miłości."



Czyta to miejsce, w którym wielu cierpi ubóstwo nie tylko materialne, lecz także ubóstwo miłości.
Rozwody, aborcje, rozbite rodziny, problemy z alkoholem niestety nie należą tam do rzadkości.
Dzieci potrzebują miłości i choć odrobiny uwagi. Muszą czuć, że są dla kogoś ważne. W czasie naszej
posługi starałyśmy się dzielić miłością i kierować słowami bł. Edmunda Bojanowskiego, założyciela
Zgromadzenia Sióstr Służebniczek: „Dzieci nie słowem, lecz życiem uczyć trzeba, jak żyć mają”.
Wakacje z Bogiem” trwały dwa tygodnie, ale w ciągu całego miesiąca nie było czasu na nudę.
Pomagałyśmy w ogrodzie oraz przygotowaniu przedszkola na powrót maluchów. Wielkie odkurzanie,
pranie, szorowanie. Przy okazji mogłyśmy trochę pobawić się lalkami, ale wiecie co? Dopasowanie
odpowiedniego ubranka do lalki wcale nie jest takie łatwe. Przebywając w sali przeznaczonej do
leżakowania troszkę kusiło nas by zrobić sobie małą drzemkę, ale ani razu nie ulegałyśmy pokusie.
Dominika Jurzec

9| WYJAZDY 2017 WMS

Nasza posługa polegała na pomocy w
przeprowadzeniu dwóch turnusów „Wakacji z
Bogiem” dla dzieci i młodzieży. Spędzałyśmy z
dzieciakami całe dnie. Razem bawiliśmy się,
uczyliśmy, modliliśmy, wspólnie jedliśmy
posiłki i dbaliśmy o czystość. Razem z Natalią
pełniłyśmy funkcję opiekunów, czuwałyśmy nad
bezpieczeństwem i porządkiem. Jednym z naszych
zadań specjalnych było prowadzenie tzw.
"pogodnych wieczorów” i zapewnienie dzieciakom
rozrywki w czasie wolnym. Tańczyliśmy,
śpiewaliśmy, tworzyliśmy cuda z papieru i
balonów, malowaliśmy twarze, a także stoczyliśmy
bitwę na balony z wodą. Starałyśmy się jak tylko
mogłyśmy, żeby nikomu nie doskwierała nuda.
Przełomowym dla wszystkich był przedostatni
dzień rekolekcji dla młodzieży. W sobotę w czasie
Adoracji Najświętszego Sakramentu każdy miał
okazję przystąpić do  spowiedzi i pojednać się z
Bogiem. Po obiedzie udaliśmy się nad jezioro, by
spędzić czas w radości. Najważniejszą dla mnie,
tego dnia, była wieczorna modlitwa dziękczynna
(obowiązkowy punkt każdego dnia). Bardzo
dotknęły mnie słowa Kiriana, chłopca, który był z
nami tylko dwa dni. Powiedział, że bardzo długo
nie był w kościele, zapomniał już jak się modlić, ale
gdy poprzedniego dnia przechodził w pobliżu,
postanowił zajrzeć do środka. Trafił na
Mszę Świętą i widząc nas modlących się razem
poczuł, że Bóg go woła. Kirian przychodził do
Sióstr także po zakończeniu „Wakacji z Bogiem”.
Wiem, że kościół stał się miejscem, gdzie będzie
pojawiał się częściej.

WMS 2017 WYJAZDY| 8

Mimo, że miesiąc to niewiele czasu, wydarzyło się O Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego pokoju,
bardzo wiele. Owoce tego wyjazdu odkrywam Abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść;
nadal. Pomógł mi on przypomnieć sobie, co tak Wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda;
naprawdę w życiu jest ważne, pomógł mi zmienić Jedność tam, gdzie panuje zwątpienie;
się choć odrobinę na lepsze. Nadzieję tam, gdzie panuje rozpacz;
Ostatnio po raz kolejny trafiła w moje ręce Światło tam, gdzie panuje mrok;
modlitwa św. Franciszka. Myślę, że ona  najlepiej Radość tam, gdzie panuje smutek.
oddaje to, do czego powinniśmy dążyć, zarówno
posługując daleko od domu, jak i tu na miejscu w Spraw abyśmy mogli,
swoim codziennym życiu. Nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać;
Dominika Jurzec Nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć;
Nie tyle szukać miłości, co kochać;
Albowiem dając, otrzymujemy;
Wybaczając, zyskujemy przebaczenie,
A umierając, rodzimy się do wiecznego życia.
Przez Chrystusa Pana naszego.
Amen.

WMS 2017 WYJAZDY| 10

MISJA BIAŁORUŚ

GDZIE? Brasław
KIEDY? 22.06-11.07
KTO? Milena Wyskiel, Piotr Kowalski, Dorota Kaczor,
Katarzyna Myjkowska, dk. Eugeniusz Żukowski
CO? Organizacja rekolekcji dla dzieci oraz koordynowanie
aktywności na pielgrzymce do Budsławia

Wycisnąć szczęście jak cytrynę – będzie to pewnie rana i już zaraz po wyjściu, niczym manna z nieba,
całkiem dobre określenie tego wszystkiego, co spadł na nas deszcz. Potraktowaliśmy to jako
robiliśmy na Białorusi. 16 dni szczęścia – tyle było zwiastun łaski i z uśmiechem na twarzach
nam dane i z perspektywy czasu chyba wyszła nam maszerowaliśmy wraz z 80-cioma innymi
z tego całkiem niezła lemoniada! pielgrzymami. Chociaż w trakcie całych 6 dni raz
Naszą misję na wschodzie rozpoczęliśmy w składzie po raz padało, wiało i paliło słońcem – szło się
3-osobowym – Kasia, Milena i nasz niezawodny całkiem wesoło.
przewodnik duchowy i kulturowy – Diakon Żenia. Już od pierwszego dnia poznaliśmy się na otwartości
Można powiedzieć, że pierwsze dni nie były lekkie, Białorusinów. Życzliwość, z jaką nas przywitali,
ponieważ już niecałą dobę po przyjeździe na przerosła nasze najśmielsze oczekiwania (a także
Białoruś wyruszyliśmy w 170-kilometrową, 6-dniowa możliwości pojemnościowe naszych żołądków!) –
trasę niosąc ze sobą całą masę intencji, które na właściwie na każdym postoju byliśmy witani
końcu mieliśmy ofiarować Matce Bożej Budsławskiej. z otwartymi rękoma i całymi stołami wspaniałych
Nasza pielgrzymka wyruszyła w niedzielę z samego białoruskich przysmaków.

11| WYJAZDY 2017 WMS

Momentami wręcz zastanawialiśmy się czy pokutą ,,Przyjeżdżając do Brasławia
jest ilość kilometrów do przejścia czy pokarmu do zastanawialiśmy się, co my możemy
zjedzenia. Na szczęście mieliśmy okazję przekazać
to dobro, które otrzymaliśmy dalej, w końcu podarować od siebie. Okazało się,
pojechaliśmy tam jako wolontariusze. Naszym że sami doświadczyliśmy  więcej
zadaniem na „Pilgrimce” było umilanie
uczestnikom czasu na postojach – oczywiście szczęścia i dobra, niż
skocznymi tańcami. Jeśli jednak czyjeś nogi były już moglibyśmy oczekiwać."
tak doświadczone przez pielgrzymowanie, że
skakać nie mogły – świadczyliśmy też podstawową Była to wspaniała okazja nie tylko do podziękowania
pomoc medyczną. Kasia pierwszego dnia dzieliła Maryi za czas spędzony na pielgrzymce, ale także do
się także swoim talentem grając na gitarze, ale w złapania oddechu przed kolejnym, bardzo
związku z mało pielgrzymkową kontuzją 4 palców, wymagającym tygodniem!
która przytrafiła się jej już dnia pierwszego 3 lipca już pod czułym okiem Matki Bożej Władczyni
wieczorem, musiała oddać to zadanie w ręce Jezior i w pełnym składzie (dołączyli do nas Dorota i
innych utalentowanych muzyków. Piotrek) zaczęła się nasza przygoda z
Ciekawą kwestią, jakiej doświadczyliśmy, była siedemdziesięciorgiem dzieci i młodzieży na
komunikacja w łamanych językach: polskim, „Wakacjach z Bogiem”. Zaproszenie na półkolonie do
białoruskim oraz rosyjskim. W zasadzie jedyną brasławskiej parafii przyjęliśmy z radością, ponieważ
osobą z całej trójki, która władała wszystkimi wiele słyszeliśmy o tym gościnnym miejscu. Nie
trzema był diakon Żenia. Na szczęście, dzięki zawiedliśmy się! Przyjęto nas bardzo serdecznie, po
swoim niekwestionowanym talentom prostu – jak swoich. Dzięki temu wakacje
lingwistycznym i kobiecej intuicji, szybko zapamiętamy jako czas radości, przyjaźni, modlitwy z
przyswoiłyśmy podstawy komunikacyjne dziećmi i naszych wieczornych adoracji oraz
i zaczynając od używania słowa "horosho", „prikol’nyh” pomyłek językowych.
znalazłyśmy wspólny język ze współpielgrzymami. Przekonaliśmy się, że w Brasławiu żyją ludzie piękni
Momentami nie było lekko, ale ostatecznie i dobrzy. Spędzaliśmy czas z utalentowaną i wrażliwą
rozumiałyśmy nawet kazania (wszystko dzięki młodzieżą, a opiekowali się nami troskliwie kapłani,
pomocy poznanego na trasie kleryka, też Żenii). organistka oraz ich przyjaciele. Panie kucharki
Jak już zostało wspomniane na początku – droga serwowały tak pyszne dania, że znikały z talerzy
nie była lekka. Nie obyło się bez drobnych kontuzji w mgnieniu oka i zawsze znajdowali się amatorzy
rąk, kolan, kostek i stóp, oparzeń słonecznych oraz dokładek. Wszyscy więc obdarowywali dzieci, czym
asfaltówki, ale sił dodawał cel, który w końcu został tylko mogli.
osiągnięty!   A co my zdołaliśmy przeżyć z naszymi niesamowitymi
Do Budsławia przybyliśmy w piątkowy wieczór – „rebyatami”? Dzięki księdzu Włodkowi odbyły się
wymęczeni, lecz rozradowani na widok Matki! porywające rekolekcje. Dzieci z niecierpliwością
Koniec pielgrzymowania uczciliśmy uroczystą Mszą czekały chwili, gdy ksiądz zapyta nie tylko o to, jak
Świętą w piątek – dla wszystkich pielgrzymów, zostać dobrym strażakiem, czy alpinistą, ale również
a także w sobotę, kiedy to odbyły się główne jak być dobrym chrześcijaninem. A potem
uroczystości.  prześcigały się wręcz w zaskakujących
odpowiedziach.

WMS 2017 WYJAZDY| 12

trakcie codziennych dyskusji przekonaliśmy się też, Naszą lemoniadę przygotowaliśmy – dodaliśmy do
że nie wszystko można kupić, a w przyniesionym niej niczym cytrynę trudności, które spotykaliśmy na
przez księdza pudełku ze skarbem, nie udałoby się naszej drodze, trochę lodu, którym okładaliśmy
schować niczego, co stanowiłoby prawdziwą zbolałe po pielgrzymce kończyny, cukier w postaci
wartość. Z taką bazą teoretyczną szybko ustaliliśmy, słodkich uśmiechów naszych podopiecznych i miętę
że podczas rekolekcji skupimy się na tym, co jest równie zieloną jak białoruska przyroda. Na koniec
rzeczywiście dobre i cenne. wypiliśmy ją i trzeba przyznać, że przyniosła nam
„Wakacje z Bogiem” okazały się czasem zbliżenia do niezłe orzeźwienie i zupełnie nowe spojrzenie na
Pana Boga i ludzi. Pomogły nam w tym piosenki, gry życie. Teraz przywieźliśmy już naszą radość do domu
terenowe i te bardziej stacjonarne (znacie już może i pragniemy się nią dzielić, aby iskra szczęścia, które
grę mandżurską lub sztafetę syczuańską?). zaznaliśmy, poszła dalej w świat. Dziękujemy!
Nie zabrakło też szalonych latynoskich tańców pod
wodzą Kasi i tych w polsko-białoruskim wydaniu Milena Wyskiel
naszego niezastąpionego wodzireja – Diakona Żeni,
a także obrazów malowanych dłońmi, plecenia
różańców, konkursów z nagrodami prosto z
Portugalii, wyczerpujących rozgrywek sportowych,
quizów, kina, czy umiejętności nabytych specjalnie
na potrzeby urodzinowego prezentu –
niespodzianki dla księdza Włodka. W każdym razie
dzięki temu wszystkiemu dzieci stopniowo
odkrywały tajemnice fatimskie. Przecież 100 lat
wcześniej Matka Boża ukazała się właśnie ich
rówieśnikom, którzy też na pewno uwielbiali niezłą
zabawę i po prostu bycie razem!
Trudno przejść obojętnie obok determinacji
naszych podopiecznych, którzy w drużynach
złożonych z maluchów i nastolatków zgodnie
decydowali, że skończą sportowe potyczki choćby
w strugach deszczu.
W swoich recenzjach obejrzanego filmu natomiast,
dzieci pisały, że „nie wystarczy wierzyć w Boga, ale
wiarą należy dzielić się z innymi”, a także o tym, że
„Franciszek, Łucja i Hiacynta to zuchy, bo
dochowały tajemnicy mimo, iż nikt im nie wierzył”.
Takiej wierności Bogu życzymy i naszym kochanym
dzieciom i wszystkim wolontariuszom WMS.
Przyjeżdżając do Brasławia zastanawialiśmy się, co
my możemy podarować od siebie. Okazało się, że
sami doświadczyliśmy wręcz „wycisnęliśmy” więcej
szczęścia i dobra, niż moglibyśmy oczekiwać.

13| WYJAZDY 2017 WMS

MISJA ROSJA

GDZIE? Brack
KIEDY? 13.07-14.08
KTO? Urszula Skotny, Michał Wróblewski
CO? Praca z dziećmi w trakcie
zorganizowanych kolonii, pomoc w bieżącej
działalności parafii.

Po wolontariacie w Albanii przyszedł czas na wolontariat na
Syberii, czas na oddanie się w pełni Bogu. Zaufanie Mu
bezgranicznie już od momentu  złożenia podania na wyjazd.
Moja przygoda właśnie, wtedy się rozpoczęła. Wierzę w Jego
Boski plan, że dał pragnienie wyjazdu i postawił na mojej
drodze odpowiednie osoby, które pomogły mi w
przygotowaniach. Podczas przygotowań spotkałam swojego
Anioła Stróża, bardzo się napracował abym mogła
bezpiecznie dolecieć do miejsca posługi oraz szczęśliwie
spędzić czas, który był prawdziwie danym od Boga. Od
pierwszych chwil pobytu na Dalekim wschodzie czułam się
jak w domu. Podobnie poczucie spełnienia i bycia w
odpowiednim miejscu towarzyszyło mi od początku.
 Podczas wolontariatu, który trwał bardzo krótko - zaledwie
miesiąc - nauczyłam się wielu rzeczy. Jedną z lekcji, którą
szczególnie teraz doceniam to to, że znam nowy obraz Boga,
Boga- Ojca Miłosiernego.
Czas spędzony na placówce to czas poświęcony drugiemu
człowiekowi oraz spotkania z Bogiem w codzienności.
Wizerunek Boga takiego widzianego w codzienności
zapoczątkowała wspólnota, u której było dane mi
posługiwać. Ta wspólnota była z jednej strony grupą
zwyczajnych i normalnych ludzi, a z drugiej wyjątkowych i
niepowtarzalnych. Serce, które dawali mi i wolontariuszom
tam przebywającym przychodziło im naturalnie, prawdziwie i
szczerze. Podczas misji wraz z  Michałem - wolontariuszem,
z którym wyjechałam na posługę misyjną - pomagaliśmy
wspólnocie w codziennych obowiązkach, częstym punktem
naszych wieczornych obowiązków było obieranie
ziemniaków. Podejmując się tego obowiązku pierwszego

WMS 2017 WYJAZDY| 14

wieczoru, nie sądziliśmy że spędzimy go wesoło. ,,To właśnie moi mali podopieczni
Każdy następny był tylko lepszy. Do naszych nauczyli mnie, jak się cieszyć z
obowiązków należało także prowadzenie zajęć z najdrobniejszych rzeczy, jak
dziećmi.  Staraliśmy się aby nasi podopieczni spędzili
czas uczenia się w pogodnym i radosnym klimacie. doceniać codzienność i to wszystko
 Podczas zajęć uczyliśmy ich języka angielskiego, co mam."
spędzaliśmy z nimi czas na placu zabaw, jeżdżąc na
rolkach czy rowerze. Nie zapomnę nigdy ich pierwszej „Jak się czujemy?” , „roboty niż przyjazd tutaj?” , „ Co
reakcji na spotkanie ze mną. Ich dziecięce twarze robimy w Polsce?” , „Czemu właśnie Syberia?” , „ Czy
promieniowały radością, były bardzo szczere. A nie mieliście nic ciekawszego do roboty niż przyjazd
mocne uściski pamiętam do dziś. Każdy z nas tutaj?” Byli radośni słysząc, że przyjechaliśmy z wielką
uwielbia być przytulany, one też, choć też uwielbiają radością i chęcią spotkania z nimi.  Parafianie od
przytulać- bardzo często. Choć pierwszego dnia samego początku ugościli nas jak swoich. Z każdym
byłam dla nich obcą osobą, to mimo wszystko nie kolejnym dniem opowiadali nam o swoim mieście,
krępowały się i dopytywały się o wszystko: "Jak masz rosyjskich zwyczajach. Chcieli nas jak najbardziej
na imię?” ,  „Masz rodzeństwo?” ,  „Ile masz lat?”, ugościć, byśmy czuli się jak u siebie. To im się udało. 
„Czym się zajmujesz?”. To tylko kilka pytań z całej puli,
 jakie otrzymałam w pierwszych chwilach mojego Z perspektywy czasu, wspominając czas spędzony w
spotkania z nimi. Lecąc na placówkę nie wiedziałam, Rosji, śmiało mogę powiedzieć, że to czas prawdziwie
że będziemy mieć na co dzień Mszę Św. Ku mojemu dany od Boga.  Każdy napotkany człowiek, każda
zaskoczeniu i radości – codziennie była możliwość istota to szansa na bycie jak nasz Bóg, dobry. Bóg
uczestnictwa. To było piękne, gdyż codzienna jest dobrym, nie możemy o tym zapomnieć.  
Eucharystia dawała mi niesamowite poczucie Moją misję staram się spełniać w myśl bardzo dla
spokoju. Choć ponad 6,5 tysiąca kilometrów od mnie ważnych słów, które przypominają mi
Domu, to chciałabym tam być zawsze. Pamiętam bezustannie, jaka powinnam być posługując ludziom:
swoją pierwszą niedzielą Eucharystię. Gdy po ”Bądź jako ta świeca, która sama się spala a innym
skończonej Mszy podeszli do nas ludzi i pytali: przyświeca” ~ bł. Edmund Bojanowski".
Urszula Skotny

15| WYJAZDY 2017 WMS

MISJA  UKRAINA

GDZIE?   Korotycz
KIEDY? 1.07-31.07
KTO?  Tomasz Fronk, Małgorzata Waroczyk
CO? Praca w domu samotnej matki.

Swoją kolejną posługę, po raz trzeci odbyłem na wschodzie.
Tym razem była to malownicza wieś Korotycz, położona w
obwodzie Charkowskim. Od samego początku misja ta
wydawała się być ”szaloną” i tak właśnie było.

Już na lotnisku mieliśmy małe opóźnienia, co dawało się we
znaki, stres i zmęczenie nie pomagały. Z lotniska odebrała
nas siostra Renata, szefowa placówki, w której mieliśmy
posługiwać. Po wymianie kilku zdań z siostrą jeszcze mocniej
utwierdziłem się w tym, że czeka nas szalony miesiąc. Ale
może zacznę od początku. Moja misja miała polegać na
pracy w domu samotnej matki z trudną historią
życiową. Mieliśmy organizować dla dzieciaków
zajęcia artystyczne, sportowe i tym podobne. I tak właśnie
było. Po przyjeździe do placówki około godziny 22, siostra
opowiadała nam pokrótce o podopiecznych i samej
pracy, sama uprzedziła nas, że będzie to niezapomniany
miesiąc. Następnego dnia, od samego rana mieliśmy okazję
poznawać mamy i dzieciaki. Na początku dało się odczuć
dystans, lecz po kilku godzinach już go nie było. Po obiedzie
poszliśmy z dzieciakami na ogród - szalonych zabaw i
wygłupów nie było końca. Miałem wrażenie, że jestem
jednym z tych dzieci. I rzeczywiście czułem się jak dziecko.
Każdy nasz dzień w miarę możliwości rozpoznaliśmy od
gimnastyki, potem śniadanie, spacer i zajęcia. Zajęciami
plastycznymi głównie zajmowała się moja współtowarzyszka
Gosia, z jej zdolnościami plastycznymi i wyobraźnią daliśmy
radę. Ja głównie pomagałem w przygotowaniach do zajęć i
ogarnianiu szalonej gromadki dzieciaków. Po zajęciach
pomagaliśmy siostrze w pracach ogrodowych. Najbardziej w
pamięci zapadła mi pomoc w podlewaniu pomidorów
„gnojówką”, ciekawy zapach był 

WMS 2017 WYJAZDY| 16

odczuwalny nawet kilka dni po tej pracy. Nauczyłem ,,Cały wyjazd pokazał mi że nie da
się też kości trawę kosą, co było dla mnie nie lada się do końca zaplanować
wyzwaniem. Oczywiście podczas całego wyjazdu
towarzyszyło mi moje ”niezawodne szczęście” czyli wszystkiego, trzeba żyć każdym
drobne wypadki przy pracy. Podczas tej posługi dniem. W całości zaufać Bogu i być
wszystko działo się szybko i nie dało się do końca jak dziecko, które potrafi cieszyć się
zaplanować dnia, zawsze coś wypadało i trzeba było
na bieżąco dostosowywać program dnia. Mimo tego ze wszystkiego.  "
dzieciaki chętnie brały udział w zajęciach. Codziennie
rano witały nas głośnym ‘priviet’ i mocnym pełne entuzjazmu, i oczywiście to, że zawsze chodził
przytuleniem lub piątką . Energia, którą nam
przekazywały sprawiała, że wyczekiwaliśmy na zasmarkany, co nie było jego winą, ponieważ był
kolejne spotkanie i zajęcia. Z całej gromadki
najbardziej w pamięci zapadł mi 3-letni silnie uczulony, ale nie przeszkadzało mu to w
Misza, najgłośniejsze dziecko jakie kiedykolwiek
spotkałem. Misza zawsze miał szalone pomysły, ale niczym, nawet w tym żeby się przytulić lub dać
chyba najbardziej zapamiętam jego wyraz twarzy,
zawsze uśmiechnięty i radosny, oczy niebieskie buziaka.

Cały wyjazd pokazał mi że nie da się do końca

zaplanować wszystkiego, trzeba żyć każdym dniem.

W całości zaufać Bogu i być jak dziecko, które potrafi

cieszyć się ze wszystkiego.  

Tomasz Fronk

17| WYJAZDY 2017 WMS

MISJA UKRAINA

GDZIE?  Korotycz
KIEDY?  1.08-31.08
KTO?  Anna Faba, Marek Krupa
CO? Praca w domu samotnej matki.

Привет! zdolności śpiewając, tańcząc, robiąc różne prace
W poniedziałek wieczorem dotarliśmy do Charkowa. Z plastyczne, ucząc liczb czy podstaw angielskiego.  Co
lotniska zawiozły nas Siostry do Korotycz, do Domu prawda z efektami jest różnie, ale staramy się jak
Samotnej Matki, gdzie zastaliśmy w sumie 9 matek z możemy. To nie jest takie proste, bo dzieci są w różnym
16-toma dziećmi (w wieku od 1 tygodnia  do 6 lat). wieku. Dodatkowo byliśmy parokrotnie w Charkowie
Pracy mamy pod dostatkiem. Poza opieką i pomóc przy rozdawaniu posiłków bezdomnym i
organizowaniem czasu wolnego dla dzieci, zajmujemy opatrywaniu ran. Po godzinie 22, kiedy dzieci śpią,
się również innymi pracami: gospodarskimi jak robimy cykl spotkań z matkami, jako mały kurs pierwszej
naprawa laptopa, ładowarki, kranu, zbieranie moreli, pomocy. Zrobiliśmy fantomy i każdy poćwiczył.  Dniem
koszenie trawy dla królików ręczną kosą, opieka nad odpoczynku dla nas jest niedziela, kiedy po mszy świętej
królikami, zbieranie pomidorów, remontowanie domu mamy czas wolny.
jednej z matek.
Z dziećmi działamy intensywnie, codziennie robimy W między czasie zdążyliśmy odwiedzić Charków między
rozgrzewkę, pokazujemy różne proste doświadczenia, innymi miejsce spoczynku 4300 Polskich oficerów
składamy origami, gramy na gitarze, zdarzyła się kąpiel zamordowanych w ramach zbrodni Katyńskiej w 1940
w pobliskim jeziorku i wizyta w zoo, chodzimy na roku. Zaskakująca jest również dla nas, że w Charkowie
spacery i place zabaw, próbujemy rozwijać ich  są również msze święte w rycie rzymskokatolickim po 

WMS 2017 WYJAZDY| 18

Polsku. Sporo mieszkających tu ludzi wciąż modli ,,Kończąc tę misję zostaje nam
się po Polsku, mimo że część z nich już nie zna dziękować Bogu, że posłał nas
tego języka. Temperatura jest tutaj skrajnie
wysoka ze względu na klimat bardziej razem w takie miejsce.
kontynentalny niż w Polsce. Tutejsza kuchnia jest Zostawiliśmy tam kawałek siebie.
też nieco odmienna od naszej. Chleb jest
dodatkiem do każdego posiłku, ciężko odróżnić, Staraliśmy się realizować nasze
czym się różnią śniadanie, obiad i kolacja. Mnoga hasło Miłość Radość i Obecność."
ilość jakże smacznych zup!
Z akcji nagłych Misza złamał rękę, Swieta pojechała
do szpitala z 39.7C gorączki, Julia przybiegła z
zakrwawioną buzią, bo się przewróciła, poza tym
było parę siniaków i zadrapań.
Z akcji przyjemnych to mama bliźniaków miała 18
urodziny. Bardzo się starała i przygotowała
przyjęcie. My za to zrobiliśmy jej niespodzianki:
kartkę specjalnie z tej okazji i razem z dziećmi
obraz.
Raz nawet oprowadzaliśmy po Charkowie księdza
z Brazylii. Odwiedziliśmy również na rowerach (30
km) matki z dwojgiem dzieci, którzy opuścili Dom
Samotnej Matki.
Dużo się tutaj uczymy przy dzieciach, ale również
od sióstr. Dzieci są przekochane i każdy ich
uśmiech jest wart naszego wysiłku. Ważna jest dla
nas codzienna modlitwa w tutejszej kaplicy,
zaczynamy codziennie rano od jutrzni z siostrami.
Ostatni czas można nazwać nauką OPATRZNOŚCI
BOŻEJ. Siostry mówią, że doświadczają tego na co
dzień wiele razy. Mieliśmy taką sytuację, że po
dwóch tygodniach jeżdżenia bez koła zapasowego,
w dniu odebrania go od wulkanizatora, złapaliśmy
kapcia. Jest takich wydarzeń więcej, które nam
udowadniają, że mamy wsparcie z góry.
Wiemy, że relacje i zdjęcia pokazują w większości
pozytywne obrazy. Takich chwil jest sporo, ale
wiedzcie, że nie mamy zdjęć, kiedy mają miejsce
różne ciężkie sytuacje, nieraz rozgrywające się
dramaty ludzkie. Wiemy, że siostry mają tutaj
ciężką posługę i na pewno przyda się każda
modlitwa. Z czasem czuliśmy się w Korotyczy dużo
swobodniej. Język rosyjski był coraz mniejszą
barierą, dzięki czemu poznaliśmy bliżej wszystkich
domowników i kontakt z dziećmi był coraz lepszy.

19| WYJAZDY 2017 WMS

Na koniec zrobiliśmy jeszcze olimpiadę z 5 dyscyplinami,
Talent Show dla dzieci i matek oraz przygotowaliśmy zajęcia
dla lokalnej grupy wolontariuszy. Podzieliliśmy się wtedy
doświadczeniami z WMS i daliśmy świadectwo o zmarłej
Helenie Kmieć.
Dużo radości przyniosły olimpiada i Talent Show. Olimpiada
uczyła dzieci współpracy grupowej, natomiast Talent Show
był najlepszym pomysłem, wzbudzającym wiele emocji
podczas przygotowań matek z dziećmi, już na kilka dni
przed tym wydarzeniem. Dla matek było wyzwaniem, by
dostrzec i podzielić się swoimi talentami.
Ostatniego wieczoru zostaliśmy pozytywne zaskoczeni
pożegnalną imprezą, na której było mnóstwo wzruszających
chwil, uśmiechów, łez. Uściski tych małych iskierek na długo
pozostaną nam w pamięci.

To wszystko, co zdziałaliśmy nie udałoby się, gdyby nie
ogromne wsparcie sióstr i pomoc matek. Częste Msze
Święte, Eucharystia, Jutrznie, wieczorne modlitwy, rozmowy z
siostrami i odwiedzającymi dom księżmi oraz nasza
wzajemna relacja umacniały nas w codziennym działaniu i
dodatkowo rozwijały. Uświadamiało nam to jak wiele
możemy zdziałać z Bogiem.
Kończąc tę misję zostaje nam dziękować Bogu, że posłał nas
razem w takie miejsce. Zostawiliśmy tam kawałek siebie.
Staraliśmy się realizować nasze hasło: Miłość Radość i
Obecność. Wiemy, że dostaliśmy bardzo dużo: poznając te
kobiety, dzieci, siostry, wielu różnych ludzi, inną historię,
kulturę i sytuację polityczną. Dostrzegliśmy, że mamy
rzeczywiście ogromnie dużo, tylko tego na co dzień nie
dostrzegamy.

Marek Krupa, Anna Faba

WMS 2017 WYJAZDY| 20

MISJA FILIPINY

GDZIE? Manila
KIEDY? 7.07-18.09
KTO? Danuta Materzok, Piotr Kieś
CO? Praca z dziećmi w slumsach stolicy w organizacji Puso sa Puso.

Wróciliśmy już do zimnej Europy, ale myślami cały Może dlatego tak szybko przywykliśmy do nazywania
czas wracam do Manili. Manili, która przez prawie 3 Manili domem. Łatwo przyzwyczailiśmy się do
miesiące była domem. Na początku roku miałam naszego polsko-niemieckiego mieszkania z drobnymi
zupełnie inne plany misyjne, ale wierzę, że to tak niedogodnościami: karaluchami, hałasującymi
miało się potoczyć. Chociaż już przed wyjazdem szczurami w ścianie i brakiem ciepłej
walczyliśmy z trudnościami organizacyjnymi i wody. Przywykliśmy do ciągłego hałasu, że
brakiem czasu, a na miejscu doszły jeszcze tajfuny, musimy do siebie krzyczeć na ulicy, żeby się w ogóle
choroby i różnice kulturowe. Jednak mimo usłyszeć. Do spalin i odczuwalnych 40 stopni przy
tego, że momentami było trudno, czułam cały czas, niesamowitej wilgotności również. Nauczyliśmy się
że to jest moje miejsce, że tam powinnam być. przechodzić przez drogę pomiędzy wciąż jadącymi 

21| WYJAZDY 2017 WMS

samochodami, poruszać się jeepneyami i chociaż
trochę mówić w tagalog.
Przywykliśmy do Payatas, naszych slumsów. Góry
śmieci spotykane w innych miejscach budziły pewną
nostalgię, smród już trochę mniej przeszkadzał i nawet
na przejechane szczury patrzyłam z mniejszym
obrzydzeniem. Pokochaliśmy nasze dzieci, które przy
każdej okazji się przytulały, ciągnęły za rękę i zawsze
cieszyły na nasz widok. Dzieci, które często wolały
liczyć zadania matematyczne niż iść się bawić do parku
(właściwie to na cmentarz, ale to też jedyny obszar
zielony, który dodatkowo miał sporo przestrzeni. A o
to trudno w slumsie). Dzieci, które wołały za nami
teacher Peter i teacher Dan-Dan i z niecierpliwością
czekały na kolejne lekcje. Zajęcia mieliśmy albo w
domach dzieci, albo na ulicy. I tak się cieszyłam, że na
mojej górze błota jest chociaż stół, Piotrek w jednym
miejscu miał tylko ławkę, wokół której upychało się
dwunastka dzieci. Mieliśmy codziennie pięć grup i
godzinę zajęć z każdą. Dzieci miały być 4-5letnie, a
grupy kilkuosobowe. Nie do końca tak wyszło.
Najmłodsze, które do mnie przychodziło miało niecałe
dwa latka, najstarsze jedenaście, a liczebność grup
była nie do przewidzenia. Jednego dnia mając
zapisanych oficjalnie dwójkę dzieci, na zajęciach
miałam dwadzieścia. Uczyliśmy oddzielnie, bo byliśmy
w ten sposób w stanie dotrzeć do większej ilości
dzieci. A co z nimi robiliśmy? Liczenie, literki, pisanie
po śladzie, kolory, kształty itd. I najbardziej
podstawowe angielskie słówka. Zadomowiliśmy się. Nie
przeszkadzało nam tak bardzo mycie się czerpakiem i
zimną wodą z wiadra. Przy 25 stopniach ubieraliśmy
długie spodnie i kurtki. Mierzyliśmy odległości w
godzinach, a nie kilometrach. Jedliśmy łyżką i widelcem
(używając łyżki jako widelca, a widelca jako noża). Na
każdy posiłek był ryż (bo inaczej to tylko merienda,
przekąska). Tylko do samego końca nie potrafiliśmy się
przekonać do spróbowania balut (jajka z rozwiniętym
kaczym embrionem). Przed wyjazdem trzy miesiące
brzmiały jak wieczność, a teraz wydaje się, że to tak
strasznie krótko...

WMS 2017 WYJAZDY| 22

,,Dla dzieci wychodziłam poza swoje strefy komfortu,
zdobywając się na śpiewanie i zajęcia artystyczne. "



Przez cały ten czas starałam się dać moim dzieciom całą miłość i dobro, jakie są gdzieś we mnie.
Nieważne, jak było mi ciężko. Układałam sobie codziennie plan każdych zajęć w głowie, już
uwzględniając różnice między poszczególnymi grupami, a i tak realizowałam może połowę. Dla dzieci
wychodziłam poza swoje strefy komfortu, zdobywając się na śpiewanie i zajęcia artystyczne.
Modliłam się o siłę, cierpliwość i zrozumienie. Im bardziej wydawało mi się, że sobie nie radzę, tym
bardziej starałam się moje dzieci kochać. I to działało! W każdym momencie zwątpienia czy
wątpliwości, przychodziła niespodziewana odpowiedź w postaci  dzieci, które przychodziły na te
same zajęcia dwa razy, stale rosnącej liczebności grup czy nawet kolejnych laurek i kwiatków. Takie
namacalne odpowiedzi na moje modlitwy. Wszelkie trudności tak naprawdę były chwilowe, za to ta
dziecięca radość i miłość zostanie na dłużej.
Danuta Materzok

23| WYJAZDY 2017 WMS

MISJA   GRUZJA

GDZIE? Tbilisi
KIEDY? 31.09-1.10
KTO? Marta Różycka, Natalia Sapeta, Justyna Dalasińska
CO? Praca w Centrum dla Osób Niepełnosprawnych i
Najuboższych ojców Kamilianów

Gdzie w tym roku udało mi się zawitać? Do się wątpliwości, czy to aby na pewno właściwe 
tajemniczej, dzikiej (bowiem po ulicach chodzi pełno miejsce dla tak mocno zakręconej osoby jak ja.
krów, a na autostradzie można zobaczyć Bardzo bałam się tej placówki właśnie ze względu
przechodzącego spokojnie pieszego) i przepięknej braku doświadczenia w pracy z osobami
Gruzji, a dokładnie do Centrum dla Osób niepełnosprawnymi. Mimo jednak tych ludzkich
Niepełnosprawnych i Najuboższych w Tbilisi, słabości poleciałam wraz z Martą i Justyną do Tbilisi,
prowadzonym przez 2 niebywałych, jedynych w by głosić Dobrą Nowinę. Z głoszeniem bywało różnie,
swoim rodzaju, tak bardzo różnych jak ogień i woda, bowiem jak to się mówi: nieznajomość języka
a zarazem jak dwie pasujące do siebie połówki szkodzi, chociaż muszę przyznać że po miesiącu
jabłka, ojców  Kamilianów: mamę Pawła i mamę nauczyłam się 4 wyrażeń po gruzińsku. Co ciekawe,
Zygmunta ('mama' czytaj 'ojciec' po gruzińsku, nie na miejscu miałam okazję odkryć w sobie wiele
bez powodu użyłam słów mama, bowiem ojcowie byli talentów i tu pragnę wspomnieć o kilkudniowej pracy
dla nas tak wspaniali i kochani jak prawdziwe mamy). na rusztowaniu i malowaniu domku na
Dużo by można pisać i mówić, a opowieściom o sprzęty gospodarcze obok centrum. Cóż to było za
gruzińskiej krainie nie ma końca, ale wyzwanie malować ścianę w obecności os i ile
co najważniejsze, że był to niesamowicie piękny i dawała ta praca satysfakcji, gdy przypadkowi
owocny czas. Oczywiście przed wyjazdem pojawiały przechodnie podziwiali, robili fotki i słyszalne było 

WMS 2017 WYJAZDY| 24

tylko ‘wow, perfecto’. Nino, prawdziwa artystka, Gruzji, za każdego spotkanego człowieczka, za każdy
jedna z terapeutek w ośrodku, i księża postarali się
nawet o indywidulane zajęcia dla mnie z pisania po akt miłości, za wszystko, co się działo  podczas tych
gruzińsku. Cóż nie byłam zbyt ”bystrym” uczniem i
do dnia dzisiejszego nie wiem co oznaczają słowa 30 niesamowitych dni. Oczywiście w Gruzji
zapisane przeze mnie na ścianie owego budynku.
Efekt końcowy zrobił piorunujące wrażenie na zostawiam kawałeczek swojego serca i mam nadzieję
wszystkich, a co najbardziej uderzyło w moje serce
to słowa jednego z naszych podopiecznych powrócić jeszcze kiedyś do tego raju na ziemi.
Gjorgiego, który powiedział, że kiedy będzie
wpatrywał się w to malowidło to będzie sobie Natalia Sapeta
wspominał o mnie. Co ze sobą przywiozłam z tej
misji? Przede wszystkim uświadomiłam sobie, jak ,,Po wysłuchaniu historii
bardzo ważna w relacjach z drugim człowiekiem jest naszych podopiecznych
bliskość okazywana przez zwykłą obecność, bez doceniam to gdzie i jak żyję,
zbędnych słów, ubogacona odrobinką uśmiechu.To dziękuję Bogu za to co mam,
takie piękne, kiedy ktoś się cieszy i odwzajemnia pragnę stawać się coraz lepszym
twój uśmiech na twarzy, puści Ci oczko, poda rękę, człowiekiem i nie chcę już
przytuli, powygłupia w trakcie tańców, doceni to, że narzekać na swoje problemy, bo
tylko z nim posiedzisz czy podwieziesz na wózku czymże jest niezdany egzamin
albo podasz kubek herbatki, słowem ofiarujesz mu wobec braku dachu nad głową."
swój cenny czas. Teraz właśnie zaczynam rozumieć
historię o Marcie i Marii. Jak mówił papież
Franciszek: ,,Wiele zajęć sprawia, że jesteśmy jak
Marta: aktywni, rozproszeni, zawsze w biegu tu i
tam... Ale często jesteśmy też jak Maria: w obliczu
pięknego krajobrazu czy filmiku, jaki posłał nam na
komórkę przyjaciel, zatrzymujemy się, by pomyśleć,
by się wsłuchać." Z Gruzji wracam tez z ogromem
miłości dla drugiego człowieka, pokładami
cierpliwości, której uczyłyśmy się przez cały miesiąc
czy też z całym mnóstwem pokory. Po wysłuchaniu
historii naszych podopiecznych doceniam to gdzie i
jak żyję, dziękuję Bogu za to co mam, pragnę
stawać się coraz lepszym człowiekiem, a i nie chcę
już narzekać na swoje problemy, bo czymże jest
niezdany egzamin wobec braku dachu nad głową.
Podopieczni naszego ośrodka są dla mnie żywą
inspiracją. Jakie to wymowne iść przez życie z taką
radością w sercu, mimo jakiejś niepełnosprawności
fizycznej czy psychicznej. Dziękuję Panu Bogu za tą
misję, za ten cudowny dar, bo w taki sposób
odbieram właśnie posługę na wolontariacie w

25| WYJAZDY 2017 WMS

"Dopóki żyje na świecie
choćby jeden tylko

człowiek, który nie zna i
nie kocha Jezusa

Chrystusa, Zbawiciela
świata, nie wolno Ci
spocząć!"

o. Franciszek Maria od
Krzyża Jordan

WMS 2017 WYJAZDY| 26

MISJA  GRUZJA

GDZIE? Tbilisi 
KIEDY?  30.06-31.07
KTO?   Renata Pradel,   Marcin   Horczak, 
  kl. Marek Sumara
CO?  Praca w Centrum dla Osób
Niepełnosprawnych i Najuboższych ojców

Kamilianów

MAREK: Wierzę, że wybór placówki misyjnej, jaką był ośrodek
ojców kamilianów w Tbilisi w Gruzji nie był moim wyborem,
ale wyborem Pana Boga. To Jemu powierzałem moje decyzje
i wszystkie wątpliwości jakie mi towarzyszyły. A było ich
całkiem sporo przed samym wylotem z Polski. Zaczynając od
czysto ludzkich wątpliwości: czy ja będę potrafił pomagać
osobom niepełnosprawnym, czy nie będę się bał, może
brzydził, czy dam radę podejść do każdej chorej osoby z
miłością, czy dam radę się przełamać w kwestii zmian
pampersów i mycia podopiecznych. Nie wiedziałem też, czy
będę swoją postawą wskazywać na Chrystusa i czy będę
potrafił dostrzec Boga w każdej niepełnosprawnej osobie.
Pytań i wątpliwości było wiele. Jednak mimo to czułem w
sercu, że tego ode mnie oczekuje Chrystus.
Już od pierwszych chwil po przylocie do Tbilisi, czułem się
tam bardzo dobrze. Zostaliśmy z Marcinem i Renią bardzo
serdecznie przyjęci przez kleryka Lashę, oraz ojców Pawła i
Zygmunta. Od początku czułem się tam jak u siebie w domu.
Naszą posługę w ośrodku rozpoczęliśmy dwa dni po
przylocie do Gruzji. Każdy dzień rozpoczynaliśmy
modlitwami porannymi i Mszą Świętą (za wyjątkiem
poniedziałków, w które mieliśmy wspólną Mszę Św. z
podopiecznymi. Poniedziałkowa Msza była w języku
gruzińskim). Każdy dzień służby niepełnosprawnym wyglądał
bardzo podobnie: codziennie każdy z nas pomagał w jednej
z grup warsztatowych prowadzonych przez różnych
nauczycieli. Przed wyjazdem byłem przekonany, że praca w
grupach będzie dla mnie trudna fizycznie. Okazało się 

27| WYJAZDY 2017 WMS

inaczej: nasza pomoc w grupach miała charakter użycia nożyczek, sklejanie serwetników, szlifowanie
towarzyszenia i pomagania podopiecznym w desek, robienie krokodyla z koralików, naczynia z
wykonywaniu głównie rękodzieł. Moja komunikacja z gliny czy obrazu metodą gobelinu - kolejne
wieloma chorymi była ograniczona. Było to głównie pracownie stawiały przede mną coraz większe
spowodowane moją nieznajomością języka wyzwania. I tutaj pojawiają się podopieczni.
gruzińskiego oraz brakiem zrozumienia niektórych Przyjechałam im pomagać, a bardzo często to oni
rosyjskich słów .Jednak wielokrotnie wystarczył zwykły pomagali mnie w kolejnych zadaniach.
uśmiech twarzy i serdeczny uścisk dłoni. Język nie był Strach w końcu minął, słowa „wystarczy być” stały się
żadną przeszkodą. Zawsze mogłem poprosić o prawdą. Faktycznie wystarczy się uśmiechnąć, złapać
pomoc w tłumaczeniu osoby, które biegle mówią po za rękę, przytulić, posiedzieć z kimś na ławce. W
polsku i gruzińsku. Praca w grupach z całym moim zabieganiu w końcu trzeba było usiąść i
niepełnosprawnymi pokazała mi, że głoszenie ucieszyć się tym, co mam teraz. Przestać się
Ewangelii, to nie jest tylko mówienie o wierze, ale przejmować swoim makijażem i tym, w co jestem
dawanie świadectwa przykładem. Do teraz brzmią w dzisiaj ubrana, a ucieszyć się osobą obok,
moim sercu słowa: „Głoś Jezusa! Ale jeśli już musisz, serdecznym uśmiechem, złapaniem za rękę,
to też słowami”. dedykowaną do mnie piosenką, buziakiem w
policzek, słońcem, ciepłym morzem, gwiazdami na
RENIA: Podopieczni mają to do siebie, że tylko z niebie, kolejnym słowem nauczonym w ich języku.
pozoru mają niewiele. Niezliczona ilość uśmiechów i
wielka radość, jaką nas obdarzyli, to coś
niesamowitego. Do tego każdy z nich ma mnóstwo
talentów. Niejednokrotnie wyłożyłam się na tym, że
handmade wcale nie jest moją mocną stroną.
Wydzieranie małych elementów z serwetek bez

WMS 2017 WYJAZDY| 28

MISJA   ALBANIA 

GDZIE? Koplik
KIEDY? 29.06-1.08
KTO? Paulina Okuńska, Iwona Wincławska, Ewelina Baran,
Łukasz Gnat, kl. Paweł Janowski
CO? Bezpośrednia pomoc placówce misyjnej- zajęcia dla dzieci,

prace fizyczne.

Dostałam niesamowity prezent od Taty. Został on porozmawiać z mieszkańcami, mimo że to było tylko
opakowany w najstraszliwsze lęki, obawy, niepewność, Emri im eshte Paulina. Sa vjec je? Si je? <Mam na imię
chwile zwątpień i rozterek. Ale najpiękniejsze było to Paulina. Ile masz lat? Jak się masz>.
w środku. W sercu. To pragnienie misyjności, Moimi małymi cudami były dzieci. Każde z osobna
przekazania miłości gdzieś dalej, oddania siebie umacniało mnie w przekonaniu, że znajduję się w
całego. Zostałam posłana do Albanii. Bóg powoli odpowiednim miejscu i we właściwym czasie.
rozpakowywał to, co mi podarował. Uśmiechały się do mnie, przytulały się. Na każde
Dostałam najpiękniejsze chwile wśród moich powitanie krzyczały Pershendetje,  gdy kończyliśmy
dzieciaków. Majestatyczne góry, które mogłam zajęcia Mirupafshim, shihemi neser! <do jutra!>.
podziwiać spoglądając za płot. Lekcje pokory, gdy A to wszystko zaczęło się od mojego małego, aczkolwiek
musiałam podołać obowiązkom, nie miając zwyczajnie niezbędnego cudu w Polsce, gdy na dwa tygodnie przed
motywacji do działania. Każdy dzień spędzony tam, na wyjazdem musiałam biec do Urzędu Paszportowego.
tej suchej, spalonej słońcem ziemi dawał mi coś Cały tydzień w nerwach, wnioski o przyspieszenie
nowego. Codziennie dostawałam niezliczone ilości wydania i dokładnie tydzień od daty złożenia pisma –
dowodów, że Pan jest blisko. A nawet, gdy tego nie pojawia się SMS: twój paszport jest do odbioru!
czułam, to momentami działy się cuda. Przede I pojechałam. Bałam się, że się nie nadaję: brak
wszystkim to, że po 2 tygodniach potrafiłam  doświadczenia w pracy z dziećmi, rok w odosobnieniu, 

29| WYJAZDY 2017 WMS

,,Dostałam niesamowity prezent od
Taty. Został on opakowany w
najstraszliwsze lęki, obawy,
niepewność, chwile zwątpień i

rozterek. Ale najpiękniejsze było to
w środku. W sercu. Te pragnienie
misyjności, przekazania miłości
gdzieś dalej, oddania siebie całego. "

bo studia zabierają za dużo czasu. Nie miałam już takiej
pewności, co na początku mojej drogi misyjnej. A gdy
dojechalismy do Jubice wszystkie obawy zmieniły się w jedną
myśl: jak ja mam przez miesiąc oddychać takim
powietrzem? Było gorąco, zdecydowanie za gorąco jak dla
mnie, zwłaszcza, że mieszkam nad Bałtykiem. W nocy 26
stopni, w dzień 38 w cieniu.
Minął miesiąc. Pracowaliśmy fizycznie, bawiliśmy się z
dzieciakami. Odkryłam, że im bardziej i więcej zawierzam
Bogu, tym mniej muszę działać według planu. Nie
wiedzieliśmy jaki humor będą miały dziewczynki ani w co
będą chcieli grać chłopcy. Dawaliśmy im propozycje, oni
mogli je przyjąć lub odmówić nam współpracy. Zazwyczaj jak
my, szli w ciemno, a efektem tego było zdziwienie po 3,5
godziny zajęć, że to już koniec.
Czas na misjach umocnił mnie w przekonaniu, że jestem na
właściwej ścieżce życia. Chociaż obudziło się we mnie wiele
pytań, to jeszcze więcej dostałam tam odpowiedzi.
Nauczyłam się rozmawiać z ludźmi, z Bogiem. Przyjmować
od Niego krzyż, przyjmować też i Jego łaski. Nauczyłam się
nie stawiać barier między ludźmi, przytulać kiedy wszyscy
widzą, zniżać się przed tymi, którym trzeba opatrzeć nogę,
gdy skóra zeszła do kości. I ufam, że to tylko początek mojej
drogi, mojej działalności. Że jeszcze uda mi się bardziej
zapłonąć i iść. I głosić.

Paulina Okuńska
 

WMS 2017 WYJAZDY| 30

MISJA   ZAMBIA

GDZIE? Lusaka
KIEDY? 2.08-29.12
KTO? Ilona Piróg
CO? Praca u sióstr Misjonarek Miłości w ośrodku dla niepełnosprawnych
osób oraz sierocińcu

Afryka. Moje marzenie od lat, które teraz się spełnia. Tak też jest i tutaj. Miejsce, do którego trafiłam jest
Dlaczego akurat Afryka? I dlaczego wolontariat? absolutnie niesamowite, bo niesamowite są Siostry
Myślę, że to Pan Bóg daje takie pragnienia. Chciałam Misjonarki Miłości, które je prowadzą. (Zachęcam
być bliżej i bardziej dla tych ludzi, bo do Afryki przy okazji do przeczytania książki "Pójdź! Bądź
można przecież po prostu przylecieć na wakacje. moim światłem" o Matce Teresie z Kalkuty). W skład
W mojej codziennej pracy też staram się być dla tej placówki wchodzi szkoła, sierociniec oraz ośrodek
ludzi, ale taka posługa ma jednak nieco inny wymiar. dla chorych i niepełnosprawnych kobiet i mężczyzn.
I faktem jest (co już słyszałam w niejednym Historie tych ludzi są bardzo różne. Niektórzy
świadectwie i sama doświadczyłam podczas znajdują tu swego rodzaju schronienie, dla
poprzednich wyjazdów wolontariackich), że znacznie niektórych jest to miejsce tymczasowego pobytu. Są
więcej otrzymujemy niż jesteśmy w stanie dać.  dzieci, których rodzice z różnych powodów nie są w 

31| WYJAZDY 2017 WMS

,,W chwilach słabości, kiedy mam poczucie, że to co robię
jest jedynie małą kroplą w morzu potrzeb, powierzam to
Panu Bogu i przypominam sobie słowa Matki Teresy, że

świata nie zbawimy, bo Pan Jezus już to zrobił, ale
zawsze możemy zrobić coś dobrego dla drugiego

człowieka..."



stanie się nimi zająć; są pacjenci, którzy potrzebują rehabilitacji i opieki jakiej rodzina nie może im
zapewnić, a są też osoby chore i samotne, które nie mają dokąd pójść. Z zawodu jestem
fizjoterapeutką, więc staram się pomóc jak mogę w tej kwestii, ale pomagam też przy dzieciach, tych
najmłodszych. Zarówno jedna jak i druga praca daje dużo radości i satysfakcji. Oczywiście bywają też
trudne momenty, ale wtedy ofiaruję ten trud (wpisany przecież w życie, nie tylko na misjach) w
poszczególnych intencjach. W chwilach słabości, kiedy mam poczucie, że to co robię jest jedynie
małą kroplą w morzu potrzeb, powierzam to Panu Bogu i przypominam sobie słowa Matki Teresy, że
świata nie zbawimy, bo Pan Jezus już to zrobił, ale zawsze możemy zrobić coś dobrego dla drugiego
człowieka. Zapraszam także w tym miejscu do śledzenia mojej posługi na FB – Misja serca/ Mission of
the Heart.
Ilona Piróg

WMS 2017 WYJAZDY| 32

MISJA   ALBANIA

GDZIE? Bilaj
KIEDY? 13.08-17.09
KTO? Dominika Mendys, Szymon Skwara,
Magdalena Bogusz, Beata Ponichtera, Marta Kobylska
CO? Prowadzenie zajęć (półkolonii) dla dzieci i młodzieży
oraz bieżąca pomoc na misji

Gorący albański poranek wdziera się przez lekko pora na to, aby znów pokonać swoje lęki, zmęczenie
uchylone okno, aby każdego z naszej piątki inaczej i słabostki. To taka pora, kiedy śpisz przed Bogiem i
zbudzić. Bo przecież każdy jest inny i do każdego co taka ta twoja modlitwa - bez-myślna, bez-słowna,
innego trafia. Ja pod powiekami wyczuwam przychodzisz i tyle. Przychodzisz na krótkie 'Cześć, to
drobniutki piasek, ciało mam dziwnie zmęczone, ale ja', na krótkie 'pobłogosław dzisiejsze sprawy'. Bo nie
wciąż jeszcze gotowe na nowe wyzwania. O, na mam już, Boże, siły na wielkie rozważania, na
zegarku właśnie wybiła 6:15, czyli idealna pora by poważne strategie, kluczowe bitwy, dogłębne
podnieść głowę z poduszki i wstać na Jutrznię. przemyślenia, na co myślą inni, na tysiące słów.
Zdecydowanie nie należę do miłośników wyłażenia z Jestem - to wszystko. Wszystko i nic i oby
łóżka w przedświcie. Niemniej satysfakcja wystarczająco. Nieustannie spragniony Twojego
gwarantowana. Bo wyłazisz, by się spotkać i aby błogosławieństwa.
oczekiwać razem. I aby pośpiewać lekko
zachrypniętym głosem trochę - też. Tak więc wstaję, Tymczasem mija druga niedziela od powrotu z tego
w głowie nie mam żadnych oryginalnych myśli, bo dalekiego-bliskiego świata, jakim jest Albania...Budzę
wiem, że i tak zbudzę się dopiero w Kościele. To jest  się już bez piasku pod powiekami, a moje ciało jest
 

33| WYJAZDY 2017 WMS

jakby bardziej moje. Wstaję i myślę, czy to ,,Albania dużo daje od siebie, ale
wszystko zdarzyło mi się naprawdę? Bo jakieś takie też trochę zabiera, przede wszystkim,
odległe i zamglone wydaje się. Gdy ktoś pyta o tę
Albanię, to chciałoby się opowiadać o rzeczach to co jest ci w danej chwili zbędne.
tylko ładnych, radosnych i dobrych. Ale jak tak o Uczy spontaniczności,
nich opowiadać, gdy za tymi kryją się kolejne, cierpliwości i pokory."
jeszcze piękniejsze? Od czego tu zacząć a na czym
skończyć? Bo wydaje się, że końca tu nie ma, a Albania to czas jedności i wspólnoty. Wspólnych
każde słowo nie oddaje w pełni tego, co śniadań, prac ogrodowych, gotowania obiadów,
chciałabym Ci przekazać odbiorco.  debatowania nad każdą najmniejszą drobnostką
dnia codziennego przy jednym, wspólnym stole. To
To, co mogę Ci na pewno powiedzieć, to że są czas burzy mózgów, niedospania, robienia tak, żeby
chwile, gdy wyobraźnia naprawdę przeszkadza. coś wytłumaczyć temu drugiemu, ale aby przy tym
Czasem chciałoby się bardzo prosto i konkretnie nie zrobić mu przykrości, bycia z drugim człowiekiem
wymyślić i zrobić coś dla tego drugiego, dla samego bycia z nim. Przytulania, żartów bardziej
mniejszego. A tu nie można. Nie da się. Coś lub mniej udanych, akceptacji, że ten drugi, to taki
blokuje. Był plan, starannie wymyślony, a my sam jak ja, a jednak jakby z innego świata.
ucieszone wolontariuszki, że już za chwil parę
wcielimy go w życie, a tu..klops, kiszka! Trzeba być Dzika Albania to czas refleksji. Bo patrzysz na dzieci i
spontanicznym, nie planować, a automatycznie, widzisz w nich siebie. Sprzed kilku(nastu) lat. Bo
wręcz z prędkością światła reagować. W mig łapać kiedy cieszą się - to na całego! A gdy się złoszczą to
dziecięce reakcje, gesty, bardzo szybko uczyć się tylko na chwilkę. Im więcej z nimi czasu spędzasz, im
drugiego człowieka. Bo czasu nie ma. Bo jest tylko częściej razem coś tworzycie, nawet jeśli efekt
ponad miesiąc. Co to jest miesiąc? Na początku końcowy odbiega od twojego pierwotnego zamysłu,
niemiłosiernie długo, potem jednak, o dziwo, za to wtedy tym bardziej stają ci się bliskie i takie jakby
krótko. Kto by pomyślał? Za krótko na pomyłki, bo na wpół twoje. Wzajemnie się oswajacie. Gdy wybija
jest tyle do zrobienia, do nauczenia, do stworzenia 16:30, każdy z was - i one, i ty, oczekujecie
mniejszymi i większymi rękami - razem.  wzajemnie na siebie, wiecie, że to czas dla was.
Albania dużo daje od siebie, ale też trochę Bardzo szczególny czas. To tylko krótkie trzy godziny
zabiera, przede wszystkim, to co jest ci w danej zajęć każdego dnia, ale jakie ważne! I nie zawsze są
chwili zbędne. Uczy spontaniczności, cierpliwości, to gry, tańce czy śpiewy. Czasem są to rozmowy i to
pokory. Że nie zawsze jest tak, jakbym sobie tego rozmowy nie zaczęte przez ciebie, ale przez nie. Dla
życzyła, że to mój plan jest najlepszy. Albania daje nich bardzo ważne, chociaż dla ciebie na początku
codziennie solidną porcję śmiechu, przytuleń, mogą wydawać się błahe. Jednak idziesz w to. Wbrew
małych radości, kilka łez wzruszenia. Zaskakuje na sobie, swoim zadaniom na dzisiejszy dzień. I choć
każdym dziecięcym kroku! Czasem idziesz przed czasem język cię zawodzi, myśli nie nadążają, to
siebie i bezmyślnie uśmiechasz się. Do siebie, do pozostają jeszcze gesty. Cała gama gestów! Oj,
drugiego, do powietrza nawet! Ktoś popatrzyłby z naprawdę nie wiem, co zrobiłabym bez tej mimiki i
boku i pomyślał "wariat". Albania to taki kraj gestykulacji! A każdego dnia po zajęciach i wspólnej
trochę na wariackich papierach. Ale zaskakująco modlitwie myślisz sobie Daj im, Boże, żeby wyrosły
szybko wchodzisz w jego rytm. Stajesz się na mądrych i dobrych ludzi. Błogosław im. Prowadź.
dziwakiem na jej warunkach. Warunkach, które z Zatroszcz się. Także o tych starszych, ich rodziny,
biegiem czasu naprawdę zaczynają ci pasować. przyszłość, ale przede wszystkim tu i teraz. 

WMS 2017 WYJAZDY| 34

Misja albańska jest niezwykłym darem. Nie da się jej że może gdzieś w tym wszystkim zaczynam wreszcie
zmierzyć, zważyć, przeliczyć na cokolwiek. Ta "wierzyć", nie tylko "powielać". Choć przecież wciąż
pierwsza jest bardzo wyjątkowa, a kolejne wciąż mogę się mylić. Ale jedno jest pewne: pobudki po
niepowtarzalne. Gdybym miała Ci ją do czegoś powrocie są zupełnie inne, ale zasypiam wciąż mając
przyrównać, z pewnością byłoby to małe marzenie w głowie mieszankę kolorowych obrazów w postaci
wyciągnięte z najgłębszych czeluści serca. Przecież dziecięcych uśmiechów, niezrozumiałego
nosimy w sercach Boże marzenia nie po to, żeby albańskiego języka i ten widok gór - niepowtarzalny i
pozostać marzycielami, prawda? tak bardzo, ale to bardzo, bardzo utęskniony.
Marta Kobylska
Dwa tygodnie od powrotu to mało, ale też i bardzo
dużo. Albania tylko rozpoczęła pewien etap, który
teraz trzeba kontynuować. Codziennie wstajesz i
pytasz siebie: ale jak? Jak pogodzić, Panie, Twoją
wolę z tym, co właśnie tutaj dzieje się? Z tym, co
staje się na moich oczach, a ja stoję z rozdziawioną
buzią i czuję jakbym była poza tym wszystkim? To
tylko życie po-albańskie dochodzi do głosu. Moje
też już dochodzi, czasem nawet szepnie, burknie,
przemówi, choćby i zdawkowo - grunt, że języka w
gębie nie zapomniało. Czasem milknie zawzięcie i
muszę je namawiać do mówienia - zwykłe
udzielenie głosu nie wystarczy. Przy zwyczajnym
udzieleniu głosu peszy się, czerwieni, buraczy i
zamyka w sobie - szczelnie, skutecznie, na amen.
Namawiam więc, jak mogę, albo wprost przeciwnie -
wcale nie. Ale jeżeli nie, to wtedy trzeba oczekiwać,
aż się wydarzy. Poczekać, aż zgraja myśli dojdzie do
głosu, aż uporządkuje się w szereg, dwuszereg,
tudzież cokolwiek uporządkowanego i dającego się
nazwać, określić, zdefiniować. Trzeba czasu. Trzeba
dać sobie czas - dać sobie coś, co do mnie nie
należy, pozwolić sobie na tę koniecznie potrzebną
rozrzutność. Niemożliwe jest wiedzieć wszystko już,
albo - jeszcze lepiej - zanim pojawi się wątpliwość. I
przy tym całym wewnętrznym chaosie myślisz
sobie, że tak bardzo chce ci się żyć, ponieważ każdy
nowy-stary bałagan jest już inny, choć przecież tak
niezaskakujący. Mój i już nie mój. Jestem starym, ale
trochę nowym człowiekiem. I boję się powiedzieć, 

35| WYJAZDY 2017 WMS

MISJA  WĘGRY

GDZIE? Sződ/ Galgahévíz
KIEDY? 16-29.07

KTO? Róża Myrcik, Wioletta Michalska,
Marcin Duda, kl. Krzysztof Biegun/
  Martyna Sęk, Marek Olszowik,
Łukasz Werbowy, Jakub Wajda

CO? Organizacja półkolonii przy parafii dla
dzieci z wioski.

Był to dla nas niesamowity i bardzo owocny czas, który na
pewno pozostanie w naszych sercach i myślach na długo.
Zajmowaliśmy się tam dziećmi, dla których prowadziliśmy
półkolonie. Organizowaliśmy im czas, głównie poprzez różne
zabawy, gry sportowe, ale nie zabrakło oczywiście miejsca na
zajęcia intelektualne. Jadąc tam baliśmy się bariery
językowej, ale już w pierwszym dniu pracy z
dziećmi zauważyliśmy, że ten problem nie istnieje. Dzieci
bardzo chciały się z nami dogadywać, z młodszymi
wystarczył tzw. „język serca”, czyli po prostu okazanie
dzieciom ciepła, poprzez proste przytulenie, bycie blisko.
Starsze, które rozumiały język angielski pomagały w
tłumaczeniach. Mieliśmy również do pomocy niesamowitą
dziewczynę, która tłumaczyła dzieciom angielski na ich
ojczysty język. Bardzo związaliśmy się z dziećmi, był to dla
nas piękny czas, w którym dając z siebie jak najwięcej,
mogliśmy dostrzec niesamowitą wdzięczność i radość w
oczach i zachowaniu dzieci. Wielkie serce i wdzięczność oraz
niesłychaną dobroć odczuliśmy również ze strony Księdza,
który kiedy tylko mógł, zabierał nas w niesamowite miejsca
na Węgrzech, o których często nie mieliśmy nawet pojęcia.
Wiele wspólnych rozmów, które już procentują w naszym
życiu. Również mieszkańcy przyjęli nas bardzo ciepło, dzięki
temu czuliśmy się tam bardzo dobrze, jak u siebie. Poprzez
to piękne i ciepłe przyjęcie oraz związanie się z dziećmi
bardzo ciężko było nam wyjechać z tego miejsca. Pożegnanie
było bardzo trudne, bardzo ciężko było nam się rozstać z
księdzem oraz dziećmi, które bardzo pokochaliśmy. Mamy
nadzieję, że będzie nam dane tam jeszcze nie raz wrócić.

WMS 2017 WYJAZDY| 36

Osobiście uważam, że ten wyjazd bardzo dużo ,,Poprzez to piękne i ciepłe
nam dał. Jadąc na wyjazd misyjny nie znaliśmy się przyjęcie oraz związanie się z
zbyt dobrze, a pomimo to od pierwszego dnia dziećmi, bardzo ciężko było nam
mogliśmy na sobie polegać. Posługa dała nam
niesamowite szczęście i radość. Dając siebie wyjechać z tego miejsca"
drugiemu człowiekowi, szczególnie poświęcając
czas dziecku, otrzymujesz w zamian dużo więcej
niż może się wydawać. Uśmiech czy przytulenie
otrzymane od małego człowieka dają dużo więcej
szczęścia, radości niż rzeczy materialne. Często
wracam myślami do tamtych dni, na każde
wspomnienie pojawia się uśmiech na twarzy, a
czasem nawet łezka wzruszenia.
Każdy z takich wyjazdów misyjnych zmienia coś w
człowieku, każdy z nas musi coś z siebie dać, coś w
sobie zmienić, by nasza misja, nasz wyjazd miały
sens, bez względu na czas jej trwania. Tylko kiedy
my będziemy dawali z siebie jak najwięcej, kiedy
zmienimy coś w sobie na lepsze, poświęcimy
naszą wygodę, wtedy dopiero nasza pomoc będzie
prawdziwa i będzie procentowała w życiu ludzi,
którym pomagamy. Tylko pomoc, wszelkie
działania niesione drugiemu człowiekowi szczerze,
z serca są w stanie zmienić coś na lepsze zarówno
u jednej jak również u drugiej strony. Widzę to u
siebie i wiem na pewno, że każdy z nas
wyjeżdżających czuje to samo. Chcemy być po
prostu lepsi, później w codziennym życiu, dawać z
siebie jeszcze więcej, być bardziej dla drugiego, bo
tak naprawdę o to chodzi w życiu, by poświęcić się
dla innych, dawać z siebie tyle ile możemy - to
daje prawdziwą radość i szczęście, zmienia nas
samych na lepsze, a dzięki temu i ludzi, którzy nas
otaczają.

Róża Myrcik

37| WYJAZDY 2017 WMS

MISJA   ZAMBIA

GDZIE?   Mungu
KIEDY?  od 2.08.2017
KTO?  Anna Lasocka
CO?  Praca przy parafii w buszu, zajęcia
aktywizujące dla dzieci, nauczycieli

w lokalnej szkole.

W sierpniu przyleciałam do Zambii na placówkę misyjną
Księży Salwatorianów w miejscowości Mungu. To malutka
wioska położona w środku afrykańskiego buszu. Dla osoby,
która przyjeżdża z Europy tutejsza rzeczywistość jest czymś
zupełnie nowym. Wiele osób pyta mnie czym się właściwie
różni Afryka od naszego kraju i odpowiedź właściwie jest
jedna... wszystkim :) Inna pogoda, inna przyroda, inne
jedzenie i zupełnie inna kultura. Dla jednych ta
rzeczywistość może być trudna, a nawet szokująca, jednak
dla mnie Afryka stała się drugim domem. Czuję się tu
doskonale, a każdy dzień przynosi mi kolejne wyzwania i
moc radości. Moja posługa misyjna polega przede wszystkim
na pracy z dziećmi w obszarze edukacyjnym. Potrzeby
związane z edukacją są tu ogromne. Dzieci mieszkające na
terenie parafii pochodzą z bardzo biednych rodzin.
Większość rodziców nie ma żadnego stałego źródła
utrzymania. Zarabiają hodując niewielkie ilości warzyw i
sprzedając je na targu. Dzieci mieszkają w bardzo
skromnych i trudnych warunkach. Standardowy afrykański
dom to mała gliniana chatka pokryta strzechą, gdzie jest
jedna izba, w której mieszka razem cała rodzina, a
afrykańskie rodziny są bardzo duże. Dla większości
tutejszych dzieci jedynym porządnym i niezniszczonym
ubraniem jaki mają jest mundurek szkolny. Afrykańskie
dzieci używają do zabawy piłki zrobionej ze szmatek, a
chłopcy bawią się samochodzikami robionymi z kawałka
druta. Mało który uczeń ma tu plecak. W małej reklamówce
noszą zeszyt, ołówek i gumkę do ścierania. Nie mają
podręczników bo komplet podręczników ma tylko nauczyciel
i z niego uczy wszystkich uczniów. Mimo, że sytuacja tych
dzieci jest bardzo trudna to jednocześnie są bardzo wesołe,

WMS 2017 WYJAZDY| 38

pełne energii i zaangażowane we wszystko co się im ,,Cały wyjazd pokazał mi że nie da
proponuje. Moja codzienna praca polega na się do końca zaplanować
organizowaniu różnego  rodzaju zajęć dzieciom z
naszej parafii oraz dzieciom z tzw. outstations, czyli wszystkiego, trzeba żyć każdym
pozostałych wiosek należących do parafii. Wszystkie dniem. W całości zaufać Bogu i być
te miejscowości są „rozsiane“ po okolicznym buszu. jak dziecko, które potrafi cieszyć się
Systematycznie jeżdżę tam i organizuję dzieciakom
m.in. zajęcia angielskiego, warsztaty ze wszystkiego.  "
ogólnorozwojowe, warsztaty artystyczne, zabawy
integracyjne. Razem się uczymy, bawimy, urządzamy Nawet najbardziej podstawowe zadania jak
zawody sportowe i wystawy prac plastycznych, które rysowanie czy wycinanie z papieru są dla niektórych
tworzą dzieciaki. Absolutnym hitem jest kino, które z nich czymś zupełnie nowym. Nigdy nie zapomnę
raz na jakiś czas im organizuję, puszczając dzieciom moich pierwszych zajęć w malutkiej wiosce o nazwie
na projektorze bajki. Jest to dla nich niesamowite Deppie, położonej na wyspie. Zamieszkuje tam około
przeżycie, ponieważ w swoich domach nie mają 100 dzieci, które w ogóle nie chodzą do szkoły,
telewizorów. Każde zajęcia z dziećmi są dla mnie ponieważ w 2008 roku została ona zamknięta.
niezwykłym przeżyciem. Większość dzieci jest bardzo Dzieciaki całe dnie spędzają pomagając rodzicom
zaniedbana edukacyjnie. uprawiać pole, łowiąc ryby i opiekując się
rodzeństwem. Kiedy przypłynęłam pierwszy raz na 

39| WYJAZDY 2017 WMS

wyspę czekało tam na mnie ponad 50 dzieciaków, od Wierzę, że dzięki pomocy ludziom dobrej woli moje
zupełnych maluchów po nastolatki. Postanowiłam, że  misyjne marzenie już w styczniu stanie się
zrobię zajęcia plastyczne i wydrukowałam dla rzeczywistością, a dzieciaki zasiądą w szkolnych
wszystkich kolorowanki. Rozdałam je dzieciom, a one ławkach :) Pobyt tutaj jest dla mnie niezwykłym i
zamiast rozpocząć kolorowanie stały bez ruchu w pięknym, trudnym do opisania przeżyciem. Dziękuję
miejscu, w jednym ręku trzymając kolorowankę, a w Bogu za wszystko, czego pozwala mi tutaj
drugim kredkę. Nie wiedziałam co się właściwie dzieje i doświadczać, za to co mi codziennie pokazuje i
dopiero po chwili zorientowałam się, że one nie wiedzą czego chce mnie nauczyć. Dzieci, z którymi pracuję
co właściwie mają robić, bo pierwszy raz w życiu obdarowują mnie niezliczoną ilością
widziały kolorowankę. Dopiero, kiedy wyszłam na niezapomnianych doświadczeń, a przede wszystkim
środek i pokazałam wszystkim na czym polega miłością.
kolorowanie, zabrały się do pracy. Nigdy wcześniej nie
widziałam, żeby zwykłe kolorowanie przynosiło Anna Lasocka
dzieciom tyle radości. Podczas moich zajęć staram się
dawać dzieciakom jak najwięcej różnorodnych
doświadczeń, do których na co dzień nie mają
dostępu. Praca na misji daje mi ogromną radość.
Robienie czegoś dla dzieci, które mają tak niewiele, a
mimo są tak radosne i pełne chęci do pracy jest
niesamowitym uczuciem.

Potrzeby edukacyjne tutejszych dzieci są ogromne
dlatego wraz z księżmi Salwatorianami w styczniu 2018
roku chcemy ponownie otworzyć 2 szkoły misyjne w
miejscowościach Deepie i Jermiah. Zamieszkujące tam
dzieci od 2008 roku nie mają w ogóle dostępu do
edukacji, ponieważ znajdujące się tam wcześniej szkoły
zostały zlikwidowane. Nie mają też możliwości, aby
chodzić do innych szkół ze względu na ogromne
odległości. Większość ludzi tutaj nie maj dostępu do
żadnych środków transportu. Ponowne otwarcie szkół
pozwoli 120 dzieciakom rozpocząć edukację. Aktualnie
jesteśmy na etapie pozyskiwania funduszy na remont
szkoły i jej funkcjonowanie. Moim małym misyjnym
marzeniem jest, aby stworzyć dla nich szkołę, gdzie
będą mogły zdobywać wiedzę, odkrywać swoje talenty,
nawiązywać szkolne przyjaźnie. Chciałabym, aby miały
to na co zasługuje każde dziecko, bez względu na to,
gdzie mieszka i z jakiego środowiska pochodzi. Chcę,
żeby miały ładne zeszyty, kolorowe długopisy i
wygodne plecaki. 

WMS 2017 WYJAZDY| 40

Wolontariat Misyjny Salvator
ul. B. Głowackiego 3
32-540 Trzebinia
www.wms.sds.pl

FB: Wolontariat Misyjny Salvator- fanpage


Click to View FlipBook Version